.. ,, Cześć kochanie! Wiem, że się nudzisz tam w LA, bo Van mi powiedziała. Przysłałam ci te bilety, bo wiem, że wejście za kulisy cię bardzo uszczęśliwi, mimo tego, że nie znasz tego zespołu. Spotkasz tam wspaniałych ludzi, których ja osobiście znam długo i pewnie ty też poznasz. Życzę udanej zabawy."
Mama.
Miło z jej strony, że o mnie pomyślała, ale chyba jej odbiło, że ja będę się szwędać po nieznanym mi dotąd mieście! Spojrzałam jeszcze raz na małą, białą karteczkę i przeczytałam mały napis, którego wcześniej nie zauwarzyłam:
,, ps. Pójdziesz tam, nie wymigasz się! Ja mam swoje wtyki i dowiem się czy tam byłaś. Uwierz mi nie pożałujesz."
Jak ta moja mamusia dobrze mnie zna... Niestety ZA dobrze. No nic. Odłożyłam karteczkę na blat kuchenny i poszłam do mojej garderoby poszukać... No chyba wiadomo co się robi w garderobie.
Nie? To dla jasności: wybrałam bieliznę i strój odpowiedni na ten "mega szalony" dzień. Z wybranymi ubraniami w mojej ręcę udałam się wprost do łazienki, aby wziąść jak zwykle orzeźwiający prysznic i
wciągnąć na siebie z trudem sukienkę, którą wybrałam na dziś. Mówie z trudem, bo po tym 2- tygodniowym szaleństwie na sofie z kubełkiem lodów czekoladowych na 100 % minimalnie poszło w boki. Mam szczerą nadzieję, że tego nie widać. Zrzuciłam z siebie moją pseudo piżamkę i prędko wskoczyłam pod prysznic. skąpałam swoje ciało w ciepłych kropelkach wody, którę delikatnie muskały moje ciało łąskocząc mnie przy tym.Nałożyłam wszelkie środki czystości do pielęgnacji skóry i włosów i spłukałam to mocnym strumieniem wody. Wytarłam się wcześniej przygotowanym froterowym ręcznikiem i zaczęłam całą maskaradę z szykowaniem się na wielkie opuszczenie mojej "wieży" jak u księżniczki.
2 godziny póżniej...
-Wybiła godzina 16.- oznajmił głos spikera pochodzący z radia stojącego w mojej sypialni. Siedziałam właśnie na balkonie już wyszykowana i tępo wpatrywałam się w niebo oczekując momentu wyjścia z domu.
Nadszedł ten moment. Lenwie posniosłam się z krzesła ogrodowego stojącego właśnie na balkonie, zeszłam na dół i wyszłam do ludzi. Nie zapomniałam oczywiście o zakluczeniu za sobą drzwi. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Z pozytywną świadomością udałam się wprost na plaże do miejscia gdzie miał się odbić występ.
Po drodze ciągle mijałam mi same nieznane twarze. Dlaczego musiałam się przeprowadzić do L.A.? Nie mogłam dalej mieszkać z rodzicami? Byłoby to łatwiejsze rozwiązanie, ale ja głupia chciałam się wyrwać od nich, rozwinąć skrzydła i rozpocząć samodzielną drogę. Chciałaś i masz "samodzielne i dorosłe zycie".
Już chyba mi w uszach szumi, a nie to fale. Jestem na miejscu. Butami na obcasach szorowałam po piachu co nie należało do najłatwiejszych czynnościa, ale cudem doszłam do umieszczonej na dużym molo scenie.
Pojawia się pytanie. Gdzie jest wejście za kulisy? Oczami przeglądnęłam całą estradę, aż dostrzegłam tłum ochroniarzy. Zapewne tam jest wejście. Udałam się do tych szanownie zapasionych facetów i kulturalnie poprosiłam ich, żeby mnie wpuścili co oni uważali za żart. We mnie aż się burzyło!
-Mam tutaj wejściówkę. Nazywam się Laura Maano.- Gdy wypowiedziałam ostatnie zdanie jeden z facetów odwrócił się w moją stronę wypowiadając subtelnie moje imię.
-Panowie proszę wpuście ją.- Mężczyżni momentalnie odsunęli i wpuścili mnie na schody, na których stał ten szanowny pan, który raczył mnie tu wpuścić. Przez chwilę myślałam, że to jakiś zbok, bo złapał mnie za ramiona i przelatywał mnie wzrokiem od stóp, do głów.
-Jaka ty dorosła i piękna. Matko...
-A pan to kto?- spytałam zdumiona tą sytuacją.
-Mark.- Ale mi podpowiedź. Kurde.
-Przepraszam, ale nadal nie wiem.- Facet widocznie zrezygnował.
-Dobrze.Chodź koncert się już zaczyna. - Mark zaprowadził mnie tam gdzie miałam dobry widok na cały zespół i trochę publiczności. Kapela wykonała swoje tz. popisowe numery i pare coverów. Muszę przyznać, że wiedzą co grają. Bardzo wczuwają się w to co robią i przy tym grają świetną muzykę. Po 2 bisach i gromkich oklaskach "ludzie muzyki" Zeszli ze sceny i udali się wprost do mnie. 4 chłopaków, dziewczyna, kobieta i mężczyzna (ten "zboczeniec") w średnim wieku wpatrywali się we mne. Przedstawiłamsię na co oni wyszerzyli swoje gały i też oznajmili kim są.
-Lynch...
-Marano...- odparlizdziwieni.
--------------------------------------------------------------
Musiałam zedytować ten post, gdy zobaczyłam ilość tych błędów. Jak wy to mogliście czytać?! :) Tak to jest jak pisze się o 3 w nocy po dużym wysiłku fizycznym i gdy nad głową siedzi "kochany" tatuś poganiając cię. Nw kiedy pojawi się następny rozdział. Pewnie prędko, więc nie denerwujcie się :)
Aiquenn Hope
niedziela, 22 czerwca 2014
wtorek, 17 czerwca 2014
Prolog+ Małe powitanko :)
Zbudziły mnie leniwe promienie słońca wpadające przez moje okno prosto na moją niedospałą twarz. Powoli zaczęłam wygrzebywać się z mojego nadzwyczaj wygodnego, 2-osobowego łóżka przy czym nogami rozpychałam kołdrę na wszystkie strony co poskutkowało zwaleniem z siebie tego puchowego nakrycia. Pomogło mi to wylęgnąć się z wyra i przy moim "ogromnym szczęściu życiowym" upaść na twarde panele podłogowe, które do najmilszych w gwałtownym uderzeniu o nie kolanami nie były najprzyjemniejsze. Po tym upadku byłam już szczególnie pobudzona, lecz nie przeszkadało mi to w wypicu porannej kawy na dodanie energii na resztę dnia. Moje 23- letnie ciało szybko prawie się zabijając zbiegło ze schodów i zostawiając myśli daleko w polu zawitało do mojej nowocześnie wystrojonej kuchni. Gdy moje myśli doszły już do siebie zaczęłam sprawnie przyżądzać napój kofeinowy, bez którego nie zaczynam dnia normalnie. Po uzupełnieniu płynów i spałaszowaniu śniadania miałam zamiar już 2 tydzień od mojej przeprowadzki tutaj zalęgnąć przed telewizorem, jednak coś mi w tym przeszkodziło. Podążąm za wnerwiającymm dzwiękiem telefonu i odbieram. Mija kochana siostra po tygodniu przyomniała sobie, że chyba jednak ma siostre. Przyłożyłam przyrząd do telekomunikacji i wsłuchałam się w głos mojej 27- letniej siostry Vanessy.
-Cześć, cześć i czołem! Pytacie skąd się wziąłem?- No tak. Ten dobry humor jeszcze jej nie opuścił. Może to dobrze. Starsi ludzie każą ci spoważnieć w młodym wieku sądząc, że dobry humor ci w tym przeszkadza. Zawsze podziwiałam starsze babuszki i dziadeczki, którzy mimo swojego wieku z 8 z przodu nie wyrzucali z siebie tak ważnej cechy społecznej jak charyzma.
-Z małpiego gaju? Bo jacyś niedorozwinięci, włochaci bracia z bananem w ręku po ciebie dzwonili.
-Oj tam, oj tam. Głupoty pleciesz. Jak tam? Głucha cisza nadal zawituje w twoim domu?
-Oprócz telewizora nikt do mnie nie gada.
-Ja nie wiem co z tobą jest nie tak, że nie możesz znaleźć sobie żadnego faceta. Wiesz... Miałabyś męża, dzieci to momentalnie byłoby w domu weselej.
-Powiedziała specjalistka.- odpowiedziałam sarkastycznie- No opowiadaj co u Josepha?
-Mężczyzna mojego życia właśnie pałaszuje... ee.. jajka...ee... Z czym je wcinasz?- usłyszałam głos wynoszący się wprost do kuchni mojej siostry.- Wcina je z ketchupem.- Odpowiedziała spokojnie.
-To życz mu smacznego, a ja kończę, bo listonosz dobija się do drzwi.- Mówiłam wtedy poważnie. Naprawdę listonosz pukał do moich drzwi.
-Tylko uważaj, bo to może być ojciec twoich dzieci.- Tym ambitnym tekstem mojej siostry zakończyliśmy naszą jak zwykle ekscytującą rozmowę. Otwrzyłam drzwi i dopiero w tym momencie skapnęłam się, że stoje w krótkich spodenkach od piżamy i w koszuli nocnej. No nic. Kto to widzi? Przywitałam się kulturalnie z listonoszem i odebrałam list. Zatrzasnęłam z nim drzwi, usiadłam się na krześle i otwarłam kopertę. W środku znajdował się bilet i wejściówka za kulisy na koncer jakiegoś zespołu R5. Wyciągnełam małą karteczkę i przeczytałam jej zawartość...
-----------------------------------------------------------------------------
Welcome! Witamy. Oto ja nowo narodzona w tym fachu dziewczyna, czyli Aiquenn Hope. Mam nadzieję, że blog w jakiś sposób spodoba się wam. Jak już (może) zauważyliści blog będzie opowiadał o Laurze Marano, Vanessie i R5. Kto to Joseph dwiecie się później. Komentujcie!
Pozdrowionka!
-Cześć, cześć i czołem! Pytacie skąd się wziąłem?- No tak. Ten dobry humor jeszcze jej nie opuścił. Może to dobrze. Starsi ludzie każą ci spoważnieć w młodym wieku sądząc, że dobry humor ci w tym przeszkadza. Zawsze podziwiałam starsze babuszki i dziadeczki, którzy mimo swojego wieku z 8 z przodu nie wyrzucali z siebie tak ważnej cechy społecznej jak charyzma.
-Z małpiego gaju? Bo jacyś niedorozwinięci, włochaci bracia z bananem w ręku po ciebie dzwonili.
-Oj tam, oj tam. Głupoty pleciesz. Jak tam? Głucha cisza nadal zawituje w twoim domu?
-Oprócz telewizora nikt do mnie nie gada.
-Ja nie wiem co z tobą jest nie tak, że nie możesz znaleźć sobie żadnego faceta. Wiesz... Miałabyś męża, dzieci to momentalnie byłoby w domu weselej.
-Powiedziała specjalistka.- odpowiedziałam sarkastycznie- No opowiadaj co u Josepha?
-Mężczyzna mojego życia właśnie pałaszuje... ee.. jajka...ee... Z czym je wcinasz?- usłyszałam głos wynoszący się wprost do kuchni mojej siostry.- Wcina je z ketchupem.- Odpowiedziała spokojnie.
-To życz mu smacznego, a ja kończę, bo listonosz dobija się do drzwi.- Mówiłam wtedy poważnie. Naprawdę listonosz pukał do moich drzwi.
-Tylko uważaj, bo to może być ojciec twoich dzieci.- Tym ambitnym tekstem mojej siostry zakończyliśmy naszą jak zwykle ekscytującą rozmowę. Otwrzyłam drzwi i dopiero w tym momencie skapnęłam się, że stoje w krótkich spodenkach od piżamy i w koszuli nocnej. No nic. Kto to widzi? Przywitałam się kulturalnie z listonoszem i odebrałam list. Zatrzasnęłam z nim drzwi, usiadłam się na krześle i otwarłam kopertę. W środku znajdował się bilet i wejściówka za kulisy na koncer jakiegoś zespołu R5. Wyciągnełam małą karteczkę i przeczytałam jej zawartość...
-----------------------------------------------------------------------------
Welcome! Witamy. Oto ja nowo narodzona w tym fachu dziewczyna, czyli Aiquenn Hope. Mam nadzieję, że blog w jakiś sposób spodoba się wam. Jak już (może) zauważyliści blog będzie opowiadał o Laurze Marano, Vanessie i R5. Kto to Joseph dwiecie się później. Komentujcie!
Pozdrowionka!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)