-A..a...ale jak to?- Spytał zdezorientowany Ellington siadając na parapecie.
-Kochany WDŻ'u nie mieliście w szkole czy co?- Odparła ironicznie Van głaszcząc swojego synka po głowie. Co tu dużo mówić... Sytuacja była napięta niczym baranie jaja. Rydel z Ellem siedzieli na parapecie patrząc w oczy malca, Rocky... Rocky miał totalny zlew na to wszystko. Ross próbował wzrokiem mi uświadomić, że źle postąpiłam nie mówiąc nic o tym, ale najbardziej przerażony był Riker. Widać było, że bił się ze swoimi myślami. Nie wiedział co robić. Śmiać się czy płakać...
Nie ma się jemu co dziwić. Przecież jeszcze przed wyjazdem byli razem, nie rozłączni, a teraz Riker dowiaduje się, że jego ukochana ma syna i to nie z nim. Ness widocznie to zauważyła, bo zostawiła małego pod moją opieką i poprosiła najstarszego o wyjście z nią na taras, aby omówić to i owo.
Narrator
-Od czego tu zacząć?- Westchnęła szatynka siadając z chłopakiem na krawędzi drewnianego tarasu.
-Od początku.- Oznajmił spokojnym głosem blondyn, jednak Marano wiedziała, że ton jego głosu nie jest adekwatny do jego nastroju. Zaczęła się zastanawiać ja wytłumaczyć mu jak to się stało w łatwy, mniej stresujący sposób.
-Więc... Dostałam rolę w filmie. Mniejsza z tym w jakim. Główną rolę grał tam Sebastian Rowie. Krótko mówiąc on był przystojny, ja się w nim zakochałam, a resztę już znasz.
-To wszystko?-Spytał zdziwiony tym faktem.
-W zasadzie to nie ma o czym więcej mówić. Zostawił mnie i tyle. Nawet nie wiesz jak ciężko wychowywać dziecko bez ojca. Jak rodzić cierpi, kiedy dziecko pyta się o tatę, a ty nie wiesz co mu odpowiedzieć, bo np. ,,Tatuś zostawił nas dla wytapetowanej, plastikowej blondynki, bo nie chciał cię widzieć na oczy." nie przeszłoby tutaj.- Mówiąc to dziewczyna uroniła kilka łez, które po długim namyśle otarł 27 latek. Wysłuchując tego co ona przeżyła wychowując 5 letniego syna nie żywił już do niej jakąkolwiek urazy. Zmiękło mu serce i poczuł, że musi coś z tym zrobić. Przysunął się bliżej niej i objął ramieniem, po czym przemówił:
-Chciałabyś, aby Joe miał prawdziwego ojca? To szczerze odpowiedz mi na jedno pytanie.
Czy po waszym wyjeździe kiedykolwiek czułaś coś jeszcze do mnie, albo chociaż pomyślałaś o mnie?- Spytał, na co szatynka pozytywnie kiwnęła głową ścierając palcem rozmazany od łez makijaż. Ta odpowiedź przyprawiła blondyna o mały uśmiech.
-Wiesz, kiedy wyjechałaś dopiero zdałem sobie sprawę jak wiele dla mnie znaczysz, to było dla mnie jak grom z jasnego nieba, ale było już za późno. Matko, jaki ja byłem głupi! Mogłem oświadczyć ci się wcześniej. Przecież byliśmy już dorośli. Dziś mamy po 27 lat i nie mamy jeszcze stałych partnerów życiowych, a czas ucieka. Więc skończę moją przemowę jednym, kluczowym pytaniem.- Przyklęknął na jedno kolano i ujął dłoń dziewczyny.
-Vanesso czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz panią Lynch, aby pielęgnować swojego męża i stworzyć swojemu synu prawdziwą rodzinę?
--------------------------------------------------------------------------------
Tam tara dam!
Oto mamy już (Krótki, ale jakże emocjonujący) rozdział 10! Dziś tylko Rikessa, ale spokojnie inne paringi też będą :)
Blog ma już ponad 1560 wyświetleń, 7 obserwatorów, 31 komentarzy i tak wspaniałych czytelników jak wy! Bardzo serdecznie dziękuję, Bóg zapłać. xD Napiszcie co sądzicie o rozdziale, podzielcie się waszymi emocjami! Miał być z tej okazji konkurs, ale coś się z wideo popieprzyło i będę musiała go przesunąć, ale i tak będzie.
Bye!
sobota, 27 września 2014
wtorek, 23 września 2014
Rozdział 9
Trzasnął jej z liścia, oczywiście nie za mocno, ale wystarczająco by to poczuć. Brunetkę to nie ruszyło za mocno, ponieważ oni od małego się "lali po mordach", ale była zdziwiona nagłym gestem blondyna, przecież gdyby jej nie lubił to nie zaprosiłby jej na tak wspaniałą kolację. Widocznie zabrakło mu słów żeby wyrazić to jak bardzo ma jej dosyć.
-Przepraszam, że to zrobiłem, ale ja po prostu się o ciebie martwiłem.- Oznajmił i zaczął "suszyć wióry" ( Dla niewtajemniczonych chodzi o uśmiech ;)- od aut.)
-Dlatego walnąłeś mi prosto w twarz? Wystarczyło powiedzieć. Mniej by bolało.- Powiedziała ironicznie przykładając do swojego obolałego policzka kieliszek ze świeżo schłodzonym szampanem. Chłopak wywrócił oczami i odpowiedział.
-Miałaś komara na policzku, a ja nie chciałem, żeby wyssał z ciebie resztę krwi, która pozostała ci w tym wcieleniu. Chłopak zaśmiał się pod nosem co także w pewnym sensie też rozbawiło dziewczynę.
-Dziękuję, że się o mnie tak martwisz. (Dialog nr 1- od aut.)- Ross zszedł z krzesła i ucałował dziewczynę w policzek.
-Cała przyjemność po mojej stronie.- Szepnął jej do ucha. W tym samym czasie w pomieszczeniu odbywała się bardzo ważna uroczystość dla 2 osób. Mike zaprosił swoją Katy do restauracji by uczcić ich 2 rocznicę chodzenia. Na o spotkanie przygotował coś specjalnego.
-Ludzie! - Krzyknął kierując tym samym wzrok innych ludzi na siebie.- Jest jedna rzecz, którą chciałbym powiedzieć tej przepięknej kobiecie.- Wskazał dłonią na jasnowłosą Katy i przysunął się bliżej niej, aby móc spojrzeć w jej oczy koloru szarego (koloru srajtaśmy xD- od aut.). Gdy był już pewny swojej decyzji na całe swoje-nie koniecznie tęczowe- życie. Westchnął głośno i uklęknął przed swoją wybranką, aby móc się jej spytać uroczyście:
-Kochana czy... zostaniesz moją żoną?- Spytał patrząc z miłością w oczy prawdopodobnie swojej przyszłej małżonki. Minęła dosyć długa chwila, a kobieta jeszcze nie odpowiedziała na pytanie. Mike miał już mieszane myśli i powoli zaczął się wycofywać z tego wszystkiego kiedy szarooka się odezwała.
-A będziesz mnie kochał tak jak tamten chłopak tą brunetkę?- Spytała cicho mężczyznę i wskazała palcem na Laurę i Rossa, którzy byli we własnym świecie i nie interesowało ich nic poza sobą. Satyn zaśmiał się i odpowiedział:
-Jeśli to możliwe to nawet mocniej- Wszyscy na sali zaczęli wiwatować co dopiero ocuciło Raurę i wtedy spojrzeli na parę która pieczętowała swój związek w pocałunku zwiastującym ich nowe lepsze życie. (zacytuję słowa mojego taty: "Jeszcze się będziecie po mordach lali" xD- od ojca aut.)
Laura
Od mojego pamiętnego spotkania z Rossem minęło trochę dużo czasu, który spędziliśmy na planie nagrywając sceny do filmu ,, Gwiazd naszych wina". Mamy za sobą już przymiarki kostiumów, zdjęcia i większość scen. Pozostały już tylko te najważniejsze, które reżyserowie pozostawili na sam koniec. Siedziałam właśnie w swojej garderobie oczekując na to aż fryzjerka skończy majstrować przy moich jak zwykle nie ogarniętych włosach. W tym samym czasie ostatni raz przypominałam sobie wszystkie linijki tekstu z tej sceny, która za chwilę ma być nagrywana.
-Za 10 sekund na planie! Już!- krzyknął reżyser, który dzisiaj był nadzwyczajnie wnerwiony co także udzielało się całej załodze filmu. Ostatnie poprawki i... Gotowe! Wybiłam się z krzesła niczym Kamil Stoch z belki startowej i pobiegłam na plan gdzie wszyscy byli już na miejscu.
-Na miejsca i... Akcja!- Scena rozgrywała się w restauracji, gdzie nasi bohaterowie spożywali właśnie romantyczną kolację patrząc sobie głęboko w oczy, uśmiechając się do siebie i popijając według ich najlepszego szampana pod słońcem. W końcu nastała chwila ciszy i w tym momencie Gus (Ross) uśmiechnął się szarmancko i oznajmił:
-Jestem w tobie zakochany (Dialog nr. 2- od aut.). Słyszałaś mnie?- Hazel (Laura) zaśmiała się.
-Augustus...
-Jestem w tobie zakochany. I wiem, że miłość jest tylko wołaniem do próżni. I że zapomnienie jest nieuniknione. I że jesteśmy straceni. I że pewnego dnia cały nasz wysiłek obróci się w pył. I wiem, że słońce pochłonie jedyną ziemię, jaką mamy. A ja jestem w tobie zakochany... Przykro mi.- Powiedział i wzruszył ramionami jakby było to dla niego oczywiste.
-I... Cięcie!- Krzyknął reżyser. Momentalnie wszyscy się rozluźnili.
-Byliście GE-NIALNI!- Powiedział jak gdyby cudownie odmieniony reżyser.- Nie będziemy nic zmieniać. To co teraz mamy nagrane jest idealnie odwzorowane, a nawet lepiej. Jesteście wolni!
-5 dni później-
Plaszczyłam się właśnie na kanapie czytając właśnie gazetę powszechną w L.A., czyli Cosmopolitan, który nie interesował mnie wg, ale robiłam to z nudów, lecz gdy zadzwonił dzwonek do drzwi rzuciłam wszystko i pobiegłam do drzwi.
-Ciocia!- Krzyknął Joe i wparował w moje objęcia, a tuż za nim Vanessa. (no kto by się spodziewał xD- od aut)
-Cześć smyku.- Przywitałam się, potargałam jego idealnie zaczesane na bok włosy i geesem wskazałam, że mogą wejść i rozwalić się na kanapie. Szybko poszłam do kuchni po dwie szklanki wody, po czym jak wróciłam zobaczyłam, że Van czytam mój scenariusz.
-No siostra wreszcie mnie posłuchałaś i poszłaś w moje ślady.( Dialog nr.3)- Oznajmiła z ironicznym uśmieszkiem wskazując na mój scenariusz. - Zapowiada się zaczepisty film. Kto gra rolę Gusa?
-Ross.- Odpowiedziałam nie wprowadzając w zdanie jakichkolwiek emocji na co Szatynka wybuchła niepochamowanym, idiotycznym śmiechem.
-Z czego rżysz?- Spytałam.
-Wszystkie sceny są fajne, ale najlepsza jest ta łóżkowa.- Zszokowana wyrwałam scenariusz z rąk siostry i zaczęłam omyłkowo śledzić tekst wyszukując danego momentu. Nosz kurde znalazłam.
Ale się wrąbałam... Uhhh! Boże dlaczego mnie pokarałeś taką głupotą?! W tym momencie drzwi się otwarły, a do mojego domu, jakby nigdy nic weszło całe R5. Wszyscy stanęli jak wmurowani widząc Vanesse i Josepha.
-Cześć wszystkim.- Przywitała się siostra przerywając niezręczną ciszę.- Poznajcie mojego syna Joego.- Walnęła prosto z mostu co jeszcze bardziej zamurowało Lynchów (i Ratliffa). Wszyscy skanowali małego od czubka głowy po jego stopy próbując wyczytać kto jest ojcem tego malucha. W końcu ktoś przemówił, chociaż w nie najlepszym kontekście.
-To ty jesteś w ciąży?!( Dialog 4)
-Raczej byłam...
-------------------------------------------------------------------------------------
TA DAM! Długo wyczekiwany przez was rozdział został wreszcie napisany i bardzo was przepraszam, że to tyle trwało. Jak tam szkoła? Bo u mnie masakrycznie dużo nauki przez co mam bardzo mało czasu na pisanie rozdziałów. A rozdział wam się podoba, mimo że jest do dupy? Zostawcie opinie w komentarzach. I informacja na koniec mojej krótkiej przemowy:
-W rozdziale 10 szykuje się wielki przełom w życiu naszych bohaterów....
Bye!
-Przepraszam, że to zrobiłem, ale ja po prostu się o ciebie martwiłem.- Oznajmił i zaczął "suszyć wióry" ( Dla niewtajemniczonych chodzi o uśmiech ;)- od aut.)
-Dlatego walnąłeś mi prosto w twarz? Wystarczyło powiedzieć. Mniej by bolało.- Powiedziała ironicznie przykładając do swojego obolałego policzka kieliszek ze świeżo schłodzonym szampanem. Chłopak wywrócił oczami i odpowiedział.
-Miałaś komara na policzku, a ja nie chciałem, żeby wyssał z ciebie resztę krwi, która pozostała ci w tym wcieleniu. Chłopak zaśmiał się pod nosem co także w pewnym sensie też rozbawiło dziewczynę.
-Dziękuję, że się o mnie tak martwisz. (Dialog nr 1- od aut.)- Ross zszedł z krzesła i ucałował dziewczynę w policzek.
-Cała przyjemność po mojej stronie.- Szepnął jej do ucha. W tym samym czasie w pomieszczeniu odbywała się bardzo ważna uroczystość dla 2 osób. Mike zaprosił swoją Katy do restauracji by uczcić ich 2 rocznicę chodzenia. Na o spotkanie przygotował coś specjalnego.
-Ludzie! - Krzyknął kierując tym samym wzrok innych ludzi na siebie.- Jest jedna rzecz, którą chciałbym powiedzieć tej przepięknej kobiecie.- Wskazał dłonią na jasnowłosą Katy i przysunął się bliżej niej, aby móc spojrzeć w jej oczy koloru szarego (koloru srajtaśmy xD- od aut.). Gdy był już pewny swojej decyzji na całe swoje-nie koniecznie tęczowe- życie. Westchnął głośno i uklęknął przed swoją wybranką, aby móc się jej spytać uroczyście:
-Kochana czy... zostaniesz moją żoną?- Spytał patrząc z miłością w oczy prawdopodobnie swojej przyszłej małżonki. Minęła dosyć długa chwila, a kobieta jeszcze nie odpowiedziała na pytanie. Mike miał już mieszane myśli i powoli zaczął się wycofywać z tego wszystkiego kiedy szarooka się odezwała.
-A będziesz mnie kochał tak jak tamten chłopak tą brunetkę?- Spytała cicho mężczyznę i wskazała palcem na Laurę i Rossa, którzy byli we własnym świecie i nie interesowało ich nic poza sobą. Satyn zaśmiał się i odpowiedział:
-Jeśli to możliwe to nawet mocniej- Wszyscy na sali zaczęli wiwatować co dopiero ocuciło Raurę i wtedy spojrzeli na parę która pieczętowała swój związek w pocałunku zwiastującym ich nowe lepsze życie. (zacytuję słowa mojego taty: "Jeszcze się będziecie po mordach lali" xD- od ojca aut.)
Laura
Od mojego pamiętnego spotkania z Rossem minęło trochę dużo czasu, który spędziliśmy na planie nagrywając sceny do filmu ,, Gwiazd naszych wina". Mamy za sobą już przymiarki kostiumów, zdjęcia i większość scen. Pozostały już tylko te najważniejsze, które reżyserowie pozostawili na sam koniec. Siedziałam właśnie w swojej garderobie oczekując na to aż fryzjerka skończy majstrować przy moich jak zwykle nie ogarniętych włosach. W tym samym czasie ostatni raz przypominałam sobie wszystkie linijki tekstu z tej sceny, która za chwilę ma być nagrywana.
-Za 10 sekund na planie! Już!- krzyknął reżyser, który dzisiaj był nadzwyczajnie wnerwiony co także udzielało się całej załodze filmu. Ostatnie poprawki i... Gotowe! Wybiłam się z krzesła niczym Kamil Stoch z belki startowej i pobiegłam na plan gdzie wszyscy byli już na miejscu.
-Na miejsca i... Akcja!- Scena rozgrywała się w restauracji, gdzie nasi bohaterowie spożywali właśnie romantyczną kolację patrząc sobie głęboko w oczy, uśmiechając się do siebie i popijając według ich najlepszego szampana pod słońcem. W końcu nastała chwila ciszy i w tym momencie Gus (Ross) uśmiechnął się szarmancko i oznajmił:
-Jestem w tobie zakochany (Dialog nr. 2- od aut.). Słyszałaś mnie?- Hazel (Laura) zaśmiała się.
-Augustus...
-Jestem w tobie zakochany. I wiem, że miłość jest tylko wołaniem do próżni. I że zapomnienie jest nieuniknione. I że jesteśmy straceni. I że pewnego dnia cały nasz wysiłek obróci się w pył. I wiem, że słońce pochłonie jedyną ziemię, jaką mamy. A ja jestem w tobie zakochany... Przykro mi.- Powiedział i wzruszył ramionami jakby było to dla niego oczywiste.
-I... Cięcie!- Krzyknął reżyser. Momentalnie wszyscy się rozluźnili.
-Byliście GE-NIALNI!- Powiedział jak gdyby cudownie odmieniony reżyser.- Nie będziemy nic zmieniać. To co teraz mamy nagrane jest idealnie odwzorowane, a nawet lepiej. Jesteście wolni!
-5 dni później-
Plaszczyłam się właśnie na kanapie czytając właśnie gazetę powszechną w L.A., czyli Cosmopolitan, który nie interesował mnie wg, ale robiłam to z nudów, lecz gdy zadzwonił dzwonek do drzwi rzuciłam wszystko i pobiegłam do drzwi.
-Ciocia!- Krzyknął Joe i wparował w moje objęcia, a tuż za nim Vanessa. (no kto by się spodziewał xD- od aut)
-Cześć smyku.- Przywitałam się, potargałam jego idealnie zaczesane na bok włosy i geesem wskazałam, że mogą wejść i rozwalić się na kanapie. Szybko poszłam do kuchni po dwie szklanki wody, po czym jak wróciłam zobaczyłam, że Van czytam mój scenariusz.
-No siostra wreszcie mnie posłuchałaś i poszłaś w moje ślady.( Dialog nr.3)- Oznajmiła z ironicznym uśmieszkiem wskazując na mój scenariusz. - Zapowiada się zaczepisty film. Kto gra rolę Gusa?
-Ross.- Odpowiedziałam nie wprowadzając w zdanie jakichkolwiek emocji na co Szatynka wybuchła niepochamowanym, idiotycznym śmiechem.
-Z czego rżysz?- Spytałam.
-Wszystkie sceny są fajne, ale najlepsza jest ta łóżkowa.- Zszokowana wyrwałam scenariusz z rąk siostry i zaczęłam omyłkowo śledzić tekst wyszukując danego momentu. Nosz kurde znalazłam.
Ale się wrąbałam... Uhhh! Boże dlaczego mnie pokarałeś taką głupotą?! W tym momencie drzwi się otwarły, a do mojego domu, jakby nigdy nic weszło całe R5. Wszyscy stanęli jak wmurowani widząc Vanesse i Josepha.
-Cześć wszystkim.- Przywitała się siostra przerywając niezręczną ciszę.- Poznajcie mojego syna Joego.- Walnęła prosto z mostu co jeszcze bardziej zamurowało Lynchów (i Ratliffa). Wszyscy skanowali małego od czubka głowy po jego stopy próbując wyczytać kto jest ojcem tego malucha. W końcu ktoś przemówił, chociaż w nie najlepszym kontekście.
-To ty jesteś w ciąży?!( Dialog 4)
-Raczej byłam...
-------------------------------------------------------------------------------------
TA DAM! Długo wyczekiwany przez was rozdział został wreszcie napisany i bardzo was przepraszam, że to tyle trwało. Jak tam szkoła? Bo u mnie masakrycznie dużo nauki przez co mam bardzo mało czasu na pisanie rozdziałów. A rozdział wam się podoba, mimo że jest do dupy? Zostawcie opinie w komentarzach. I informacja na koniec mojej krótkiej przemowy:
-W rozdziale 10 szykuje się wielki przełom w życiu naszych bohaterów....
Bye!
środa, 17 września 2014
Przedpremierowe dialogi z rozdziału 9.
Jak widzicie od tygodnia nie ma jeszcze rozdziału, ale spokojnie już się za to biorę. Obiecuję go zacząć pisać przed niedzielą ;) Mam dla was kilka przykładowych dialogów, które mogą pojawić się w rozdziale. Ciekawe jak sobie wyobrazicie te sytuacje? :) Jeszcze wracając do naszego kochanego liczniczka wyświetleń po prawej stronie. Jestem z was dumna mamy 1200 wyświetleń! I 22 komentarze. Jest super, oby tak dalej i jeszcze lepiej! :)
--------------------------------------------------------------------
-Dzięki, że się o mnie tak troszczysz.
-Cała przyjemność po mojej stronie.
........
-Jestem w tobie zakochany.
........
-Wreszcie posłuchałaś mnie i poszłaś w moje ślady.
.............
-To ty jesteś w ciąży?!
..............
-Tak jakoś wyszło, że na planie zakochaliśmy się w sobie
.................
--------------------------------------------------------------------
-Dzięki, że się o mnie tak troszczysz.
-Cała przyjemność po mojej stronie.
........
-Jestem w tobie zakochany.
........
-Wreszcie posłuchałaś mnie i poszłaś w moje ślady.
.............
-To ty jesteś w ciąży?!
..............
-Tak jakoś wyszło, że na planie zakochaliśmy się w sobie
.................
poniedziałek, 8 września 2014
Rozdział 8
Wykąpana i czyściutka. Ahhhh! Czując się tak wspaniale wciągając magnoliową woń mojego ciała wyskoczyłam z wanny i zaczęłam wbijać się w dość ciasne ( nie, że były mi ZA ciasne, tylko czerwona sukienka przylegała do ciała, czyli jednym słowem obciskała mnie) Z trudem zapięłam suknię ponieważ zamek umieszczony był na plecach. Ja nie wiem... Mogliby skonstruować wersje sukienek dla singielek, czyli z zamkiem na biodrze. Wszystkie moje sukienki, które posiadam są dla zakochanych dziewczyn lub szczęśliwych mężatek. Dlaczego? Bo mają zamki na plecach.
Zabrałam swoją kosmetyczkę na blat od umywalki i zaczęłam majstrować z makijażem, co dziwne dziś przychodziło mi to z wyjątkową łatwością. Nałożyłam lekką tapetę na twarz, spojrzałam na siebie w lustrze i uznałam, że wyglądam pięknie. Z radością zaczęłam zeskakiwać z każdego stopnia drewnianych schodów. Byłam szczęśliwa, że zostało mi jeszcze całe 15 minut, ale w połowie drogi do salonu zbudziła mnie rzeczywistość. Bingo! Przecież mam jeszcze wilgotne i poczochrane włosy. Ciekawe jak ja patrzyłam na siebie w lustrze? Chyba byłam ślepa. Prędko cofnęłam się do łazienki i zaczęłam rozczesywać moje splątane, mokre kłaki. Stawiam na prostotę! Prostuję włosy mam wszystko szeroko i głęboko. Wzięłam prostownicę i formując moje włosy zaczęłam śpiewać EP'kę R5- Heart Made Up On You. Gdy kończyłam refren ,,Stay With Me'' spauzował mnie energiczny dzwonek do drzwi.
-Już idę!- Krzyknęłam, a raczej wydarłam się wiedząc, że i tak mnie nikt nie usłyszy. Gotowe! Nie wiem czemu gadam sama do siebie, ale to szczegół. W każdym razie wiem jedno. Jeśli za 5 sekund nie otworzę blondynowi drzwi to stracę u niego punkty. Tak więc zbiegłam ze schodów i otwarłam drzwi.
Ross
Gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi odwróciłem się w ich stronę i w tym samym momencie zamurował mnie blask bijący od anioła. Anioła w czerwonej sukni, anioła z rogami, który najwyraźniej próbował mnie uwieść. Udało mu się. Na ten moment, na ten dzień byłem pod jej wspaniałym urokiem, który sprawiał, że unosiłem się 3 metry nad ziemią.
-Cześć Ross.- Przywitała mnie swoim melodyjnym głosem niebiańska istota, a ja jak w transie rzuciłem jej tylko krótkie cześć.- Moment wezmę tylko torebkę i możemy iść.- Oznajmiła i odwróciła się w stronę salonu. W tym samym czasie zacząłem walić sobie z liścia w twarz w celu częściowego ocucenia się. Ona z pewnością chce mnie uwieść! Przecież widzę jak eksponuje swoje damskie kształty idąc w moją stronę. Ross opanuj się! Ona jest już dorosłą kobietą, a nie 5 letnią dziewczynką usmarowaną do połowy ciała w błocie, nie ma wyjścia, tak czy tak musi pokazywać to i owo.
-Już możemy iść.- Powiedziała ukazując mi najpiękniejszy uśmiech na świecie jaki kiedykolwiek ktoś widział i poprowadziła mnie w stronę furtki do wyjścia z jej parceli.
-Czekaj chwilę!- Zatrzymałem ją tylko wtedy, gdy uznałem to za potrzebne. Brunetka momentalnie znieruchomiała i stojąc odwrócona do mnie plecami oczekiwała na wyjaśnienia w sprawie tego nagłego przystanku. Powoli podszedłem do niej bliżej i stojąc za nią tak, że dzieliły nas tylko 3 mm dobrałem się do jej zamka od sukienki i... Zasunąłem go do końca, ponieważ był zapięty do połowy i postanowiłem, że pomogę przyjaciółce. Mimo, że wykonałem swoją misję nadal trzymałem ręce na plecach Laury, wtedy ona zwróciła twarz w moją stronę i pilnie się jej przyglądała jak, gdyby chciała z niej wyczytać moje zamiary, pomysły czy też to o czym sam jeszcze nie wiedziałem. Spoglądałem w jej oczy szukając tego co mnie do niej z każdym momentem przyciągało. Jeszcze przed chwilą pomiędzy naszymi twarzami zmieściła by się jeszcze jedna głowa, lecz teraz to mały koliberek by ledwo przeleciałby przez środek. Z każdą chwilą czułem jak lekko wypuszcza z siebie powietrze , które lądowało na mojej dłoni.
-Sąsiadko.-Zawitał pan Stones.- Sąsiadko!- Krzyknął gdy zobaczył zero jakiejkolwiek uwagi. Gdy jego donośny głos dotarł do naszych uszu brunetka odskoczyła ode mnie niczym poparzona i pobiegła do bramy, gdzie stał mężczyzna w średnim wieku. Nie ma o czym mówić, wiadomo, że podsłuchiwałem. Coś tam gadali o braku prądu na następny dzień i takie tam bla, bla, bla. Po chwili wreszcie doszli do porozumienie co jednak trwało więcej niż zwykłą chwilę. Wziąłem brunetkę pod rękę i zaprowadziłem ją w stronę pojazdu. Gdy wskazałem jej czym pojedziemy jej mina od razu zmieniła się o 180 stopni, a to wszystko tylko dlatego, że wskazałem jej palcem na srebrnego BMX'a.
-Ty sobie ze mnie żartujesz?-Spytała i spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym ,,W razie pożaru zgiń". Ja zaśmiałem się głośno co dziewczyna przyjęła jeszcze gorzej niż to, że jedziemy rowerem.
-Spokojnie, damy radę. Ja będę pedałem, znaczy się będę pedałować, a ciebie powiozę na ramie.- Powiedziałem i wyszczerzyłem swoje białe ząbki w chytry uśmieszek. Zerknąłem na reakcje Laury, która najwyraźniej miała już tego po dziurki w nosie. Wszystko na to wskazywało, ponieważ z uszu wylatywała jej para tak jak w kreskówkach, które uwielbiałem oglądać z Rydel. -Dobrze, żartowałem. Pojedziemy tym.- wskazałem na czarnego Tiguana, który stał 50 metrów dalej od jednośladu. Zaprowadziłem ją do niego, kulturalnie, tak jak to robi gentelmen otworzyłem jej drzwi i dopiero gdy upewniłem się, że siedzi wygodnie sam wsiadłem do samochodu.
-Najpierw skoczymy na chwile do mojego domu.
Narrator
-Dajcie mi jakieś kwiaty!- Krzyknął Ross wbiegając niczym torpeda do domu, angażując w jego niespodziewane wejście wszystkich. Pobiegł do salonu i omyłkowo szukał jakiegokolwiek bukietu, który mógłby uszczęśliwić kobietę siedzącą w samochodzie. Oczywiście miał pecha, bo w salonie nie było kwiatów. Pobiegł do pokoju swojej siostry, gdzie na 100% znajdował się jej narzeczony. Może on ją jakoś obdarował.
-Rydel daj mi jakieś kwiaty, bo zaraz oszaleję!- Krzyknął, gdy wparował do pokoju blondynki bez pukania nie zważając na to co ona robi.
-Masz te.- Powiedziała i rzuciła w jego stronę bukiet z herbacianych róż, który zapewne dostała od Ella i uśmiechnęła się, a on podziękowałem jej całusem w policzek i wybiegł z pokoju, a potem z domu prosto do samochodu.
-15 minut później-
-Pewnie tu drogo.- Odparła Laura ekscytując się wystrojem tej ekskluzywnej 4-gwiazdkowej restauracji. Jak sama nazwa LaParis wskazuje jest to francuska restauracja, więc jak to w francuskiej restauracji znajdował się w niej wystrój rodem z XVII wiecznej Francji z nowoczesnymi wstawkami.
Wystrój ten bardzo podobał się 23- latce.
-Nie, co ty.- Powiedział i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w oczy brunetki, przysunął swoją dłoń do jej policzka i...
--------------------------------------------------------------------------
Jestem po tygodniowej przerwie, która mi dosyć dobrze zrobiła. Ten tydzień spędziłam w nowym gimnazjum i w szkole muzycznej, a teraz nie o szkole. Widzę, że mamy ponad 1000 wyświetleń i dosyć mało komentarzy. Załóżmy, że tego bloga czyta 6 osób to niech chociaż 5 zostawi komentarz i w cale nie musi zawierać 15 zdań złożonych (chociaż miło by było) , wystarczy słowo czytam lub fajny rozdział. Komentując motywujesz :) Może gdy będzie 10 rozdział zrobię mały konkursik, ok?
Zabrałam swoją kosmetyczkę na blat od umywalki i zaczęłam majstrować z makijażem, co dziwne dziś przychodziło mi to z wyjątkową łatwością. Nałożyłam lekką tapetę na twarz, spojrzałam na siebie w lustrze i uznałam, że wyglądam pięknie. Z radością zaczęłam zeskakiwać z każdego stopnia drewnianych schodów. Byłam szczęśliwa, że zostało mi jeszcze całe 15 minut, ale w połowie drogi do salonu zbudziła mnie rzeczywistość. Bingo! Przecież mam jeszcze wilgotne i poczochrane włosy. Ciekawe jak ja patrzyłam na siebie w lustrze? Chyba byłam ślepa. Prędko cofnęłam się do łazienki i zaczęłam rozczesywać moje splątane, mokre kłaki. Stawiam na prostotę! Prostuję włosy mam wszystko szeroko i głęboko. Wzięłam prostownicę i formując moje włosy zaczęłam śpiewać EP'kę R5- Heart Made Up On You. Gdy kończyłam refren ,,Stay With Me'' spauzował mnie energiczny dzwonek do drzwi.
-Już idę!- Krzyknęłam, a raczej wydarłam się wiedząc, że i tak mnie nikt nie usłyszy. Gotowe! Nie wiem czemu gadam sama do siebie, ale to szczegół. W każdym razie wiem jedno. Jeśli za 5 sekund nie otworzę blondynowi drzwi to stracę u niego punkty. Tak więc zbiegłam ze schodów i otwarłam drzwi.
Ross
Gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi odwróciłem się w ich stronę i w tym samym momencie zamurował mnie blask bijący od anioła. Anioła w czerwonej sukni, anioła z rogami, który najwyraźniej próbował mnie uwieść. Udało mu się. Na ten moment, na ten dzień byłem pod jej wspaniałym urokiem, który sprawiał, że unosiłem się 3 metry nad ziemią.
-Cześć Ross.- Przywitała mnie swoim melodyjnym głosem niebiańska istota, a ja jak w transie rzuciłem jej tylko krótkie cześć.- Moment wezmę tylko torebkę i możemy iść.- Oznajmiła i odwróciła się w stronę salonu. W tym samym czasie zacząłem walić sobie z liścia w twarz w celu częściowego ocucenia się. Ona z pewnością chce mnie uwieść! Przecież widzę jak eksponuje swoje damskie kształty idąc w moją stronę. Ross opanuj się! Ona jest już dorosłą kobietą, a nie 5 letnią dziewczynką usmarowaną do połowy ciała w błocie, nie ma wyjścia, tak czy tak musi pokazywać to i owo.
-Już możemy iść.- Powiedziała ukazując mi najpiękniejszy uśmiech na świecie jaki kiedykolwiek ktoś widział i poprowadziła mnie w stronę furtki do wyjścia z jej parceli.
-Czekaj chwilę!- Zatrzymałem ją tylko wtedy, gdy uznałem to za potrzebne. Brunetka momentalnie znieruchomiała i stojąc odwrócona do mnie plecami oczekiwała na wyjaśnienia w sprawie tego nagłego przystanku. Powoli podszedłem do niej bliżej i stojąc za nią tak, że dzieliły nas tylko 3 mm dobrałem się do jej zamka od sukienki i... Zasunąłem go do końca, ponieważ był zapięty do połowy i postanowiłem, że pomogę przyjaciółce. Mimo, że wykonałem swoją misję nadal trzymałem ręce na plecach Laury, wtedy ona zwróciła twarz w moją stronę i pilnie się jej przyglądała jak, gdyby chciała z niej wyczytać moje zamiary, pomysły czy też to o czym sam jeszcze nie wiedziałem. Spoglądałem w jej oczy szukając tego co mnie do niej z każdym momentem przyciągało. Jeszcze przed chwilą pomiędzy naszymi twarzami zmieściła by się jeszcze jedna głowa, lecz teraz to mały koliberek by ledwo przeleciałby przez środek. Z każdą chwilą czułem jak lekko wypuszcza z siebie powietrze , które lądowało na mojej dłoni.
-Sąsiadko.-Zawitał pan Stones.- Sąsiadko!- Krzyknął gdy zobaczył zero jakiejkolwiek uwagi. Gdy jego donośny głos dotarł do naszych uszu brunetka odskoczyła ode mnie niczym poparzona i pobiegła do bramy, gdzie stał mężczyzna w średnim wieku. Nie ma o czym mówić, wiadomo, że podsłuchiwałem. Coś tam gadali o braku prądu na następny dzień i takie tam bla, bla, bla. Po chwili wreszcie doszli do porozumienie co jednak trwało więcej niż zwykłą chwilę. Wziąłem brunetkę pod rękę i zaprowadziłem ją w stronę pojazdu. Gdy wskazałem jej czym pojedziemy jej mina od razu zmieniła się o 180 stopni, a to wszystko tylko dlatego, że wskazałem jej palcem na srebrnego BMX'a.
-Ty sobie ze mnie żartujesz?-Spytała i spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym ,,W razie pożaru zgiń". Ja zaśmiałem się głośno co dziewczyna przyjęła jeszcze gorzej niż to, że jedziemy rowerem.
-Spokojnie, damy radę. Ja będę pedałem, znaczy się będę pedałować, a ciebie powiozę na ramie.- Powiedziałem i wyszczerzyłem swoje białe ząbki w chytry uśmieszek. Zerknąłem na reakcje Laury, która najwyraźniej miała już tego po dziurki w nosie. Wszystko na to wskazywało, ponieważ z uszu wylatywała jej para tak jak w kreskówkach, które uwielbiałem oglądać z Rydel. -Dobrze, żartowałem. Pojedziemy tym.- wskazałem na czarnego Tiguana, który stał 50 metrów dalej od jednośladu. Zaprowadziłem ją do niego, kulturalnie, tak jak to robi gentelmen otworzyłem jej drzwi i dopiero gdy upewniłem się, że siedzi wygodnie sam wsiadłem do samochodu.
-Najpierw skoczymy na chwile do mojego domu.
Narrator
-Dajcie mi jakieś kwiaty!- Krzyknął Ross wbiegając niczym torpeda do domu, angażując w jego niespodziewane wejście wszystkich. Pobiegł do salonu i omyłkowo szukał jakiegokolwiek bukietu, który mógłby uszczęśliwić kobietę siedzącą w samochodzie. Oczywiście miał pecha, bo w salonie nie było kwiatów. Pobiegł do pokoju swojej siostry, gdzie na 100% znajdował się jej narzeczony. Może on ją jakoś obdarował.
-Rydel daj mi jakieś kwiaty, bo zaraz oszaleję!- Krzyknął, gdy wparował do pokoju blondynki bez pukania nie zważając na to co ona robi.
-Masz te.- Powiedziała i rzuciła w jego stronę bukiet z herbacianych róż, który zapewne dostała od Ella i uśmiechnęła się, a on podziękowałem jej całusem w policzek i wybiegł z pokoju, a potem z domu prosto do samochodu.
-15 minut później-
-Pewnie tu drogo.- Odparła Laura ekscytując się wystrojem tej ekskluzywnej 4-gwiazdkowej restauracji. Jak sama nazwa LaParis wskazuje jest to francuska restauracja, więc jak to w francuskiej restauracji znajdował się w niej wystrój rodem z XVII wiecznej Francji z nowoczesnymi wstawkami.
Wystrój ten bardzo podobał się 23- latce.
-Nie, co ty.- Powiedział i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w oczy brunetki, przysunął swoją dłoń do jej policzka i...
--------------------------------------------------------------------------
Jestem po tygodniowej przerwie, która mi dosyć dobrze zrobiła. Ten tydzień spędziłam w nowym gimnazjum i w szkole muzycznej, a teraz nie o szkole. Widzę, że mamy ponad 1000 wyświetleń i dosyć mało komentarzy. Załóżmy, że tego bloga czyta 6 osób to niech chociaż 5 zostawi komentarz i w cale nie musi zawierać 15 zdań złożonych (chociaż miło by było) , wystarczy słowo czytam lub fajny rozdział. Komentując motywujesz :) Może gdy będzie 10 rozdział zrobię mały konkursik, ok?
wtorek, 2 września 2014
Pouczenie+The Sims 3
Jak widzicie nie zajmuję się pisaniem rozdziału, a to tylko dlatego, że dziś byłam po wakacjach w nowym gimnazjum i szczerze mówiąc zderzyłam się z okrutną rzeczywistością. Od dziś nie ma cackania, tylko ciężka praca, której i tak nie będzie mi się chciało wykonywać. Do tego dochodzi jeszcze ostatni rok szkoły muzycznej. A jak u was po wakacjach??? Walcie śmiało u mnie możecie się wyspowiadać, a ja i tak z radością wysłucham. Teraz czas na 2 punkt przemówienia, czyli The sims 3. W ostatni dzień wakacji je zainstalowałam i zagrałam, a oto moje dzieła:
Oto Laura Marano/Ally Dawson
Oto Ross Lynch/ Austin Moon
Oto Calum Worthy/Dez Wade
Oto Raini Rodriguez/Trish Delarosa
A to były zdjęcia z randki Auslly i Trish robiąca hamburgery z serem :)
Wiem, że postacie nie podobne,ale kit. Niedługo wezmę się za rozdział.
Oto Laura Marano/Ally Dawson
Oto Ross Lynch/ Austin Moon
Oto Calum Worthy/Dez Wade
Oto Raini Rodriguez/Trish Delarosa
A to były zdjęcia z randki Auslly i Trish robiąca hamburgery z serem :)
Wiem, że postacie nie podobne,ale kit. Niedługo wezmę się za rozdział.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





