Wszyscy stali z kamiennymi twarzami jak wryci. Jedyny widoczny ruch to minimalne poruszanie się ich brzuchów przy oddychaniu. Po dłuższej chwili gdy wszystko dotarło i zadomowiło się w mózgu postanowiłam przerwać to niezręczną ciszę.
-To już chyba wiem o jakiego Mark'a panu chodziło.- Tymi słowami zwróciłam się w stronę tego "zboczeńca", który okazał się ojcem moich przyjaciół z dawnych lat. Po tych słowach otrzymałam od nigo ciepły i promienny uśmiech. To jedno zdanie pomogło spuścić z siebie całe ciążące w płucach powietrze i pomogło przybliżyć nas w jednym wielkim uścisku.
-Ile to już lat minęło?- Spytała blond- włosa Rydel nie wysuwając się z uścisku.
-Czekaj... Ja mam 23, wtedy miałam 10. Z jakieś 13 lat.- Odparłam przypominając sobie wszystkie chwile spędzone z nimi do 10 roku życia. Co jak co, ale my zawsze byliśmy nierozłączni. Mieszkaliśmy w Miami, dom obok domu, ale zawsze tak jest, że sielanka musiała minąć. Dzień po moich dziesiątych urodzinach mój ojciec ciężko zachorował na serce, aby go ratować mósieliśmy polecieć do specjalnej kliniki mieszczącej się w Denver. Bez pożegnania i bez żadnych słów wyjaśniających całe zajście wsiedliśmy w samolot i wylecieliśmy do kompletnie nieznanego mi regionu. Mój ojciec na szczęście dziś jest cały i zdrowy, le przez jego serce straciłam coś ważnego. Miłość bliskich ludzi, którzy byli dla mnie jak rodzona rodzina. Jest jeszcze Vanessa, ale ona już od urodzenia była moją siostrą. My i Lynchowie uczyliśmy się miłości bliskich osób z dnia na dzień, coraz bardziej, co skutkowało jeszcze cięższą i bardziej bolesną rozłąką. Teraz po tych 13 latach bez siebie los pomógł nam się spotkać, aby zacząć wszystko od nowa. Wszyscy są inni,a jednak nadal tacy sami np. Wszyscy oprócz Rockiego i Ellcia są blondynami, ci dwaj wcześniej wymienieni panowie nadal się zachowują jak uchodźccy z zoo.
-Od dawna mieszkasz tu? Jakoś nie dzwonisz.
-Mieszkam od 2 tygodni, a nie dzwonie tylko dlatego, że nie mam waszych numerów telefonów. Nawet nie wiedziałam, że tu mies...
-Riker weź tą śmierdzącą, zapoconą pachę ode mnie!- Krzyknęła Rydel, gdy Rik gonił ją po kulsach z próbując włożyć jej głowę pomiędzy pachę.
-Oj... Nie chcesz takiego solidnego miśka od brata?
-Oczywiście... Że nie!
-Idź do tego twojego frajera.- Powiedział sarkastycznie Blondyn na co Ellington odparł urażony:
-No ej! Riker ty spocona świnio!- I chłopcy zaczęli się bić, Stormie nie zważając na ich kłótnie poprosiła mnie, abym została na kolacji na co ja próbowałam się wymigać, ale z nią nie wygrasz. Razem z Rossem mnie namawiała, przez co musiałam pójść na ugodę.
* godzinę później- dom Lynchów.*
-Takie stare barany, a wy nadal mieszkacie z mamusią.- odparłam rozbawiona zajadając gorącą Lasagnę przygotowaną przez 4 kobiety: Stormie, mnie, Rydel i Ellen. Kto to Ellen? Na początku sama nie wiedziałam, ale po dość ciekawej pogawędzce przy smrodzie palącego się jedzenia dowiedziałam się, że od 5 lat jest żoną faceta o imienu... Rocky Lynch. To on jest tym szczęściarzem, który został mężem i ojcem 3- letniego Caspera. Riker jest najstarszy, ale jeszcze nie znalazł swojej miłości, tłumaczy się, że nie potrzebuje swojej drugiej połówki, ponieważ urodził się w całości.
-Może dlatego, że mamusia nie chce wypuścić swych skarbeńków z gniazdka?- odpowiedział najstarszy.
-Rikusiu ty się mną stary baranie nie tłumacz! To wy macie tu za dobrze, więc nie chcecie się wyprowadzać.- Przekomarzała się z nim Stormie.
-Czyli mama daje nam do zrozumienia, że mamy się stąd wynosić?-spytał rozczarowany Ross nie rozumiejąc, że jego rodzona matka powiedziała to sarkastycznie.
-Oczywiście, że nie, ale spójrzcie na Rockiego. Ożenił się, ma syna i mieszka z mamusią, a popatrzcie na Rydel za 2 tygodnie wychodi za mąż i...
-Co?!- Wybuchnęłam prawie zadławiając się jedzeniem, które smakowało spalenizną, ale i tak było pyszne. Bynajmniej lepsze od żarcia z pudełka od Chińczyka sprzedającego jedzenie na mojej ulicy. Ale nie to mnie przeraziło. Rydel wychodzi za mąż. Ta mała blondynka, która od dziecka była feministką i tylko czekała by zabić jze swoich braci wychodzi za mąż za mężczyznę!-Z kim, jak, kiedy, czemu, po co...?!
-Z Kubusiem Puchatkiem, nomalnie, gdy Królik wyrwie wszystkie marchewy z ogrodu, a Krzyś wreszcie ubierze coś innego niż niebieskie shorty i żółty, sprany T-Shirt, dlatego, że ma zajebiście dużo miodku, fajny podkreślający jego krągłości czerwony top, nie nosi spodni i z kłapouchym sprowadza różne towary na imrezy. Pytania?
-Nie ma czasami kolegi singla?- W tym momencie wszyscy wybuchnęli niepochamowanym śmiechem.
-Zapytam.- Rydel odwróciła się w stronę Ellingtona i spytała uwodzicielskim głosem:- Kubusiu nie masz czasem singla na zbyciu?
-Prosiaczek i Tygrysek są chętni do zamążpójścia.- Powiedział wskazując w kolejności Rossa i Rikera. Oni mu na to, że za mąż wychodzą tylko dziewczyny,a nie faceci.
-Czekaj to ell jest woim Kubusiem, to znaczy przyszłym mężem.
-No tak jakoś wyszło.- Odpowiedziała całując go delikatnie w policzek.
-Dobra... Ktos jeszcze mnie czyms zaskoczy to niech od razu mowi.
-Riker nie moze wciaz znalezc dziewczyny.- Wylonil sie glosem Ross.
-A to ci nowosc!
--------------------------------------------------
Mozna powiedziec, ze zmartwychwstalam, ale ta dluga przerwa tylko dlatego, ze jestem w toku przeprowadzki u babci zalapalam wi-fi i dlatego pisze do was na tablecie przez ktorego momentalnie nie mam polskich znakow. Pozdrowienia!