sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 7

Nuta, którą uwielbiam. Moja ulubiona piosenka Demi, a teraz  koniec pogaduch i zapraszam do rozdziału :)

-------------------------------------------------------------------------
-Nie dostałam roli drugoplanowej. Dostałam główną rolę!- Wleciałam w objęcia chłopaka, który stał naprzeciwko mnie z rozłożonymi rękami.(Brawo dla Riki (Rika), która cholernie szybko mnie rozgryzła! Mogłam się bardziej postarać. Uhhh!-od aut. )- Powiedzieli, że nie widzieli nikogo takiego dobrego na to miejsce jak ja!
-Gratuluję!( Tu nastała dość  długa chwila w pisaniu, bo szukałam mojego notesika. xD-od aut.)-Mówiłem, że się nadajesz!- Lekko wychylona z uścisku odpowiedziałam z bólem w głosie:

-Niestety miałeś racje.-Oznajmiłam i odlepiłam się od jego torsu. W tym momencie z sali wyszedł jeden z producentów i reżyser. Podeszli bliżej nas, pogratulowali serdecznym uściskiem w dłoni i wręczyli nam nasze scenariusze, po czym odeszli rzucając tylko 4 zdania.
-Dobrze wykujcie tekst. Jutro jest przymiarka kostiumów i pierwsze zdjęcia. Dziś idźcie świętować. Ten film będzie hitem!- Spojrzeliśmy na siebie rozśmieszeni i trzymając się pod ramię wyszliśmy z budynku. Przemierzaliśmy spokojnie ulice tak wielkiego miasta patrząc jak obok nas piętrzą się ogromne drapacze chmur, a przed nami słońce rozpoczyna swą wędrówkę ku dołowi, aby ustąpić miejsca księżycowi. Ciepłe powietrze lekko owiewało nasze ciała. Było tak przyjemnie! Oczywiście do momentu aż nie byliśmy pod moim domem. Wtedy wszystko prysło jak bańka mydlana, bo musieliśmy się pożegnać. Żadne z nas nie wiedziało co zrobić, powiedzieć. Po prostu każde z nas oddaliło się w własną stronę.
-Laura pamiętasz co powiedział reżyser?- Spytał mnie kiedy wyszedł z mojej posesji. Uśmiechnęłam się lekko i odpowiedziałam.
-Wkujcie tekst na pamięć?
-Nie, raczej chodziło mi o to, że mamy świętować.
-A, to o tym mowa.
-Wiesz tak sobie pomyślałem... -Zawahał się chwilowo i mrużąc oczy podszedł bliżej mnie.- Może dałabyś się zaprosić dzisiaj do LaParis na kolacje? Tak wiesz..., żeby poświętować.- Powiedział nie pewnie i czekał na moją odpowiedz. Ja oczywiście długo myślałam nad tym, bo tak już mam: jestem rozważna, ale przyznam ucieszyła mnie ta propozycja.
-Z przeogromną chęcią.- Odpowiedziałam i weszłam do mojego słodkiego domku. Ukradkiem spojrzałam przez okno i zobaczyłam jak blondyn podskakuje na chodniku z radości.  Zaśmiałam się sama do siebie i poszłam się wyszykować, lecz zanim rozpoczęłam długą wędrówkę do piękności odebrałam sms'a, którego dostałam 2 sekundy temu.
-Zapomniałem ci powiedzieć, że przyjdę po ciebie o 20.00 :*- Ross

Teraz już chyba oszalał! Mam niecałe 2 godziny do zrobienia się na bóstwo. Dwie godziny!!! No tak jak będę tu dłużej bezczynnie stała to będę miała jeszcze mniej czasu. Zabrałam się, więc za przyszykowanie ubrań i pielgrzymkę  do łazienki.



----------------------------------------------------------------------------
Hejo my lovers!

Dzisiaj przybywam z krótkim rozdziałem tylko dlatego, że przecież nie musicie wszystkiego wiedzieć od razu. Dosłownie jak w szkole. Nauczyciele ciągną wam jeden temat 2 lekcje,  a i tak wszystkiego się dowiesz dopiero w następnej klasie. Life is brutal! Przepraszam też, że nie było mnie 4,5,4,5,4,5,4,5, lub 4 dni kto by to liczył, a to wszystko tylko dlatego, że miałam kupę (Kupęę- xd) roboty związanej z moją przeprowadzką. Do zob... Aha, jeszcze jedno! Jeśli macie do mnie jakiekolwiek pytania np. Jak się masz?, Ile waży twój kot? itp. pytać śmiało w komentarzach. Bye!

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 6

-Bo, bo... My tylko ćwiczyliśmy. Ross wytłumacz im!- Usprawiedliwiał się Riker wtrącając w tą sprawę jeszcze bardziej zakłopotanego Ross'a, który z braku pomysłu ciągle się jąkał, lecz po chwili było po nim widać, że wpadł na wg. jego genialny pomysł.
-Wiecie, jutro na tej scenie koło starego kina odbywa się casting do tego nowego filmu ,,Gwiazd naszych wina" i ćwiczyliśmy po to, aby wytypować najlepszego aktora z rodziny. Wygrałem!- Uśmiechnął się chytro i strzelił sobie ramiączkami od stanika, jednak gdy wszystkie się zaśmiałyśmy znów zakrył obiema rękoma swoje kluczowe, intymne miejsce.
-No dobrze wierzymy ci, ale dlaczego macie na sobie naszą sexowną bieliznę?
-Iż, gdyż... Wcielaliśmy się w różne hollywoodzkie osobowości dla ulepszenia swojej roli.-
-Ok i jeszcze jedno pytanie.- Oznajmiła Stormie podchodząc do swojego męża i kładąc mu rękę na ramieniu spytała:- Rozumiem, że wy jeszcze jesteście młodzi, niewyżyci, ale dlaczego mieszaliście w to waszego ojca?
-Wiesz mamo, tata jest jeszcze młody... Duchem.-  Oznajmili i pobiegli do swoich pokoi przepychając się na schodach. Gdy chłopcy już zeszli pomogli nam nakryć do stołu wcześniej przygotowany przez Stormie obiad, który wszystkim jak zwykle niebiańsko smakował. Co tu dużo kryć Stormie byłą cudowną kobietą. Po skończonym obiadku Rossowi przypadła ta czarna robota, w której mu pomogłam, czyli sprzątanie ze stołu, podczas którego postanowiłam wznieść ciekawą rozmowę na temat jutrzejszego castingu.
-Naprawdę mówiłeś o tym kastingu?- Spytałam zaciekawiona zbierając puste szklanki po coli.
-Casting odbywa się w realu. Nie zamierzałem się tam wybierać, ale właśnie uznałem, że to będzie dobry pomysł! Pomyśl jaki rozgłos dałoby to zespołowi. Cudo!- Odparł podekscytowany.
-Pewnie, że to będzie dobry pomysł! Na sto pro zdobędziesz główną rolę.
-Chyba chciałaś powiedzieć zdobędziemy?- Wyszczerzył swoje białe ząbki i zrobił tz. ,,brewki".
-Jak?
-Zamierzam zabrać cię ze sobą i zgarnąć główne role. -Oniemiałam. Otwarłam buzie ze zdziwienia i tępo wpatrywałam się w blondyna.
-Ross, ja się nie nadaję.
-Nadajesz się! Wiesz, chciałbym mieć kogoś znajomego na planie.- Powiedział podchodząc do mnie bliżej skracając odległość między nami do 3 centymetrów.
-Poznasz tam masę innych ludzi i dużo pięknych dziewczyn.- Wziął moje dłonie i wpatrując mi się w oczy powiedział:
-Ja nie chcę masy ładnych dziewczyn, ja chcę ciebie. ( Ale jej teraz dowalił. xD- od aut.)
-Dobrze- Westchnęłam- Ale nie na rolę główną tylko drugoplanową. - Chłopak dorwał mnie w swoje objęcia i zakręcił w powietrzu tak, że skrócił naszą odległość do totalnego minimum.
-Ważne, że będziesz przy mnie.

Dzień później...
Ross

-Tobie też się tak pocą ręce?- Spytała Laura chodząc poddenerwowana w kółko i w kółko.
-Mi się pociły. Przecież wiesz, że już byłem przesłuchiwany i, że mi się udało.- Spojrzałem na grupę odchodzących facetów, którzy oczekiwali, że to oni dostaną rolę ,,Augustusa".
-No tak, gratuluje.
-Już to mówiłaś.
-LAURA MARANO.- Wywołała ją przemiła pani, która dowodziła tym całym wydarzeniem.
-To idę.
-Połam nogi..- Dziewczyna zmierzyła mnie morderczym wzrokiem i weszła do wielkiej sali koncertowej. Wtym czasie nie miałem nic innego do roboty niż czekać, więc tak też robiłem aż po długim czasie z pomieszczenia wyszła brunetka z kamienną twarzą.
-Nie dostałam roli drugoplanowej...


--------------------------------------------------
Miło mi, że na moim blogu coraz więcej wyświetleń! 677!
Jej. Tyle wyświeleń ta

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 5

Laura
Każdy nowy dzień rozpoczyna się tak samo. Powinnam chyba jako motto życiowe uznać słowo ,,Rutyna". Jak zwykle musiałam się wygramolić z mojego łóżka, które wręcz przyciągało mnie do siebie niewidzialnymi rękoma. Jak zwykle, dzięki Bogu udaje mi się z niego wydostać i zacząć od wypicia kubka gorącej kawy na rozbudzenie, bo to, że wstałam z łóżka nie oznacza, że się obudziłam. Zazwyczaj chodzę po domu jak zombie do godziny 12 i oczekuje aż... W sumie to nie wiem na co czekam. Po prostu czekam.  Mój dzień kończy się o godzinie 2 w nocy kiedy to budzę się przed włączonym telewizorem na sofie w salonie, a obok mnie leży nie kto inny niż... Sorbet Malinowy! Trzy tygodnie temu Sorbet został moim najlepszym przyjacielem i dotrzymuje mi kroku do dnia dzisiejszego i mogę powiedzieć, że jest nam razem dobrze. Lecz dzisiaj wszystko się zmieniło dzięki jednemu, krótkiemu dzwonkowi do drzwi, który obudził we mnie zmysł potrzeby towarzystwa. Jak oparzona wstałam z kanapy i pobiegłam do drzwi. Otwarłam drewniane wrota, a moim oczom ukazały się trzy kobiety. Rydel, Stormie i Ellen przytuliły mnie i tak po prostu wbiły na moją chatę.
-Cześć dziewczyny! Dlaczego mogę zawdzięczać to miłą wizytę?
-Wiesz dostałyśmy twój adres od Rossa i wpadłyśmy prosić o to, żebyś mi pomogła.
-Pomogła?
-Jak wiesz zbliża się mój ślub i jak wiesz...
-Dobrze nie musisz mi tłumaczyć. Z wielką chęcią pomogę, tylko się ubiorę. Poczujcie się tu jak w domu, a ja zaraz wracam.- Powiedziałam w pośpiechu i pobiegłam na górę się lekko mówiąc ogarnąć. Nigdy nie myślałam, że w 15 minut umiem ubrać się, wyczyścić zęby, uczesać włosy, wyperfumować i umalować. Mogę to zaliczyć do moich życiowych rekordów. Będzie to pierwszy rekord i zapewne ostatni. Mniejsza z tym. Zbiegłam ze schodów ubrana białe conversy, krótkie jasno- jeansowe shorty, białą koszulkę i stanęłam jak wryta patrząc jak w salonie dziewczyny grają w Piotrusia.
-Laura, zawodowe karty!- Oznajmiła Rydel pokazując mi aktorów z gołymi klatami, których zdjęcia znajdowały się na kartach.
-Dostałam je od Van na 18.- Usprawiedliwiłam się zakłopotana i zabrałam swoją torebkę z wieszaka.- Idziemy?- Lynchówny ustawiły się za mną i wyszłyśmy z mojego domu idąc w stronę salonu z sukniami ślubnymi.


                                                                      2 godz. później
Ross


-Facety to co robimy?- Spytał Ellington w przypływie emocji z powodu, że w domu nie ma nikogo oprócz prawdziwych mężczyzn. Wszyscy wymęczeni głośno ziewnęliśmy i dalej rozkładaliśmy się na kanapie. Ratliff wziął poduszkę i zaczął nas nią okładać po głowach sprawiając, że wszyscy stali na równych nogach.- No dalej taka okazja już się nie powtórzy!
-Możemy zagrać w butelkę. -Oznajmiłem ospałym głosem.
-Serio tylko na tyle was stać? Możliwe, że to jedyne co dzisiaj wykonacie, więc zgadzam się.- oznajmił i po chwili już siedział  na fotelu kręcąc butelką po Kubusiu Play'u.



Laura


-Idealny wybór!- Podsumowałyśmy dzisiejszy zakup wznosząc toast kawą mrożoną. Pół godziny wcześniej wybrałyśmy piękną w swej prostocie suknię ślubną, która idealnie podkreślała kobiecą figurę blondynki. (ps. wyobraźcie sobie, że na zdjęciu zamiast Anny Guzik jest Delly :)- od aut.)
Delly wyglądała na mega szczęśliwą kiedy mierzyła tą sukienkę i teraz też, bo ciągle ją przegląda i dotyka każdy milimetr materiału.
-A ty Lau. Masz już 23 lata, a jakiegoś kandydata na męża?- Spytała mnie Stormie z swoim zatroskanym uśmiechem trącając mnie łokciem w bok.
-Jakoś jeszcze nie myślałam o zamążpójściu, co prawda rok temu rozstałam się po 2 latach z moim chłopakiem i tak teraz siedzę sama w domu.- Westchnęłam głośno na samą myśl o tym i oparłam się o oparcie krzesła.
-Musimy ci znaleźć chłopaka!- Zaproponowała Ellen na co blondynki kiwnęły głowami na tak i wzniosły drugi toast.
-Ja nie chce mieć chłopaka tak po prostu, chce coś poczuć, a nie tylko szpanować jak w podstawówce. - Oznajmiłam i nie wiedząc czemu przed oczami pojawił mi się Ross. Najpierw na huśtawce, a potem u mnie, stojąc bez koszulki eksponując swoje męskie kształty. Tylko dlaczego on? Przecież to z Calumem chodziłam dwa lata i było nam całkiem dobrze, a w myślach ciągle mam Rossa. Może to przez to, że dopiero co się spotkaliśmy? Nie wiem, lecz wolałam się nad tym nie głowić.
-Ocho, koleżanka ma już jakiegoś na oku, bo się zamyśliła i zarumieniła- Parsknęła przytłumionym śmiechem blondwłosa. Nie skupiałam się na tym i w ciszy wypiłam resztkę mojej kawy. Gdy już wszystkie skończyłyśmy, zamówiłyśmy taksówkę i udałyśmy się do domu Lynchów.  Szatynka ( Ellen ) otwarła drzwi i stanęła jak wmurowana, a ja za nią. Ten widok nas pozbawił wszelkich myśli, po prostu wypalił nam mózg. Na korytarzu, w stanikach, leginsach i szpilkach "mężczyźni" twerkowali nawzajem śpiewając piosenki Miley Cyrus. Wszyscy bez wyjątku mieli na sobie damską bieliznę, różniącą się tylko kolorem.
-Ej no mój nowy stanik!- Parsknęły Ellen i Rydel. Chłopcy momentalnie stanęli na baczność zasłaniając częściowo obnażone ciało.


-----------------------------------------------------------------------------------------------
Może nie jest najlepszy, ale jest!
Oto rozdział 5, który pisałam z wielką przyjemnością patrząc jak na moim ekranie rośnie licznik wyświetleń. To już 603 odwiedzono mojego bloga za co bardzo i serdecznie całuję po rączkach.
Aiquenn.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 4

Moje włosy powiewały na wietrze przy dużej prędkości z jaką jechaliśmy po pustych ulicach   Los Angeles. Szczerze mówiąc było zaczepiście poczuć taką wolność jaką dawała mi ta przejażdżka, jednak miała swój minus. Razem z włosami powiewał mi dół mojej sukienki, na szczęście przysunęłam się bliżej  Rossa co wspomogło mnie w tym problemie. Świat nie musiał oglądać jakie sexi gacie założyła dziś Laura Marano.
-Jesteśmy już na miejscu.- oznajmił blondyn ściągając mi kask z głowy. Spojrzałam na dół. Na szczęście nie było mi widać części mojej bielizny co mnie bardzo ucieszyło, więc bez wahania zeszłam z motoru i stanęłam przed drzwiami mojej posiadłości. Już miałam wchodzić do środka, gdy spojrzałam na chłopaka, który zaczął się przymierzać do odjazdu, lecz zanim to zrobił postanowiłam go zatrzymać.
-Może zostałbyś chwilę? Napił się czegoś?- Chwilę przystanął, po czym przytaknął i obdarzył mnie uśmiechem. Ruchem ręki zaprosiłam go do środka i pokazał mu miejsce, w którym mógł zostawić swoją kurtkę. W tym czasie jak on zaczął oglądać mój salon nalałam mu soku pomarańczowego i zaniosłam na drewnianą ławę stojącą tuż przed sofą, na której właśnie usiadł mój przyjaciel. Po chwili przysiadłam się obok niego i spoglądałam jak jednym duszkiem wypija całą szklankę soku. Z każdą chwilą chciało mi się z niego coraz bardziej śmiać praktycznie z niewiadomego powodu,
-No co?- Spytał roześmiany.
-Można powiedzieć, że ocaliłam cię przed suszą.- Odparłam zadowolona. Chłopak się zaśmiał i po chwili zaczął studiować moje ciało co trochę było dla mnie niezręczne, lecz po chwili  już oglądał cały pokój.
-To dom twojego dziadka?
-Tak, aby wprowadziłam w nim małą renowację wnętrza i zewnętrza.- Oznajmiłam śmiejąc się przy tym na co on zareagował tym samym. Chwilę później rozmowa się bardziej rozkręciła i oboje straciliśmy rachubę czasu. (Trochę dużo gadali i nie chcę mi się tego rozpisywać. Podziękujcie moim rodzicielom za to, że zrobili mnie leniem :P- od aut.)  Wreszcie uznałam, że chociaż warto by było się załatwić i wykąpać, więc nie zwracając uwagi na to, że mam w domu gościa poszłam do " Pokoju czystości" się trochę wykąpać.
Chyba nie będę tłumaczyć znowu co tam robiłam, bo zajęłoby mi to trochę czasu, a jak wiemy ktoś siedzi u mnie w salonie i czeka. Tak w ogóle to nie wiem nawet czemu tak zrobiłam. Nieważnie... Zrobiłam to co miałam i ubrałam się w świeżutką piżamkę. Nową ? Nie wypraną w Perwool'u. Była to czarna męska koszula z podwiniętymi rękawami pod łokcie i szare szorty. Naprawdę nie wiem skąd ja biorę takie piżamy, ale mniejsza z tym. Udałam się na dół sprawdzić czy on tam jeszcze siedzi, lecz on tam nie siedział. Centralnie leżał rozwalony na kanapie i spał jak zabity. No nic, nie będę go przecież budzić o 3:00, tylko po to, że zajmuje mi zbędną w tej chwili kanapę. Podeszłam bliżej niego i chwilę spoglądałam na jego twarz uśmiechając się w każdym momencie, gdy marszczył swój nosek. Po paru sekundach  ocknęłam się z tego transu i ściągnęłam mu jego ciężkie buciory za kostkę (co nie należało do najłatwiejszych czynności) oraz przykryłam ciepłym kocem. Po chwili jednak przysiadłam się do niego, by pooglądać telewizor co przyprawiło mnie o sen i odłączeniem się od świata rzeczywistego.


Powoli zaczęłam otwierać oczy czując, że leżę na czymś cholernie miękkim. Gdy już byłam w pełni obudzona skapnęłam się co jest grane. Nie wiem czemu, nie wiem jak, ale z moich ust wydobył się dźwięk zwany potocznie głośnym, histerycznym piskiem. Jednym słowem: Aaaaaaaaaaa!!!!  Oczywiście nie obyło się bez komplikacji, ponieważ ta miękka część pode mną obudziła się tym samym zwalając mnie na podłogę. -Ałć!-Syknęłam  i spojrzałam na kanapę, na której przed chwilą jeszcze smacznie spałam na blondynie, który teraz wpatrywał się we mnie z chytrym uśmieszkiem.
-Dzień Dobry, jak się spało?- Centralnie skołował mnie tym pytaniem. Co ja robiłam na Rossie? Nasuwało mi się jeszcze jedno pytanie: What the hell?!
-Wiesz, gdyby nie to, że spadłam z ciebie prosto na podłogę trafiając nogą o kant stolika do kawy, to byłoby... Nadal dziwnie! -Spojrzałam na niego, który wstawał się z sofy i pomagał mi się pozbierać z podłogi.
-Ostatnio przeczytałem taki śmieszny tekst w internecie, który idealnie pasuje do tej sytuacji: ,,I obiecuje, że gdy upadniesz będę przy tobie. Podpisane: Podłoga" - Zażartował i zaczął się głośno śmiać sprawiając, że się cała trzęsłam z powodu, że trzymał mnie za rękę. Przez chwilę próbowałam zachować powagę, co i tak w końcu poskutkowało wybuchnięciem głośnym i niepohamowanym śmiechem.
-Wiesz skoro już tu jestem to mogę wziąć prysznic?
-Jasne, idź.- Oznajmiłam i odprowadzałam go wzrokiem do łazienki. Gdy już sobie poszedł zaczęłam brać się z śniadanie. Wyciągnęłam wszystko co potrzebne do przygotowania czekoladowych naleśników z malinami. Na szczęście byłam zaopatrzona we wszystko, bo osobiście nie chciałoby mi się iść taki kawał do sklepu. Oczywiście z moim wszech ogromnym szczęściem cała mąka wysypała mi się na podłogę. Pobiegłam po zmiotkę i schyliłam się, aby zmieść wszystko z podłogi. Po 2 dwóch minutach sprzątania tego cholernego białego proszku odwróciłam się w stronę kosza na śmieci, przy którym dziwnym sposobem stał rozebrany do pół- naga, mokry blondyn z wrytym wzrokiem prosto w miejsce, w którym przed chwilą sprzątałam to sypkie cholerstwo. Stałam na przeciwko niego jak wryta patrząc jak po jego umięśnionej klacie spływa kilka kropli opadających z jego mokrych, roztarganych włosów. Oczywiście nie miał czelności założyć koszulki, bo po co? Przecież może mnie rozpraszać tym, że stoi tu  tylko ubrany w jasne jeansy i ręcznik założony z tyłu na ramionach.
-Zapraszam  na śniadanko. -Powiedziałam skrępowana domyślaniem się tym co się tu właśnie stało. Nałożyłam na talerze całe żarełko i przysiadłam się do Rossa, by zjeść śniadanko.

                                                                     Narrator
1 godzinę później...
Ross cicho trzasnął drzwiami tak, żeby nikogo nie przywołać do korytarza, tylko po to by nikt nie zadawał pytań, gdzie się znajdował tej nocy.  Jednak to i tak nie pomogło, bo po chwili Riker i Ellington zaleźli się w korytarzu, tak jakby wcześniej wyczekiwali nadejścia swojego brata.
-Stary gdzie ty byłeś w godzinach od 22 do 9?- Wypytywali się latając przy blondynie jak dwie natrętne muchy.
-U Laury.                  
-Spałeś u niej?
-Tak.- Odpowiadał krótko i zwięźle.
-Spałeś z nią?
-Tak.- Oznajmił, po czym zobaczył miny chłopaków dopiero zrozumiał co powiedział. -Nie dosłownie!

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Tam tara tam tam tam!
Oto rozdział 4, który swą wielkością nie grzeszy, ale jest najdłuższy z wszystkich. Pisałam to w maksymalnie trudnych warunkach. Naprawdę. Siedzę na fotelu pisząc rozdział, a za mnie na fotel wlazła kuzynka, która miała czkawkę i cały czas mną "latała", bo jej się napić do kuchni nie chciało iść, by pohamować tą" żabę skaczącą w gardle", za to druga kuzynka cały czas komentowała jakie to jej simy mają pragnienia życiowe i rozpraszała mnie podpalając rynek w simsowej Francji.
Także komentujcie, chociażby z takiego powodu, że miałam takie tragiczne warunki pracy. xD Taki komentarz z litości. :)

Aiquenn.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 3

Po spędzonym czasie na posiłku i po dość bulwersującej dla niektórych rozmowie wszyscy udali się do swoich pokoi, aby móc spokojnie odpocząć. Natomiast ja z prośby Rossa udałam się wraz nim do jego ogrodu. Oboje usiedliśmy na drewnianej huśtawce znajdującej się tuż obok płotu oddzielającego ten dom z domem sąsiadów Hopkinsów. Dopiero teraz przyjrzałam się pięknu tego miejsca, na którym wyraźnie było widać działania silnej kobiecej ręki Stormie. Ukradkiem spoglądałam na niebo, które zachwycało całym swym wyglądem pokazując jak piękna może być letnia noc. Jedyne oświetlenie ciemności dawało multum porozrzucanych po niebie gwiazd i kilka solarów słonecznych poustawianych w różnych częściach ogrodu.

-Pięknie tu macie. - Powiedziałam ukazując tylko cząstkę swojego zachwytu. Chłopak uniósł konciki swoich ust formując je w prawie niewidoczny uśmiech, który zaraz znów zmienił się w przygaszoną minę.- Ross, co jest?- Spytałam zaniepokojona jego widocznym jak na obrazku słabym samopoczuciem. On nic nie odpowiedział na pytanie tylko spuścił  głowę i odpychając się nogami od ziemi wprawiał huśtawkę w powolny ruch. -Wiesz, zawsze mogłeś mi powiedzieć wszystko. Do dzisiaj się nic nie zmieniło.- Blondyn westchnął głośno ukazując, że zrozumiał co mu właśnie powiedziałam i zabrał się za wyrzucenie z siebie wszystkich emocji, którymi chciał się podzielić.
-Dzisiaj mija 7 rocznica śmierci Rylanda. -Oznajmił nie wskazując, że ma w sobie jakieś emocje. Zupełnie jakby ze mną siedziało tylko cało wyssane z duszy. Nie odpowiadając nic typu: ,,Moje szczere kondolencje" w tej chwili nie miało to największego sensu, więc wsłuchiwałam się dalej w zdania wypływające z ust blondyna.- Dokładnie 7 lat temu jacyś zamachowcy wpadli do szkoły robiąc totalną rozróbę w całym budynku. Wraz z młodym uciekaliśmy ze szkoły nie zważając na nic co się dzieje. I to był błąd. Nie zauważyliśmy, że za nami biegnie dwóch takich typków, którzy byli szybsi od młodego, więc go dorwali, ułożyli na kolanach  i przystawili pistolet do głowy i bezczelnie zamordowali.- Z jego na ten moment pustych oczu wyleciała jedna łza, która powoli spływała po jego lekko zarumienionym policzku.- Oni zamordowali go na moich oczach, umierał u mnie na rękach! Wiesz jak brzmiały jego ostatnie słowa? ,, No, to teraz ty jesteś najmłodszy z rodziny.". Oznajmił to z uśmiechem na ustach i w wtedy zamknął oczy.- Teraz to ja się totalnie rozryczałam. Chłopak przysunął swoją dłoń do mojego policzka lekko wahając się przy tym  i zaczął ocierać z niego kilka słonych kropli.
-Ja... Prze... Przepraszam, nie wiedziałam.- Oznajmiłam słabym, łamiącym się w zdaniu głosem przy tym trzęsąc się trochę z zimna.  Mimo, że było dzisiaj ciepło (całe 27 stopni.) to minimalnie wiał delikatny wiaterek, który oplótł nasze ciała.
-Zimno ci?- Spytał i nałożył na moje plecy miękki, bawełniany sweter, przez który od razu zrobiło mi się cieplej, lecz zaraz ściągnęłam go z siebie i oddałam Rossowi.
-Ja już będę wracać.- Powiedziałam i wstałam z huśtawki udając się w stronę wyjścia do momentu gdy poczułam na swojej dłoni przyjemne ciepło, które przeszyło mnie od stóp do głów. Odwróciłam się w "dawcę ciepła" i spojrzałam mu prosto w twarz. Już nie przypominał tego smutnego chłopaka, teraz jego twarz wystroiła się w zawadiacki uśmiech.
-Chyba nie myślisz, że puszczę cię samą?- Spytał i pociągnął mnie za rękę prosto do garażu. Chwila moment i już byliśmy w pomieszczeniu, w którym znajdowało się może z 6,7 aut. Uważnie przyglądałam się każdemu z nich aż wreszcie trafiłam na coś wyjątkowego. Był to czarny motocykl, o którym Ross marzył już za małego dzieciaka. Powolnie przeszłam wokoło niego przejeżdżając delikatnie palcami po jego skórzanym siedzeniu.  - Pamiętasz? Obiecałem ci, że jak go sobie kupię to cię nim przewiozę, a jak wiesz ja zawsze dotrzymuję obietnicy.- Blondyn założył mi swoją czarną kurtkę i pomógł mi zapiąć kask. Wtedy on usiadł i momentalnie się się w niego wtuliłam co go bardzo rozśmieszyło i razem pomknęliśmy przez ekstrawagancko oświetlone ulice L.A. prosto do mojego domu.

----------------------------------------------------------------------------------------------
Ludzie moi drodzy... Zmartwychwstałam! Powstałam z popiołów jak feniks. Zapewne jest w nim dużo błędów z powodu dziadowskiej spacji mojej kuzynki, u której piszę ten rozdział, bo jestem  na wakacjach.
Mam jednak dobre wieści! Doszły mnie słuchy, że w moim nowym domku założyli mi internet co ułatwi mi kontakt z rzeczywistością! Celebrate!
Całuski Aiquenn i goście :*

niedziela, 10 sierpnia 2014

Przepraszam.

Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam!
Zniknęłam na ponad miesiąc, a to z jednego wielkiego powodu. Miesiąc temu się przeprowadziłam i do teraz nie mam internetu tylko włamałam się na czyjeś wi-fi w galerii. Tak, wiem, ze to mnie nie usprawiedliwia, ale postaram się to jakoś nadrobić, ok? Wybaczycie???