Moje włosy powiewały na wietrze przy dużej prędkości z jaką jechaliśmy po pustych ulicach Los Angeles. Szczerze mówiąc było zaczepiście poczuć taką wolność jaką dawała mi ta przejażdżka, jednak miała swój minus. Razem z włosami powiewał mi dół mojej sukienki, na szczęście przysunęłam się bliżej Rossa co wspomogło mnie w tym problemie. Świat nie musiał oglądać jakie sexi gacie założyła dziś Laura Marano.
-Jesteśmy już na miejscu.- oznajmił blondyn ściągając mi kask z głowy. Spojrzałam na dół. Na szczęście nie było mi widać części mojej bielizny co mnie bardzo ucieszyło, więc bez wahania zeszłam z motoru i stanęłam przed drzwiami mojej posiadłości. Już miałam wchodzić do środka, gdy spojrzałam na chłopaka, który zaczął się przymierzać do odjazdu, lecz zanim to zrobił postanowiłam go zatrzymać.
-Może zostałbyś chwilę? Napił się czegoś?- Chwilę przystanął, po czym przytaknął i obdarzył mnie uśmiechem. Ruchem ręki zaprosiłam go do środka i pokazał mu miejsce, w którym mógł zostawić swoją kurtkę. W tym czasie jak on zaczął oglądać mój salon nalałam mu soku pomarańczowego i zaniosłam na drewnianą ławę stojącą tuż przed sofą, na której właśnie usiadł mój przyjaciel. Po chwili przysiadłam się obok niego i spoglądałam jak jednym duszkiem wypija całą szklankę soku. Z każdą chwilą chciało mi się z niego coraz bardziej śmiać praktycznie z niewiadomego powodu,
-No co?- Spytał roześmiany.
-Można powiedzieć, że ocaliłam cię przed suszą.- Odparłam zadowolona. Chłopak się zaśmiał i po chwili zaczął studiować moje ciało co trochę było dla mnie niezręczne, lecz po chwili już oglądał cały pokój.
-To dom twojego dziadka?
-Tak, aby wprowadziłam w nim małą renowację wnętrza i zewnętrza.- Oznajmiłam śmiejąc się przy tym na co on zareagował tym samym. Chwilę później rozmowa się bardziej rozkręciła i oboje straciliśmy rachubę czasu. (Trochę dużo gadali i nie chcę mi się tego rozpisywać. Podziękujcie moim rodzicielom za to, że zrobili mnie leniem :P- od aut.) Wreszcie uznałam, że chociaż warto by było się załatwić i wykąpać, więc nie zwracając uwagi na to, że mam w domu gościa poszłam do " Pokoju czystości" się trochę wykąpać.
Chyba nie będę tłumaczyć znowu co tam robiłam, bo zajęłoby mi to trochę czasu, a jak wiemy ktoś siedzi u mnie w salonie i czeka. Tak w ogóle to nie wiem nawet czemu tak zrobiłam. Nieważnie... Zrobiłam to co miałam i ubrałam się w świeżutką piżamkę. Nową ? Nie wypraną w Perwool'u. Była to czarna męska koszula z podwiniętymi rękawami pod łokcie i szare szorty. Naprawdę nie wiem skąd ja biorę takie piżamy, ale mniejsza z tym. Udałam się na dół sprawdzić czy on tam jeszcze siedzi, lecz on tam nie siedział. Centralnie leżał rozwalony na kanapie i spał jak zabity. No nic, nie będę go przecież budzić o 3:00, tylko po to, że zajmuje mi zbędną w tej chwili kanapę. Podeszłam bliżej niego i chwilę spoglądałam na jego twarz uśmiechając się w każdym momencie, gdy marszczył swój nosek. Po paru sekundach ocknęłam się z tego transu i ściągnęłam mu jego ciężkie buciory za kostkę (co nie należało do najłatwiejszych czynności) oraz przykryłam ciepłym kocem. Po chwili jednak przysiadłam się do niego, by pooglądać telewizor co przyprawiło mnie o sen i odłączeniem się od świata rzeczywistego.
Powoli zaczęłam otwierać oczy czując, że leżę na czymś cholernie miękkim. Gdy już byłam w pełni obudzona skapnęłam się co jest grane. Nie wiem czemu, nie wiem jak, ale z moich ust wydobył się dźwięk zwany potocznie głośnym, histerycznym piskiem. Jednym słowem: Aaaaaaaaaaa!!!! Oczywiście nie obyło się bez komplikacji, ponieważ ta miękka część pode mną obudziła się tym samym zwalając mnie na podłogę. -Ałć!-Syknęłam i spojrzałam na kanapę, na której przed chwilą jeszcze smacznie spałam na blondynie, który teraz wpatrywał się we mnie z chytrym uśmieszkiem.
-Dzień Dobry, jak się spało?- Centralnie skołował mnie tym pytaniem. Co ja robiłam na Rossie? Nasuwało mi się jeszcze jedno pytanie: What the hell?!
-Wiesz, gdyby nie to, że spadłam z ciebie prosto na podłogę trafiając nogą o kant stolika do kawy, to byłoby... Nadal dziwnie! -Spojrzałam na niego, który wstawał się z sofy i pomagał mi się pozbierać z podłogi.
-Ostatnio przeczytałem taki śmieszny tekst w internecie, który idealnie pasuje do tej sytuacji: ,,I obiecuje, że gdy upadniesz będę przy tobie. Podpisane: Podłoga" - Zażartował i zaczął się głośno śmiać sprawiając, że się cała trzęsłam z powodu, że trzymał mnie za rękę. Przez chwilę próbowałam zachować powagę, co i tak w końcu poskutkowało wybuchnięciem głośnym i niepohamowanym śmiechem.
-Wiesz skoro już tu jestem to mogę wziąć prysznic?
-Jasne, idź.- Oznajmiłam i odprowadzałam go wzrokiem do łazienki. Gdy już sobie poszedł zaczęłam brać się z śniadanie. Wyciągnęłam wszystko co potrzebne do przygotowania czekoladowych naleśników z malinami. Na szczęście byłam zaopatrzona we wszystko, bo osobiście nie chciałoby mi się iść taki kawał do sklepu. Oczywiście z moim wszech ogromnym szczęściem cała mąka wysypała mi się na podłogę. Pobiegłam po zmiotkę i schyliłam się, aby zmieść wszystko z podłogi. Po 2 dwóch minutach sprzątania tego cholernego białego proszku odwróciłam się w stronę kosza na śmieci, przy którym dziwnym sposobem stał rozebrany do pół- naga, mokry blondyn z wrytym wzrokiem prosto w miejsce, w którym przed chwilą sprzątałam to sypkie cholerstwo. Stałam na przeciwko niego jak wryta patrząc jak po jego umięśnionej klacie spływa kilka kropli opadających z jego mokrych, roztarganych włosów. Oczywiście nie miał czelności założyć koszulki, bo po co? Przecież może mnie rozpraszać tym, że stoi tu tylko ubrany w jasne jeansy i ręcznik założony z tyłu na ramionach.
-Zapraszam na śniadanko. -Powiedziałam skrępowana domyślaniem się tym co się tu właśnie stało. Nałożyłam na talerze całe żarełko i przysiadłam się do Rossa, by zjeść śniadanko.
Narrator
1 godzinę później...
Ross cicho trzasnął drzwiami tak, żeby nikogo nie przywołać do korytarza, tylko po to by nikt nie zadawał pytań, gdzie się znajdował tej nocy. Jednak to i tak nie pomogło, bo po chwili Riker i Ellington zaleźli się w korytarzu, tak jakby wcześniej wyczekiwali nadejścia swojego brata.
-Stary gdzie ty byłeś w godzinach od 22 do 9?- Wypytywali się latając przy blondynie jak dwie natrętne muchy.
-U Laury.
-Spałeś u niej?
-Tak.- Odpowiadał krótko i zwięźle.
-Spałeś z nią?
-Tak.- Oznajmił, po czym zobaczył miny chłopaków dopiero zrozumiał co powiedział. -Nie dosłownie!
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Tam tara tam tam tam!
Oto rozdział 4, który swą wielkością nie grzeszy, ale jest najdłuższy z wszystkich. Pisałam to w maksymalnie trudnych warunkach. Naprawdę. Siedzę na fotelu pisząc rozdział, a za mnie na fotel wlazła kuzynka, która miała czkawkę i cały czas mną "latała", bo jej się napić do kuchni nie chciało iść, by pohamować tą" żabę skaczącą w gardle", za to druga kuzynka cały czas komentowała jakie to jej simy mają pragnienia życiowe i rozpraszała mnie podpalając rynek w simsowej Francji.
Także komentujcie, chociażby z takiego powodu, że miałam takie tragiczne warunki pracy. xD Taki komentarz z litości. :)
Aiquenn.