niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 5

Laura
Każdy nowy dzień rozpoczyna się tak samo. Powinnam chyba jako motto życiowe uznać słowo ,,Rutyna". Jak zwykle musiałam się wygramolić z mojego łóżka, które wręcz przyciągało mnie do siebie niewidzialnymi rękoma. Jak zwykle, dzięki Bogu udaje mi się z niego wydostać i zacząć od wypicia kubka gorącej kawy na rozbudzenie, bo to, że wstałam z łóżka nie oznacza, że się obudziłam. Zazwyczaj chodzę po domu jak zombie do godziny 12 i oczekuje aż... W sumie to nie wiem na co czekam. Po prostu czekam.  Mój dzień kończy się o godzinie 2 w nocy kiedy to budzę się przed włączonym telewizorem na sofie w salonie, a obok mnie leży nie kto inny niż... Sorbet Malinowy! Trzy tygodnie temu Sorbet został moim najlepszym przyjacielem i dotrzymuje mi kroku do dnia dzisiejszego i mogę powiedzieć, że jest nam razem dobrze. Lecz dzisiaj wszystko się zmieniło dzięki jednemu, krótkiemu dzwonkowi do drzwi, który obudził we mnie zmysł potrzeby towarzystwa. Jak oparzona wstałam z kanapy i pobiegłam do drzwi. Otwarłam drewniane wrota, a moim oczom ukazały się trzy kobiety. Rydel, Stormie i Ellen przytuliły mnie i tak po prostu wbiły na moją chatę.
-Cześć dziewczyny! Dlaczego mogę zawdzięczać to miłą wizytę?
-Wiesz dostałyśmy twój adres od Rossa i wpadłyśmy prosić o to, żebyś mi pomogła.
-Pomogła?
-Jak wiesz zbliża się mój ślub i jak wiesz...
-Dobrze nie musisz mi tłumaczyć. Z wielką chęcią pomogę, tylko się ubiorę. Poczujcie się tu jak w domu, a ja zaraz wracam.- Powiedziałam w pośpiechu i pobiegłam na górę się lekko mówiąc ogarnąć. Nigdy nie myślałam, że w 15 minut umiem ubrać się, wyczyścić zęby, uczesać włosy, wyperfumować i umalować. Mogę to zaliczyć do moich życiowych rekordów. Będzie to pierwszy rekord i zapewne ostatni. Mniejsza z tym. Zbiegłam ze schodów ubrana białe conversy, krótkie jasno- jeansowe shorty, białą koszulkę i stanęłam jak wryta patrząc jak w salonie dziewczyny grają w Piotrusia.
-Laura, zawodowe karty!- Oznajmiła Rydel pokazując mi aktorów z gołymi klatami, których zdjęcia znajdowały się na kartach.
-Dostałam je od Van na 18.- Usprawiedliwiłam się zakłopotana i zabrałam swoją torebkę z wieszaka.- Idziemy?- Lynchówny ustawiły się za mną i wyszłyśmy z mojego domu idąc w stronę salonu z sukniami ślubnymi.


                                                                      2 godz. później
Ross


-Facety to co robimy?- Spytał Ellington w przypływie emocji z powodu, że w domu nie ma nikogo oprócz prawdziwych mężczyzn. Wszyscy wymęczeni głośno ziewnęliśmy i dalej rozkładaliśmy się na kanapie. Ratliff wziął poduszkę i zaczął nas nią okładać po głowach sprawiając, że wszyscy stali na równych nogach.- No dalej taka okazja już się nie powtórzy!
-Możemy zagrać w butelkę. -Oznajmiłem ospałym głosem.
-Serio tylko na tyle was stać? Możliwe, że to jedyne co dzisiaj wykonacie, więc zgadzam się.- oznajmił i po chwili już siedział  na fotelu kręcąc butelką po Kubusiu Play'u.



Laura


-Idealny wybór!- Podsumowałyśmy dzisiejszy zakup wznosząc toast kawą mrożoną. Pół godziny wcześniej wybrałyśmy piękną w swej prostocie suknię ślubną, która idealnie podkreślała kobiecą figurę blondynki. (ps. wyobraźcie sobie, że na zdjęciu zamiast Anny Guzik jest Delly :)- od aut.)
Delly wyglądała na mega szczęśliwą kiedy mierzyła tą sukienkę i teraz też, bo ciągle ją przegląda i dotyka każdy milimetr materiału.
-A ty Lau. Masz już 23 lata, a jakiegoś kandydata na męża?- Spytała mnie Stormie z swoim zatroskanym uśmiechem trącając mnie łokciem w bok.
-Jakoś jeszcze nie myślałam o zamążpójściu, co prawda rok temu rozstałam się po 2 latach z moim chłopakiem i tak teraz siedzę sama w domu.- Westchnęłam głośno na samą myśl o tym i oparłam się o oparcie krzesła.
-Musimy ci znaleźć chłopaka!- Zaproponowała Ellen na co blondynki kiwnęły głowami na tak i wzniosły drugi toast.
-Ja nie chce mieć chłopaka tak po prostu, chce coś poczuć, a nie tylko szpanować jak w podstawówce. - Oznajmiłam i nie wiedząc czemu przed oczami pojawił mi się Ross. Najpierw na huśtawce, a potem u mnie, stojąc bez koszulki eksponując swoje męskie kształty. Tylko dlaczego on? Przecież to z Calumem chodziłam dwa lata i było nam całkiem dobrze, a w myślach ciągle mam Rossa. Może to przez to, że dopiero co się spotkaliśmy? Nie wiem, lecz wolałam się nad tym nie głowić.
-Ocho, koleżanka ma już jakiegoś na oku, bo się zamyśliła i zarumieniła- Parsknęła przytłumionym śmiechem blondwłosa. Nie skupiałam się na tym i w ciszy wypiłam resztkę mojej kawy. Gdy już wszystkie skończyłyśmy, zamówiłyśmy taksówkę i udałyśmy się do domu Lynchów.  Szatynka ( Ellen ) otwarła drzwi i stanęła jak wmurowana, a ja za nią. Ten widok nas pozbawił wszelkich myśli, po prostu wypalił nam mózg. Na korytarzu, w stanikach, leginsach i szpilkach "mężczyźni" twerkowali nawzajem śpiewając piosenki Miley Cyrus. Wszyscy bez wyjątku mieli na sobie damską bieliznę, różniącą się tylko kolorem.
-Ej no mój nowy stanik!- Parsknęły Ellen i Rydel. Chłopcy momentalnie stanęli na baczność zasłaniając częściowo obnażone ciało.


-----------------------------------------------------------------------------------------------
Może nie jest najlepszy, ale jest!
Oto rozdział 5, który pisałam z wielką przyjemnością patrząc jak na moim ekranie rośnie licznik wyświetleń. To już 603 odwiedzono mojego bloga za co bardzo i serdecznie całuję po rączkach.
Aiquenn.

3 komentarze: