Jak widzicie, pod tym postem znajduje się rozdział 15, a pod nim... Nie ma 14! Nie ma 14?! Nie ma 14! WTF! Jak to się stanęło??? Sama nie wiem... Usunął się, ale przecież samo się nic nie robi, więc w jakiś zupełnie nie wyjaśniony sposób ja go usunęłam. No i tutaj narzuca się pytanie? Nie ma go ktoś czasami skopiowanego, czy coś tym podobnego, ponieważ ja nie mam go nigdzie zapisanego i od 2 dni się z tego powodu wściekam!
A teraz druga część posta:
Kooooooooonkursik!
Konkurs polega na tym, że ci co chcą piszą rozdział 16 i wysyłają mi na e-maila: aiquenn@gmail.com
Najlepsze prace nagrodzę, np. Promowanie waszego bloga na moim przez kilka rozdziałów lub jeśli macie jakieś lepsze propozycje na nagrodę to piszcie w komentarzach lub pod rozdziałem, który mi wyślecie. Macie czas góra do środy! :) Good Luck!
czwartek, 30 października 2014
Rozdział 15
-Już widzę jak fani R5 będą ciągle skandować ,,Raura!" To pewne na sto pro.- Obudziło mnie jakieś szmeranie, szeptanie i różne odgłosy czynności tego typu. Mozolnie otwarłam oczy i przejechałam sobie parę razy dłońmi po twarzy i dopiero wtedy skapnęłam się co mnie obudziło. Cała gromadka Lynchów plus Van i Joe, ale ich też już można zaliczać do Lynchów, stali nad naszymi głowami susząc wióry (chodzi o uśmiech) i pstrykając nam zdjęcia smartfonami oraz ich lustrzanką (Stormie).
Zawstydzona wydobyłam z mojego gardła pisk, który postawił mojego Romea na równe nogi.
-Spokojnie kochanie ja się tym zajmę!
- Powiedział podciągając swoje bokserki do góry tak, że widocznie wrzynały mu się w pewne miejsce i dopiero, gdy spojrzał przed siebie pisnął poprawiając swoje jedyne okrycie tak samo jak ja.
-Jaki wy przykład dzieciom dajecie? Tak bez ślubu...- Stwierdziła Vanessa zakrywając dłonią oczy Joemu.
-Co?
-To zdjęcie, gdy wrzucimy je na oficjalnego instagrama zespołu zrobi niemałą furorę.
-Nie waż się.
-Upssss... Za późno, bo już to zrobiłem.- Oboje dolecieliśmy do jego telefonu i zaczęliśmy czytać wszystkie komentarze, które znajdowały się pod zdjęciem, a z każdą chwilą przybywało ich coraz więcej.
-Raura! Raura! Raura!- Zaczęły szeptać wszystkie zebrane w tym pokoju dziewczyny, co zawstydziło mnie bardziej niż to, że Ross spał ze mną w samych bokserkach.
-Dobra dajcie już im spokój!- Uspokoiła ich Stormie -jedyna porządna kobieta w tym pomieszczeniu.-Jakie plany na dziś?- Spytała, na co Rydel wyciągnęła z swojej torebki mały, różowy kalendarz. Za bardzo nie zastanawiałam się nad tym co ona mówiła, bo większość mojego mózgu zaczęło transferować tego jak ona szybko znalazła ten kalendarzyk w torebce. Do przeciętnej kobiety dzwoni się dwa razy: raz, żeby znalazła telefon w torebce, a drugi, żeby odebrała. Logiczna filozofia. Z tego co widzę, Rydel nie jest przeciętna. Wracając, jedyne co usłyszałam to, to, że dzisiaj grają koncert na plaży, zupełnie tak samo jak ostatnio, a to tylko z tego powodu, że dzisiaj mają zagrać dla jakiejś fundacji pomagającej chorym dzieciom. Oznajmili, że wszyscy zabierają się z nimi i wtedy każdy poszedł w swoją stronę.
Jakiś czas później...
-Van, no kurde powiesz mi w końcu co mam ubrać?!-Krzyczałam modląc się pod szafą i oczekując aż siostra wreszcie ogarnie dupę i raczy ją przywlec do mojego pokoju.
-Może coś czego nigdy nie założyłaś, może być coś ładnego...- Dzięki, jak zwykle pomocna siostro! Normalnie, rodząc się dziękowałam Bogu, że urodziłam się w tej patoli, a nie innej.
-Mówisz o sobie?
-Oj zamknij japę!-Dobra, co tu ubrać? Wybrałam byle co z mojej szafy, czyli czarny kardigan, białą koszulę, a do tego jeansowe shorty i conversy. Ubiór praktyczny i wygodny. Można go szybko ściągnąć na kacu lub wyłożyć się w krzakach ubrana w niego, wiedząc, że będzie ci się w nim dobrze spać. Moje włosy zwinęłam w koka, który aż krzyczał, że artystyczny nieład jest teraz w modzie i wyszłam z domu po drodze zabierając ze sobą tą ciemną małpę i jej syna.
Koncert mijał bardzo spokojnie... Nie, nie spokojnie, chodziło, że żadnych zamieszek nie było. Ludzie się jak zwykle świetnie bawili na ich koncercie. Krzyczeli, tańczyli lub, jak w przypadku piosenki One Last Dance, wsłuchiwali się z uwagą, wspominali i kołysali się w jej rytm. Niektórym nawet łezka w oku się zakręciła. Magia tej piosenki była niezmienna od lat.
-Chcecie Raury?- Przekrzyczał Riker tłum fanów skandujący sklejone ze sobą imię Rossa i moje.- To macie! Laura, na scenę! No już!- Poganiał mnie blondyn. W tym samym momencie Van, mimo mojego protestu, zaczęła wypychać mnie prosto na scenę. Posłałam jej subtelne spojrzenie o treści "w domu potnę cię mydłem i naćpam meliską" i powolnie sunęłam na środek sceny.
-Widzicie tą panią? To Laura. Ta pani dzisiaj zaprezentuje nam piosenkę pod tytułem...- Przedstawił mnie i przysunął mikrofon bliżej mojej twarzy na co ja zaczęłam go odpychać.
-Nie było mowy o żadnym śpiewaniu!- Lynch przysunął się do mnie i szepnął:
-Na telefonie mam więcej zdjęć z dzisiejszego poranka, które w tej chwili mogą pojawić się na twitterze.
-Gdzie ten mikrofon?- Otrzymałam wcześniej wspomniany przedmiot i oznajmiłam- Zaśpiewam piosenkę Try- P!nk. Orkiestra Grać!- Złapałam statyw w obie dłonie, aby móc swobodnie nim poruszać i zaczęłam swój występ.
Zawstydzona wydobyłam z mojego gardła pisk, który postawił mojego Romea na równe nogi.
-Spokojnie kochanie ja się tym zajmę!
- Powiedział podciągając swoje bokserki do góry tak, że widocznie wrzynały mu się w pewne miejsce i dopiero, gdy spojrzał przed siebie pisnął poprawiając swoje jedyne okrycie tak samo jak ja.
-Jaki wy przykład dzieciom dajecie? Tak bez ślubu...- Stwierdziła Vanessa zakrywając dłonią oczy Joemu.
-Co?
-To zdjęcie, gdy wrzucimy je na oficjalnego instagrama zespołu zrobi niemałą furorę.
-Nie waż się.
-Upssss... Za późno, bo już to zrobiłem.- Oboje dolecieliśmy do jego telefonu i zaczęliśmy czytać wszystkie komentarze, które znajdowały się pod zdjęciem, a z każdą chwilą przybywało ich coraz więcej.
-Raura! Raura! Raura!- Zaczęły szeptać wszystkie zebrane w tym pokoju dziewczyny, co zawstydziło mnie bardziej niż to, że Ross spał ze mną w samych bokserkach.
-Dobra dajcie już im spokój!- Uspokoiła ich Stormie -jedyna porządna kobieta w tym pomieszczeniu.-Jakie plany na dziś?- Spytała, na co Rydel wyciągnęła z swojej torebki mały, różowy kalendarz. Za bardzo nie zastanawiałam się nad tym co ona mówiła, bo większość mojego mózgu zaczęło transferować tego jak ona szybko znalazła ten kalendarzyk w torebce. Do przeciętnej kobiety dzwoni się dwa razy: raz, żeby znalazła telefon w torebce, a drugi, żeby odebrała. Logiczna filozofia. Z tego co widzę, Rydel nie jest przeciętna. Wracając, jedyne co usłyszałam to, to, że dzisiaj grają koncert na plaży, zupełnie tak samo jak ostatnio, a to tylko z tego powodu, że dzisiaj mają zagrać dla jakiejś fundacji pomagającej chorym dzieciom. Oznajmili, że wszyscy zabierają się z nimi i wtedy każdy poszedł w swoją stronę.
Jakiś czas później...
-Van, no kurde powiesz mi w końcu co mam ubrać?!-Krzyczałam modląc się pod szafą i oczekując aż siostra wreszcie ogarnie dupę i raczy ją przywlec do mojego pokoju.
-Może coś czego nigdy nie założyłaś, może być coś ładnego...- Dzięki, jak zwykle pomocna siostro! Normalnie, rodząc się dziękowałam Bogu, że urodziłam się w tej patoli, a nie innej.
-Mówisz o sobie?
-Oj zamknij japę!-Dobra, co tu ubrać? Wybrałam byle co z mojej szafy, czyli czarny kardigan, białą koszulę, a do tego jeansowe shorty i conversy. Ubiór praktyczny i wygodny. Można go szybko ściągnąć na kacu lub wyłożyć się w krzakach ubrana w niego, wiedząc, że będzie ci się w nim dobrze spać. Moje włosy zwinęłam w koka, który aż krzyczał, że artystyczny nieład jest teraz w modzie i wyszłam z domu po drodze zabierając ze sobą tą ciemną małpę i jej syna.
Koncert mijał bardzo spokojnie... Nie, nie spokojnie, chodziło, że żadnych zamieszek nie było. Ludzie się jak zwykle świetnie bawili na ich koncercie. Krzyczeli, tańczyli lub, jak w przypadku piosenki One Last Dance, wsłuchiwali się z uwagą, wspominali i kołysali się w jej rytm. Niektórym nawet łezka w oku się zakręciła. Magia tej piosenki była niezmienna od lat.
-Chcecie Raury?- Przekrzyczał Riker tłum fanów skandujący sklejone ze sobą imię Rossa i moje.- To macie! Laura, na scenę! No już!- Poganiał mnie blondyn. W tym samym momencie Van, mimo mojego protestu, zaczęła wypychać mnie prosto na scenę. Posłałam jej subtelne spojrzenie o treści "w domu potnę cię mydłem i naćpam meliską" i powolnie sunęłam na środek sceny.
-Widzicie tą panią? To Laura. Ta pani dzisiaj zaprezentuje nam piosenkę pod tytułem...- Przedstawił mnie i przysunął mikrofon bliżej mojej twarzy na co ja zaczęłam go odpychać.
-Nie było mowy o żadnym śpiewaniu!- Lynch przysunął się do mnie i szepnął:
-Na telefonie mam więcej zdjęć z dzisiejszego poranka, które w tej chwili mogą pojawić się na twitterze.
-Gdzie ten mikrofon?- Otrzymałam wcześniej wspomniany przedmiot i oznajmiłam- Zaśpiewam piosenkę Try- P!nk. Orkiestra Grać!- Złapałam statyw w obie dłonie, aby móc swobodnie nim poruszać i zaczęłam swój występ.
-No i co blondi? Szczena opadła?- Zwróciłam się w stronę Rikera, który musiał podtrzymać się stojaka od gitary, żeby się nie przewrócić.- No Chalange Accepted!- Podczas wielkich oklasków i wiwatów zeszłam ze sceny, ale po drodze zatrzymał mnie Ross i uwodzicielsko szepnął do ucha:
-Wyjdź za mnie...
-Kochaniutki nie wiesz, że nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy?- Odparłam i pozostawiłam go całkiem skołowanego po środku sceny.
---------------------------------------------------------------------------------------
No i jest 15!
Jak ten czas zapierdziela! Rozumiecie to jeszcze niedawno siedziałam przed komputerem i myślałam nad fabułą tego bloga, który i tak jest pisany tak z dupy, ale Nevermind. xD Jak widać ta 15 też jest z dupy, bo rozdział nie powala, ale cóż mam coś dla was co sprawi, że 16 będzie najbardziej zarąbistym rozdziałem na blogu, ponieważ będzie pisany przez was! Dokładnie tak! Więcej dowiecie się w następnym poście.
Bye!
wtorek, 21 października 2014
Miał być rozdział...
Jak widzieliście wczoraj dodałam spoiler, z którego nie wszyscy mogli się doczytać. Między innymi o to mi chodziło ;-) To zdjęcie miało pokazać, że pracuje nad rozdziałem już po jego dodaniu, dzisiaj nawet miałam go napisać, ale jak widzicie na zdjęciu były nieco ważniejsze sprawy :-P Może uda mi się go jutro napisać, kto wie...
poniedziałek, 20 października 2014
#Spoiler
Jak widzicie nie próżnuje i już zastanowiam się nad rozdziałem 14 B-) Ciekawe czy ktoś się doczyta tego tam na zdjęciu, a tak poza tym to chyba jest do góry nogami, ale kit (już nie jest bo edytowałam post) xD Widzieliście już nową zakladke? :-D
niedziela, 19 października 2014
Rozdział 13
-Mówiłam ci żebyś nie piła tak szybko tej kawy.- Przemądrzała się moja siostra patrząc na to jak płuczę mój poparzony język w lodowatej wodzie. Cholera, jak to szczypie!
-Było mnie obudzić wcześniej!- Wysepleniłam trzymając mój język poza jamą ustna.
-Było się obudzić wcześniej!- Też racja. Obudziłam się 20 minut wcześniej, a za 5 ma po mnie przyjechać Ross. Dwa dni temu otrzymaliśmy zaproszenie na spotkanie klasowe. Tak... Po tylu latach spotkać się ze starymi przyjaciółmi z podstawówki i powspominać stare, dobre czasy... Bezcenne.
Podobnie jak czas, który tak szybko zapierdziela, on nie jest bezcenny, on po prostu jest bezczelny!
Pozostało 3...2...1... Ding, Dong. Boże kiedyś jak trafi mi się na to okazja zabiję cię za to, że stworzyłeś go tak punktualnego!
-Wujek!- Krzyknął mały wbijając się w objęcia blondyna, który ubrany w popielatą, dopasowaną do jego torsu koszule, czarny krawat, czarne rurki, czarne lakierki za kostkę i trzymając marynarkę w dłoni oczekiwał mnie w kuchni, a ja? Biegałam w białej, zwiewnej sukience po całym domu jak oszalała szukając moich butów, bo przecież bez nich nie wyjdę, aż w końcu je znalazłam i zbiegłam ze schodów. Pierwszy raz odkąd tu mieszkam potykając się o własne nogi wpadłam prosto w ramiona Rossa, który od dziś został mianowanym moim osobistym ochroniarzem. Przy nim można się czuć bezpiecznie, chyba, że śpi się z nim w jednym łóżku. Wtedy możesz mieć przerąbane.
-I weź tu pozwól jej wyjść gdzieś samej, jak ona o własne nogi się potyka!- Oznajmiła Vanessa śmiejąc się jak niepełnosprytna.
-Rozumiem, że to w odwecie za to, że kiedyś zrzuciłeś mnie z kanapy?
-Można tak powiedzieć.- Uśmiechnął się lekko, ale wystarczająco, by to zauważyć i odwzajemnić.- Dobra jedziemy, bo przed nami kawał drogi.- Powiedział i postawił mnie na równe nogi.
-Van jak wrócę dom ma być w jednym kawałku.
-Tak jest kapitanie!
-Pa, mały!- Przykucnęłam przed Joe'm, dałam mu całusa w policzek i wyszłam z domu prosto do samochodu.
---------------------------------------------------------------------------------------------
-Szczęśliwa?
-Raczej przerażona.
-Niby czym?
-W sumie to nie wiem, może jakiegoś upokorzenia?
-Damy radę. Na 3...2...1...- Otworzyliśmy duże drewniane drzwi i weszliśmy do pięknie przystrojonej sali, gdzie się wszystko odbywało. Najbardziej uwagę przykuwała duża scena, a przed nią 5 okrągłych stołów, przy których siedziały same znane twarze, a szczególnie przy jednym, gdzie znajdowała się cała nasza stara paczka, która kiwała nam jakby od tego miało zależeć całe ich życie. Z uśmiechami wymalowanymi na twarzach przysiedliśmy się do stolika.
-Jezu kochani jacy wy jesteście piękni!- Zachwyciła się Bella, gdy skanowałam wzrokiem każdego kto siedział razem z nami:
Raini- Moja druga najlepsza przyjaciółka zaraz po Rydel. Prawie nic się nie zmieniła oprócz tego, że jest wyższa i piękniejsza.
Bella- Ruda kumpela z klasy, idealna towarzyszka na dobrą imprezę. Wyszczuplała oraz rozjaśniła włosy.
Leo-Klasowy żartowniś, a za razem amant. Z brodą mu bardzo przystojnie.
Calum- Bosh, po co go tu przywiało?! Mój "ukochany" były. Dlaczego musiałam go tam spotkać?
Ross chyba zauważył moją dziwną reakcje na jego widok, bo złapał moją dłoń pod stołem i uśmiechnął się szczerze, przez co się lekko zarumieniłam. Teraz bardziej skupiłam się na rozmowie z Leo.
-No, z Bels jesteśmy już 2 lata po ślubie i spodziewamy się dziecka.
-Gratuluje! Który miesiąc?- spytałam ją lekko smętnym głosem, ale trzymając nadal, może trochę sztuczny uśmiech na twarzy. Ross jako jedyny wiedział czemu. Zawsze chciałam mieć takiego małego szkraba biegającego po całym domu, rozrzucającego zabawki po pokoju, które musiałabym zbierać i wołającego za mną: Mamo! Po tym jak pojawił się u nas w domu Joseph dbałam o niego jakby był to mój własny syn.
-Siódmy.
-A co z wami kochani? Jesteście już po ślubie?- Dociekliwa ta Raini. Co jej powiedzieć, co jej powiedzieć? Przecież nie powiem, że nie mam narzeczonego, bo siara, a jak widzę Rossowi tak samo plącze się język jak mi. Mam pomysł! Zaciągnęłam Rossa gdzieś w stronę toalet i zaproponowałam mu układ.
-Jak widzisz wszyscy są już zaręczeni, albo po ślubie. Dobrze, że jeszcze wnuków nie mają, ale to kwestia czasu. A co z nami? Wstyd mówić, że umawiasz się z kubełkiem lodów czekoladowych.
-Laura, czy ja o czymś nie wiem? Mam się martwić?- Odparł blondyn.
-Mam pomysł, słuchaj. Jako jedyni nie mamy pary, więc może byśmy tak zostali parą?
-Czy ty mi proponujesz chodzenie?
-Raczej małżeństwo.
-Czy ty mi się oświadczasz?
-Tylko na ten dzień, głupolu. Jakby co to jesteśmy zaręczeni, ale nie zdradzaj zbyt wielu szczegółów, ok?
-Oczywiście. Hmmm... Laura Lynch jak to pięknie brzmi.- Wymruczał pod nosem, złapał moją rękę i znów przysiedliśmy się do stołu.
-Przepraszam, że tyle to trwało, ale szukaliśmy łazienki.
-Spoko, z tego co widzę to Ross jest twoim chłopakiem?
-W zasadzie to on jest moim narzeczonym.- Oznajmiłam i pocałowałam go w policzek.
-To my chcemy być zaproszeni na ślub!- Odezwali się chórem, aby Calum siedział cały czas cicho i chwała mu za to!
-Ale w najbliższym czasie się nie odbędzie, ponieważ mamy dużo spraw związanych z filmem.
-Laura mogę cię prosić na słówko.- O nie, tylko nie on! Musiał się odezwać?! Calum stał nade mną z założonymi na klatce piersiowej dłoniami i wręcz prosił, żebym z nim poszła. Oczywiście, że byłam na nie, nawet Ross próbował mnie zatrzymać, ale w końcu uległam. Chciałam, żeby Ross szedł ze mną, ale Rudy powiedział, że nie potrzebuje ochroniarza i zaciągnął mnie na korytarz.
-Co ty odgrywasz za szopkę, co?
-O co ci chodzi?!
-Przecież to widać, że nawet razem nie jesteście.
-Niby czemu?
-Dlatego, że próbowaliście się wymigać od odpowiedzi.
-Musieliśmy ustalić to i owo, a tak poza tym to co cię to interesuje?
-To co nie pamiętasz jacy my byliśmy razem szczęśliwi?
-Szczęśliwi? Dobre! Chyba ty byłeś szczęśliwy mogąc mnie zdradzać z innymi pustymi lalami! Co, myślisz, że nie wiedziałam? Wszystkim mówiłam, że między nami było ok, nawet sama siebie oszukiwałam w głębi duszy. Wiesz co? To już koniec! Tolerowałam cię tyle czasu, a ty to zignorowałeś! To koniec!- Rudy złapał mnie mocno za nadgarstki i przyciskając do ściany wysyczał przez zęby.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić! Wszystkie zaliczyłem, ciebie jeszcze nie i teraz mam zamiar to zrobić!
-Zostaw ją ty rudy pedofilu!- Krzyknął Ross i przywalił Worthiemu z pięści w twarz. Ten przez ogromną siłę blondyna upadł na ziemię wycierając sobie nos, z którego sączyła się krew.
-Z Lynchami się nie zadziera.- Powiedział spokojnie i obejmując mnie ramieniem zaprowadził spowrotem na salę.
-Oooo... Jesteście, to dobrze się składa. Poza tym, gdzie jest Calum?
-Eeeee.... Musiał wyjść pilnie, jego kot skoczył z balkonu i takie tam...
-Nie ważne. Chodźcie.
-Ale gdzie?
-Na scenę. No co? Myśleliście, że będziecie tylko gorzałę pili?
-W zasadzie to... Tak, ale o co w tym wszystkim chodzi?
-Dla każdego były wylosowane specjalne zadania, a dla was wypadło akurat to, więc bez gadania , idźcie już za kulisy tam macie przygotowane stroje i możecie zacząć śpiewać- Popędziła nas Selena wpychając nas na scenę. Oboje poszliśmy po nasze stroje, które już same za siebie mówiły co mamy śpiewać.
Po naszym występie rozległy się głośne brawa, do których Ross był przyzwyczajony, ale ja nie, więc spaliłam lekkiego buraka. Ten obejmując mnie ramieniem powiedział cicho:
-Zróbmy to jak na planie.- Dobrze wiedziałam o co mu chodzi, więc długo się nie sprzeciwiałam. Wpiłam się w jego usta i odwzajemniałam każdy jego pocałunek. Nie wiedząc czemu bardzo mi się to podobało, a ten pocałunek nie sprawiał w ogóle wrażenia udawanego. Może udawanie wcale nie było udawaniem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział to gunwo! Bywały sto razy lepsze, a ten jest dziadowski. No co poradzić... Miejmy tylko nadzieję, że następny rozdział będzie jeszcze lepszy. Ten post miał pojawić się wczoraj wieczorem, ale tak nie było i już mówię dlaczego. Na bloggerze ciągle wyskakiwał mi jakiś Error i gdy wreszcie udało mi się zacząć pisać moje powieki zrobiły się cięższe i opadły. Jednym słowem: zasnęłam. :)
Co jeszcze? Bardzo ucieszyła mnie duża ilość komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Było ich aż 7,albo 8 dokładnie już nie pamiętam. Na dzisiejszą porę mamy ponad 2660 wyświetleń! Może uda mi się spełnić moje postanowienie noworoczne i do sylwestra nazbierać ponad 10.000, fajnie by było. Jak wam się podoba wygląd bloga? Bo na moje jest zaczepisty i jeśli macie do mnie jakieś pytania walcie śmiało, a ja lecę, bo jadę do babci :)
-Było mnie obudzić wcześniej!- Wysepleniłam trzymając mój język poza jamą ustna.
-Było się obudzić wcześniej!- Też racja. Obudziłam się 20 minut wcześniej, a za 5 ma po mnie przyjechać Ross. Dwa dni temu otrzymaliśmy zaproszenie na spotkanie klasowe. Tak... Po tylu latach spotkać się ze starymi przyjaciółmi z podstawówki i powspominać stare, dobre czasy... Bezcenne.
Podobnie jak czas, który tak szybko zapierdziela, on nie jest bezcenny, on po prostu jest bezczelny!
Pozostało 3...2...1... Ding, Dong. Boże kiedyś jak trafi mi się na to okazja zabiję cię za to, że stworzyłeś go tak punktualnego!
-Wujek!- Krzyknął mały wbijając się w objęcia blondyna, który ubrany w popielatą, dopasowaną do jego torsu koszule, czarny krawat, czarne rurki, czarne lakierki za kostkę i trzymając marynarkę w dłoni oczekiwał mnie w kuchni, a ja? Biegałam w białej, zwiewnej sukience po całym domu jak oszalała szukając moich butów, bo przecież bez nich nie wyjdę, aż w końcu je znalazłam i zbiegłam ze schodów. Pierwszy raz odkąd tu mieszkam potykając się o własne nogi wpadłam prosto w ramiona Rossa, który od dziś został mianowanym moim osobistym ochroniarzem. Przy nim można się czuć bezpiecznie, chyba, że śpi się z nim w jednym łóżku. Wtedy możesz mieć przerąbane.
-I weź tu pozwól jej wyjść gdzieś samej, jak ona o własne nogi się potyka!- Oznajmiła Vanessa śmiejąc się jak niepełnosprytna.
-Rozumiem, że to w odwecie za to, że kiedyś zrzuciłeś mnie z kanapy?
-Można tak powiedzieć.- Uśmiechnął się lekko, ale wystarczająco, by to zauważyć i odwzajemnić.- Dobra jedziemy, bo przed nami kawał drogi.- Powiedział i postawił mnie na równe nogi.
-Van jak wrócę dom ma być w jednym kawałku.
-Tak jest kapitanie!
-Pa, mały!- Przykucnęłam przed Joe'm, dałam mu całusa w policzek i wyszłam z domu prosto do samochodu.
---------------------------------------------------------------------------------------------
-Szczęśliwa?
-Raczej przerażona.
-Niby czym?
-W sumie to nie wiem, może jakiegoś upokorzenia?
-Damy radę. Na 3...2...1...- Otworzyliśmy duże drewniane drzwi i weszliśmy do pięknie przystrojonej sali, gdzie się wszystko odbywało. Najbardziej uwagę przykuwała duża scena, a przed nią 5 okrągłych stołów, przy których siedziały same znane twarze, a szczególnie przy jednym, gdzie znajdowała się cała nasza stara paczka, która kiwała nam jakby od tego miało zależeć całe ich życie. Z uśmiechami wymalowanymi na twarzach przysiedliśmy się do stolika.
-Jezu kochani jacy wy jesteście piękni!- Zachwyciła się Bella, gdy skanowałam wzrokiem każdego kto siedział razem z nami:
Raini- Moja druga najlepsza przyjaciółka zaraz po Rydel. Prawie nic się nie zmieniła oprócz tego, że jest wyższa i piękniejsza.
Bella- Ruda kumpela z klasy, idealna towarzyszka na dobrą imprezę. Wyszczuplała oraz rozjaśniła włosy.
Leo-Klasowy żartowniś, a za razem amant. Z brodą mu bardzo przystojnie.
Calum- Bosh, po co go tu przywiało?! Mój "ukochany" były. Dlaczego musiałam go tam spotkać?
Ross chyba zauważył moją dziwną reakcje na jego widok, bo złapał moją dłoń pod stołem i uśmiechnął się szczerze, przez co się lekko zarumieniłam. Teraz bardziej skupiłam się na rozmowie z Leo.
-No, z Bels jesteśmy już 2 lata po ślubie i spodziewamy się dziecka.
-Gratuluje! Który miesiąc?- spytałam ją lekko smętnym głosem, ale trzymając nadal, może trochę sztuczny uśmiech na twarzy. Ross jako jedyny wiedział czemu. Zawsze chciałam mieć takiego małego szkraba biegającego po całym domu, rozrzucającego zabawki po pokoju, które musiałabym zbierać i wołającego za mną: Mamo! Po tym jak pojawił się u nas w domu Joseph dbałam o niego jakby był to mój własny syn.
-Siódmy.
-A co z wami kochani? Jesteście już po ślubie?- Dociekliwa ta Raini. Co jej powiedzieć, co jej powiedzieć? Przecież nie powiem, że nie mam narzeczonego, bo siara, a jak widzę Rossowi tak samo plącze się język jak mi. Mam pomysł! Zaciągnęłam Rossa gdzieś w stronę toalet i zaproponowałam mu układ.
-Jak widzisz wszyscy są już zaręczeni, albo po ślubie. Dobrze, że jeszcze wnuków nie mają, ale to kwestia czasu. A co z nami? Wstyd mówić, że umawiasz się z kubełkiem lodów czekoladowych.
-Laura, czy ja o czymś nie wiem? Mam się martwić?- Odparł blondyn.
-Mam pomysł, słuchaj. Jako jedyni nie mamy pary, więc może byśmy tak zostali parą?
-Czy ty mi proponujesz chodzenie?
-Raczej małżeństwo.
-Czy ty mi się oświadczasz?
-Tylko na ten dzień, głupolu. Jakby co to jesteśmy zaręczeni, ale nie zdradzaj zbyt wielu szczegółów, ok?
-Oczywiście. Hmmm... Laura Lynch jak to pięknie brzmi.- Wymruczał pod nosem, złapał moją rękę i znów przysiedliśmy się do stołu.
-Przepraszam, że tyle to trwało, ale szukaliśmy łazienki.
-Spoko, z tego co widzę to Ross jest twoim chłopakiem?
-W zasadzie to on jest moim narzeczonym.- Oznajmiłam i pocałowałam go w policzek.
-To my chcemy być zaproszeni na ślub!- Odezwali się chórem, aby Calum siedział cały czas cicho i chwała mu za to!
-Ale w najbliższym czasie się nie odbędzie, ponieważ mamy dużo spraw związanych z filmem.
-Laura mogę cię prosić na słówko.- O nie, tylko nie on! Musiał się odezwać?! Calum stał nade mną z założonymi na klatce piersiowej dłoniami i wręcz prosił, żebym z nim poszła. Oczywiście, że byłam na nie, nawet Ross próbował mnie zatrzymać, ale w końcu uległam. Chciałam, żeby Ross szedł ze mną, ale Rudy powiedział, że nie potrzebuje ochroniarza i zaciągnął mnie na korytarz.
-Co ty odgrywasz za szopkę, co?
-O co ci chodzi?!
-Przecież to widać, że nawet razem nie jesteście.
-Niby czemu?
-Dlatego, że próbowaliście się wymigać od odpowiedzi.
-Musieliśmy ustalić to i owo, a tak poza tym to co cię to interesuje?
-To co nie pamiętasz jacy my byliśmy razem szczęśliwi?
-Szczęśliwi? Dobre! Chyba ty byłeś szczęśliwy mogąc mnie zdradzać z innymi pustymi lalami! Co, myślisz, że nie wiedziałam? Wszystkim mówiłam, że między nami było ok, nawet sama siebie oszukiwałam w głębi duszy. Wiesz co? To już koniec! Tolerowałam cię tyle czasu, a ty to zignorowałeś! To koniec!- Rudy złapał mnie mocno za nadgarstki i przyciskając do ściany wysyczał przez zęby.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić! Wszystkie zaliczyłem, ciebie jeszcze nie i teraz mam zamiar to zrobić!
-Zostaw ją ty rudy pedofilu!- Krzyknął Ross i przywalił Worthiemu z pięści w twarz. Ten przez ogromną siłę blondyna upadł na ziemię wycierając sobie nos, z którego sączyła się krew.
-Z Lynchami się nie zadziera.- Powiedział spokojnie i obejmując mnie ramieniem zaprowadził spowrotem na salę.
-Oooo... Jesteście, to dobrze się składa. Poza tym, gdzie jest Calum?
-Eeeee.... Musiał wyjść pilnie, jego kot skoczył z balkonu i takie tam...
-Nie ważne. Chodźcie.
-Ale gdzie?
-Na scenę. No co? Myśleliście, że będziecie tylko gorzałę pili?
-W zasadzie to... Tak, ale o co w tym wszystkim chodzi?
-Dla każdego były wylosowane specjalne zadania, a dla was wypadło akurat to, więc bez gadania , idźcie już za kulisy tam macie przygotowane stroje i możecie zacząć śpiewać- Popędziła nas Selena wpychając nas na scenę. Oboje poszliśmy po nasze stroje, które już same za siebie mówiły co mamy śpiewać.
-Zróbmy to jak na planie.- Dobrze wiedziałam o co mu chodzi, więc długo się nie sprzeciwiałam. Wpiłam się w jego usta i odwzajemniałam każdy jego pocałunek. Nie wiedząc czemu bardzo mi się to podobało, a ten pocałunek nie sprawiał w ogóle wrażenia udawanego. Może udawanie wcale nie było udawaniem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział to gunwo! Bywały sto razy lepsze, a ten jest dziadowski. No co poradzić... Miejmy tylko nadzieję, że następny rozdział będzie jeszcze lepszy. Ten post miał pojawić się wczoraj wieczorem, ale tak nie było i już mówię dlaczego. Na bloggerze ciągle wyskakiwał mi jakiś Error i gdy wreszcie udało mi się zacząć pisać moje powieki zrobiły się cięższe i opadły. Jednym słowem: zasnęłam. :)
Co jeszcze? Bardzo ucieszyła mnie duża ilość komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Było ich aż 7,albo 8 dokładnie już nie pamiętam. Na dzisiejszą porę mamy ponad 2660 wyświetleń! Może uda mi się spełnić moje postanowienie noworoczne i do sylwestra nazbierać ponad 10.000, fajnie by było. Jak wam się podoba wygląd bloga? Bo na moje jest zaczepisty i jeśli macie do mnie jakieś pytania walcie śmiało, a ja lecę, bo jadę do babci :)
sobota, 18 października 2014
Prawdopodobne dialogi z 13
Jak widzicie rozdziału nie ma już tydzień... Jeśli ktoś chce mnie za to zabić to piszcie w komentarzach, a ja przyślę wam adres na jaki macie przysyłać bombę :) Za to dziś jest sobota i dziś prawdopodobnie powinien pojawić się rozdział. Macie tu kilka dialogów, które mogą się pojawić w rozdziale, ale w zmienionej formie. :)
-No co? Myśleliście, że będziecie tylko gorzałę pili?
-Dobra zróbmy to jak na planie.
-Czasem udawanie wcale nie jest udawane.
-W zasadzie to on jest moim narzeczonym.
-Można pozazdrościć tak przystojnego męża.
-Ej, bo będę zazdrosna!
-Wiesz co? To już jest koniec! Tolerowałam cię tyle czasu, a ty to zignorowałeś!
-Zostaw ją rudy pedofilu!
-Hmmm... Laura Lynch jak to pięknie brzmi.
Mam szczerą nadzieje, że zaostrzyłam wam apetyt na (Raczej) dzisiejszy rozdział 13.. Teraz idę odkurzać my sweet home and powracam brać się za rozdział. Cześć!
-No co? Myśleliście, że będziecie tylko gorzałę pili?
-Dobra zróbmy to jak na planie.
-Czasem udawanie wcale nie jest udawane.
-W zasadzie to on jest moim narzeczonym.
-Można pozazdrościć tak przystojnego męża.
-Ej, bo będę zazdrosna!
-Wiesz co? To już jest koniec! Tolerowałam cię tyle czasu, a ty to zignorowałeś!
-Zostaw ją rudy pedofilu!
-Hmmm... Laura Lynch jak to pięknie brzmi.
Mam szczerą nadzieje, że zaostrzyłam wam apetyt na (Raczej) dzisiejszy rozdział 13.. Teraz idę odkurzać my sweet home and powracam brać się za rozdział. Cześć!
piątek, 10 października 2014
Rozdział 12
-Skąd pan zna moją mamę?- Spytał malec bacznie obserwując dorosłego. Szczerze mówiąc bałam się, że ma rentgen w oczach, bo przejrzał go od końcówek włosów po palce u stóp.
-Znałem już twoją mamę mając mniej lat niż ty.- Pstryknął go w nos dla rozluźnienia sytuacji, co jednak przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego. Joe zastawił gardę przed twarzą ewidentnie wzywając starszego od siebie o 22 lata mężczyznę na pojedynek. Ten najwyraźniej poważnie się przestraszył co rozbawiło wszystkich obecnych w pomieszczeniu.
-No pokaż na co cię stać!- Krzyknął mały co Riker uznał za najzwyklejszy żart, jednak gdy bardziej przyjrzał się wyrazie twarzy bruneta uznał, że musi poważnie zacząć bać się o swoje zdrowie fizyczne, jak i psychiczne.
-Mały ja dzieci nie biję.- Uspokoił Joego co wyraźnie poskutkowało, bo mały się trochę rozluźnił.
-Chociaż jakiś pożytek z ciebie jest. Jednak zanim uznam, że jesteś odpowiednim kandydatem dla mojej mamy muszę cię najpierw trochę przepytać.- Oznajmił, po czym zaczął szybko zadawać Lynchowi pytania, nad którymi nawet nie miał czasu się poważnie zastanowić.
-Lubisz małe zwierzątka?
-No,no...
-A pocałowałbyś swoją mamę?
-No,no...
-Czy zdarzyło ci się nie założyć majtek?
-No,no...
-A ile zarabiasz?
-Uuuuuu... Bez wątpienia jesteś synem Vanessy.- Poczochrał jego włosy, które od razu zaczął przekładać na swoje miejsce.
-Może będę też twoim, ale najpierw odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie, ok? Więc tak... Moja mama wiele razy płakała przez tego dupka...
-Joseph!- Poprawiła go jego rodzicielka zaniepokojona słownictwem swojego syna.
-Dobra, przez tego "tatusia", więc mam nadzieję, że ty nie zranisz mojej mamy. I tu pojawia się pytanie: Czy kochasz moją mamę?
-Najbardziej na świecie.
-Dobra, macie moje błogosławieństwo.- Odparł spokojnie, momentalnie zmieniając się z 40- letniego adwokata w 5- letniego uroczego chłopczyka, który rzucił się w objęcia blondyna.
-Tatuś!
Kilka dni później (nie ważne ile :*)
Dni spokojnie mijały na planie GNW, lecz przyszedł ten dzień, którego obawiali się główni bohaterowie tego przedsięwzięcia.
-Na miejsca i.... Akcja!- Krzyknął reżyser. W tym momencie zaczęliśmy robić to co do nas należne. Uśmiechnięci od ucha do ucha wraz z Rossem przeszliśmy przez drzwi pokoju hotelowego. Wszystko co było zapisane w scenariuszu próbowaliśmy odwzorować. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Najpierw spokojnie, lecz potem poszliśmy na całość. Ross podciągnął mnie do góry i poniósł na łóżko, gdzie miała się toczyć cała akcja. Po chwili oboje leżeliśmy uśmiechając się do siebie między pocałunkami zrzucając z siebie kolejne warstwy ubrań.
-Kończy się tuż nad miejscem gdzie się kończy kolano i się lekko zwęża.
-Co?
-Moja noga. Chciałem żebyś była przygotowana.
-Gus... Weź się w garść.- Wtedy on próbował ściągnąć ze mnie moją bluzkę, ale niestety moja głowa w niej utknęła, jednak po chwili udało nam się ją wyciągnąć i wtedy oznajmiłam:
-Tak bardzo cię kocham Augustusie Waltersie.
-Ja ciebie też, Hazel Grace. Bardzo, bardzo mocno.- I dalej kręciliśmy tę scenę, która z każdym momentem stawała się mocniejsza.
Wracając do domu Ross nie odzywał się do mnie, ani przez sekundę. Uważnie jak nigdy wpatrywał się na to co się dzieje na drodze. Jego twarz sprawiała wrażenie poważnej, a za razem umartwionej.
Co poradzić? Jeśli chodzi o to co się 2 godziny temu to pragnę przypomnieć, że to czy zostaniemy aktorami było naszą wspólną decyzją. Mogliśmy uważnie przeczytać scenariusz zanim się na to wszystko zgodziliśmy. No cóż, co się stało to się nie odstanie. Przez to teraz jedziemy do domu jak stare małżeństwo, które nie dostało rozwodu. Ross zaciągnął hamulec ręczny co spowodowało, że skończyłam rozmawiać sama ze sobą. Siedzieliśmy w ciszy i skupieniu oczekując, aż któreś z nas wreszcie coś powie. Czekanie poszło na marne. Nie zastanawiając się długo dałam przyjacielowi całusa w policzek, rzuciłam krótkie ,,Cześć" i zwróciłam się w stronę domu.
NASTĘPNEGO DNIA
ROSS
-Ross otwieraj te cholerne drzwi, albo ci je wyważę!
Nawet nie ruszyłem się z miejsca, tylko leżałem na łóżku wpatrując się z ogromnym przejęciem w sufit. Niby taki biały sufit, ale w tej chwili skrywał przede mną zagadkę, którą pragnąłem jak najprędzej odkryć. Usłyszałem tylko huk, a drzwi opadły niczym ścięte drzewo na ściółkę leśną.
-Mówiłam.- Powiedziała spokojnie Rydel i przeszła przez próg oddzielający korytarz z moim pokojem.- Ross, co ty cholera robisz? Od wczorajszego popołudnia nie wychodzisz z pokoju, nie jesz, nie komunikujesz się, a do tego, o! Siedzisz w samych bokserkach.- Opieprzyła mnie siostra wskazując na moją goliznę, na co odpowiedziałem ospały.
-Swojego narzeczonego pewnie nie raz widziałaś bez nich.
-Bo mnie zaraz szlak trafi!
-Dobra!- Rydel przysiadła się do mnie i oboje wpatrywaliśmy się w siebie w ciszy.
-Ross , o co chodzi?- Spytała troskliwie poprawiając moje zmierzwione włosy. Z szafki nocnej wyciągnąłem scenariusz i rzuciłem jej na kolana.
-Strona 59.- Blondynka uważnie zaczęła czytać tekst i wszystkie didaskalia zapisane obok niego.
-W czym problem? Reżyser pewnie pozwolił wam być w bieliźnie, hmmm?
-No właśnie nie. Powiedział, że musimy lepiej wczuć się w rolę.
-Z jednej strony cię rozumiem, a z drugiej też nie rozumiem w czym problem? Jak byliście mali to nie raz kompaliście się razem.
-Tak, tylko wtedy nie szło odróżnić czy jest się chłopakiem czy dziewczyną. Teraz nie wiem jak jej spojrzeć w oczy.
-Normalnie- odpowiedziała jakby to było oczywiste.- Pomyśl sobie, że teraz już wiecie o sobie wszystko.
-Coś czuję, że wszystko to zdecydowanie za dużo.- Oznajmiłem i zacząłem brzdąkać na gitarze pojedyncze nuty, które powoli łączyły się w jedną pełną melodię. Rydel spojrzała na mnie z troską i wyszła z pokoju.- A wiesz w czym jest największy problem?- Zatrzymałem ją zanim wyszła.- Że mi się to podobało.
------------------------------------------------------------------------
Uhhhh! Jest Rozdział!
Wiem długo mi to zajęło, wiem I'm Sorry. Przepraszam te osoby, którym było przeze mnie smutno, wiem , że to małe wynagrodzenie ich męki, wiem, ale spokojnie celebrujmy rozdział! Co do scenki Rossa i Laury, jest nieciekawie opisana tylko dlatego, żeby zaostrzyć wam smaka na coś lepszego :))))) Co tu jeszcze powiedzieć?
Komentując=Motywujesz
-Znałem już twoją mamę mając mniej lat niż ty.- Pstryknął go w nos dla rozluźnienia sytuacji, co jednak przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego. Joe zastawił gardę przed twarzą ewidentnie wzywając starszego od siebie o 22 lata mężczyznę na pojedynek. Ten najwyraźniej poważnie się przestraszył co rozbawiło wszystkich obecnych w pomieszczeniu.
-No pokaż na co cię stać!- Krzyknął mały co Riker uznał za najzwyklejszy żart, jednak gdy bardziej przyjrzał się wyrazie twarzy bruneta uznał, że musi poważnie zacząć bać się o swoje zdrowie fizyczne, jak i psychiczne.
-Mały ja dzieci nie biję.- Uspokoił Joego co wyraźnie poskutkowało, bo mały się trochę rozluźnił.
-Chociaż jakiś pożytek z ciebie jest. Jednak zanim uznam, że jesteś odpowiednim kandydatem dla mojej mamy muszę cię najpierw trochę przepytać.- Oznajmił, po czym zaczął szybko zadawać Lynchowi pytania, nad którymi nawet nie miał czasu się poważnie zastanowić.
-Lubisz małe zwierzątka?
-No,no...
-A pocałowałbyś swoją mamę?
-No,no...
-Czy zdarzyło ci się nie założyć majtek?
-No,no...
-A ile zarabiasz?
-Uuuuuu... Bez wątpienia jesteś synem Vanessy.- Poczochrał jego włosy, które od razu zaczął przekładać na swoje miejsce.
-Może będę też twoim, ale najpierw odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie, ok? Więc tak... Moja mama wiele razy płakała przez tego dupka...
-Joseph!- Poprawiła go jego rodzicielka zaniepokojona słownictwem swojego syna.
-Dobra, przez tego "tatusia", więc mam nadzieję, że ty nie zranisz mojej mamy. I tu pojawia się pytanie: Czy kochasz moją mamę?
-Najbardziej na świecie.
-Dobra, macie moje błogosławieństwo.- Odparł spokojnie, momentalnie zmieniając się z 40- letniego adwokata w 5- letniego uroczego chłopczyka, który rzucił się w objęcia blondyna.
-Tatuś!
Kilka dni później (nie ważne ile :*)
Dni spokojnie mijały na planie GNW, lecz przyszedł ten dzień, którego obawiali się główni bohaterowie tego przedsięwzięcia.
-Na miejsca i.... Akcja!- Krzyknął reżyser. W tym momencie zaczęliśmy robić to co do nas należne. Uśmiechnięci od ucha do ucha wraz z Rossem przeszliśmy przez drzwi pokoju hotelowego. Wszystko co było zapisane w scenariuszu próbowaliśmy odwzorować. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Najpierw spokojnie, lecz potem poszliśmy na całość. Ross podciągnął mnie do góry i poniósł na łóżko, gdzie miała się toczyć cała akcja. Po chwili oboje leżeliśmy uśmiechając się do siebie między pocałunkami zrzucając z siebie kolejne warstwy ubrań.
-Kończy się tuż nad miejscem gdzie się kończy kolano i się lekko zwęża.
-Co?
-Moja noga. Chciałem żebyś była przygotowana.
-Gus... Weź się w garść.- Wtedy on próbował ściągnąć ze mnie moją bluzkę, ale niestety moja głowa w niej utknęła, jednak po chwili udało nam się ją wyciągnąć i wtedy oznajmiłam:
-Tak bardzo cię kocham Augustusie Waltersie.
-Ja ciebie też, Hazel Grace. Bardzo, bardzo mocno.- I dalej kręciliśmy tę scenę, która z każdym momentem stawała się mocniejsza.
Wracając do domu Ross nie odzywał się do mnie, ani przez sekundę. Uważnie jak nigdy wpatrywał się na to co się dzieje na drodze. Jego twarz sprawiała wrażenie poważnej, a za razem umartwionej.
Co poradzić? Jeśli chodzi o to co się 2 godziny temu to pragnę przypomnieć, że to czy zostaniemy aktorami było naszą wspólną decyzją. Mogliśmy uważnie przeczytać scenariusz zanim się na to wszystko zgodziliśmy. No cóż, co się stało to się nie odstanie. Przez to teraz jedziemy do domu jak stare małżeństwo, które nie dostało rozwodu. Ross zaciągnął hamulec ręczny co spowodowało, że skończyłam rozmawiać sama ze sobą. Siedzieliśmy w ciszy i skupieniu oczekując, aż któreś z nas wreszcie coś powie. Czekanie poszło na marne. Nie zastanawiając się długo dałam przyjacielowi całusa w policzek, rzuciłam krótkie ,,Cześć" i zwróciłam się w stronę domu.
NASTĘPNEGO DNIA
ROSS
-Ross otwieraj te cholerne drzwi, albo ci je wyważę!
Nawet nie ruszyłem się z miejsca, tylko leżałem na łóżku wpatrując się z ogromnym przejęciem w sufit. Niby taki biały sufit, ale w tej chwili skrywał przede mną zagadkę, którą pragnąłem jak najprędzej odkryć. Usłyszałem tylko huk, a drzwi opadły niczym ścięte drzewo na ściółkę leśną.
-Mówiłam.- Powiedziała spokojnie Rydel i przeszła przez próg oddzielający korytarz z moim pokojem.- Ross, co ty cholera robisz? Od wczorajszego popołudnia nie wychodzisz z pokoju, nie jesz, nie komunikujesz się, a do tego, o! Siedzisz w samych bokserkach.- Opieprzyła mnie siostra wskazując na moją goliznę, na co odpowiedziałem ospały.
-Swojego narzeczonego pewnie nie raz widziałaś bez nich.
-Bo mnie zaraz szlak trafi!
-Dobra!- Rydel przysiadła się do mnie i oboje wpatrywaliśmy się w siebie w ciszy.
-Ross , o co chodzi?- Spytała troskliwie poprawiając moje zmierzwione włosy. Z szafki nocnej wyciągnąłem scenariusz i rzuciłem jej na kolana.
-Strona 59.- Blondynka uważnie zaczęła czytać tekst i wszystkie didaskalia zapisane obok niego.
-W czym problem? Reżyser pewnie pozwolił wam być w bieliźnie, hmmm?
-No właśnie nie. Powiedział, że musimy lepiej wczuć się w rolę.
-Z jednej strony cię rozumiem, a z drugiej też nie rozumiem w czym problem? Jak byliście mali to nie raz kompaliście się razem.
-Tak, tylko wtedy nie szło odróżnić czy jest się chłopakiem czy dziewczyną. Teraz nie wiem jak jej spojrzeć w oczy.
-Normalnie- odpowiedziała jakby to było oczywiste.- Pomyśl sobie, że teraz już wiecie o sobie wszystko.
-Coś czuję, że wszystko to zdecydowanie za dużo.- Oznajmiłem i zacząłem brzdąkać na gitarze pojedyncze nuty, które powoli łączyły się w jedną pełną melodię. Rydel spojrzała na mnie z troską i wyszła z pokoju.- A wiesz w czym jest największy problem?- Zatrzymałem ją zanim wyszła.- Że mi się to podobało.
------------------------------------------------------------------------
Uhhhh! Jest Rozdział!
Wiem długo mi to zajęło, wiem I'm Sorry. Przepraszam te osoby, którym było przeze mnie smutno, wiem , że to małe wynagrodzenie ich męki, wiem, ale spokojnie celebrujmy rozdział! Co do scenki Rossa i Laury, jest nieciekawie opisana tylko dlatego, żeby zaostrzyć wam smaka na coś lepszego :))))) Co tu jeszcze powiedzieć?
Komentując=Motywujesz
sobota, 4 października 2014
Rozdział 11
-Nie... Nie wiem co powiedzieć.- Odparła cichym, załamanym głosem zdumiona Vanessa.
-Wiesz w takich okolicznościach wypadałoby powiedzieć: Tak Rikusiu, jestem zaszczycona mogąc wyjść za ciebie.- Obnażył swój biały uśmiech co kobieta od razu odwzajemniła. Wreszcie nadeszła ta chwila, na którą czekała całe swoje nastoletnie życie. Nie raz pisała o nim w swoim czerwonym, imiennym pamiętniczku, pisała o tym, że on ubrany w czarny garnitur oczekuje jej przy ołtarzu, gdy ta w pięknej, białej sukni wędruje wraz ze swoim ojcem Damianem przez środek kościoła, aby móc powiedzieć blondynowi sakramentalne ,, TAK". Wiedziała, że przy nim spotka ją same szczęście, a jednak miała wątpliwości. Sama nie wiedziała dlaczego. Może dlatego, że jeden już jej obiecywał, a tak naprawdę zostawił ją samą z jego dzieckiem. Nie, Riker nie jest taki. Nie możesz tak myśleć!- Skarciła się w myślach.
-Może wytłumaczę ci co zrobić.- Powiedział wstając i zaczął śpiewać.( Nie zwracajcie uwagi na aktorów, chodzi o to jak on jej śpiewa :)- od aut.)
(Fragment z mojego pierwszego ulubionego musicalu Mamma Mia, moim drugim ulubionym musicalem jest Grease ;)- od aut)
-Chyba nie pozostało mi nic innego oprócz powiedzenia, że się zgadzam.- Oznajmiła i lekko pocałowała swojego narzeczonego, gdy ten zakładał jej na palec jeden z jego pierścieni, które dostawał od fanów. Udało się. Spotkali się po tylu latach, a już 10 minut później oświadczył się jej.
Jak to nie jest przeznaczenie to zebry nie istnieją, a jak wiemy- zebry to pasiaste konie. xD Zakochani oderwali się i zetknięci ze sobą czołami uśmiechali się do siebie patrząc sobie głęboko w oczy.
-Obiecaj mi jedno.
-Co tylko zechcesz.
-Nigdy więcej nie zostawiaj mnie samego. Strasznie wtedy świruje.- Nie czekając a odpowiedz wpił się w jej usta ujmując dłonią jej policzek.
Laura
-Nie powiedziałam wam tylko dlatego, że nie pytaliście, jasne?- Krzyknęłam przedzierając się i uspakajając swoim głosem roztrzepanych Lynchów i Ratliffa. Wtedy do salonu weszli rozpromienieni jak nigdy, trzymając się za ręce Rik i Van.
-Mamy dla was dobre wieści.
-Co takiego mogło się stać? Pobieracie się czy co?- Spytał znużony Ross co całkiem zamurowało młodych narzeczonych. Wtedy w całym pokoju rozległa się cisza.
-Co...
-Wy...
-Pieprzycie?- Odparli po kolei mężczyźni, aby zdenerwowane Delly byłą w stanie wypowiedzieć bardziej rozbudowane zdanie.
-To ja na oświadczyny Ella czekałam 6 lat, a wam wystarczyło zwykłe 15 minut?!
-Było mi powiedzieć, że chciałaś, aby to było wcześniej.
-Miałam przyjść i powiedzieć: Hej możesz mi się oświadczyć, już, teraz, zaraz?
-Eeee...Tak!
-Dobra nie kłóćcie się!- Uspokoiła ich Vanessa. Teraz skierowała słowa do małego Joego, który wpatrywał się w tą dziecinadę z wymalowaną na twarzy głupotą.- Synku poznaj swojego tatę...
-------------------------------------------------------------
Po tygodniu wrażeń napisałam ten oto rozdział 11, który mam nadzieję, że się spodobał. Jak myślicie, jak zareagował na to mały Joe? Tego dowiecie się w następnym rozdziale. Co do komentarzy jestem mega zadowolona, że tyle ich przybywa, a co do blogów, które mi polecacie... Czytam je wszystkie, może nie zawsze zostawiam komentarz, bo zazwyczaj nie mam czasu, bo moja mama wygania mnie z łazienki (Łazienka to taka moja samotnia) i wtedy czar pryska. Jeśli macie jakieś pytania walicie śmiało.
Bye!
-Wiesz w takich okolicznościach wypadałoby powiedzieć: Tak Rikusiu, jestem zaszczycona mogąc wyjść za ciebie.- Obnażył swój biały uśmiech co kobieta od razu odwzajemniła. Wreszcie nadeszła ta chwila, na którą czekała całe swoje nastoletnie życie. Nie raz pisała o nim w swoim czerwonym, imiennym pamiętniczku, pisała o tym, że on ubrany w czarny garnitur oczekuje jej przy ołtarzu, gdy ta w pięknej, białej sukni wędruje wraz ze swoim ojcem Damianem przez środek kościoła, aby móc powiedzieć blondynowi sakramentalne ,, TAK". Wiedziała, że przy nim spotka ją same szczęście, a jednak miała wątpliwości. Sama nie wiedziała dlaczego. Może dlatego, że jeden już jej obiecywał, a tak naprawdę zostawił ją samą z jego dzieckiem. Nie, Riker nie jest taki. Nie możesz tak myśleć!- Skarciła się w myślach.
-Może wytłumaczę ci co zrobić.- Powiedział wstając i zaczął śpiewać.( Nie zwracajcie uwagi na aktorów, chodzi o to jak on jej śpiewa :)- od aut.)
-Chyba nie pozostało mi nic innego oprócz powiedzenia, że się zgadzam.- Oznajmiła i lekko pocałowała swojego narzeczonego, gdy ten zakładał jej na palec jeden z jego pierścieni, które dostawał od fanów. Udało się. Spotkali się po tylu latach, a już 10 minut później oświadczył się jej.
Jak to nie jest przeznaczenie to zebry nie istnieją, a jak wiemy- zebry to pasiaste konie. xD Zakochani oderwali się i zetknięci ze sobą czołami uśmiechali się do siebie patrząc sobie głęboko w oczy.
-Obiecaj mi jedno.
-Co tylko zechcesz.
-Nigdy więcej nie zostawiaj mnie samego. Strasznie wtedy świruje.- Nie czekając a odpowiedz wpił się w jej usta ujmując dłonią jej policzek.
Laura
-Nie powiedziałam wam tylko dlatego, że nie pytaliście, jasne?- Krzyknęłam przedzierając się i uspakajając swoim głosem roztrzepanych Lynchów i Ratliffa. Wtedy do salonu weszli rozpromienieni jak nigdy, trzymając się za ręce Rik i Van.
-Mamy dla was dobre wieści.
-Co takiego mogło się stać? Pobieracie się czy co?- Spytał znużony Ross co całkiem zamurowało młodych narzeczonych. Wtedy w całym pokoju rozległa się cisza.
-Co...
-Wy...
-Pieprzycie?- Odparli po kolei mężczyźni, aby zdenerwowane Delly byłą w stanie wypowiedzieć bardziej rozbudowane zdanie.
-To ja na oświadczyny Ella czekałam 6 lat, a wam wystarczyło zwykłe 15 minut?!
-Było mi powiedzieć, że chciałaś, aby to było wcześniej.
-Miałam przyjść i powiedzieć: Hej możesz mi się oświadczyć, już, teraz, zaraz?
-Eeee...Tak!
-Dobra nie kłóćcie się!- Uspokoiła ich Vanessa. Teraz skierowała słowa do małego Joego, który wpatrywał się w tą dziecinadę z wymalowaną na twarzy głupotą.- Synku poznaj swojego tatę...
-------------------------------------------------------------
Po tygodniu wrażeń napisałam ten oto rozdział 11, który mam nadzieję, że się spodobał. Jak myślicie, jak zareagował na to mały Joe? Tego dowiecie się w następnym rozdziale. Co do komentarzy jestem mega zadowolona, że tyle ich przybywa, a co do blogów, które mi polecacie... Czytam je wszystkie, może nie zawsze zostawiam komentarz, bo zazwyczaj nie mam czasu, bo moja mama wygania mnie z łazienki (Łazienka to taka moja samotnia) i wtedy czar pryska. Jeśli macie jakieś pytania walicie śmiało.
Bye!
czwartek, 2 października 2014
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)