Słuchajcie narody!
Jutro na czas polski o godz. 18.00
wraz z Anią organizujemy spam na tweeterze pt. #ThanksForGreatSeasionOfAustinAndAlly
Ludzie prosimy o waszą pomóc w tej akcji. Chcemy przeprosić Twórców i Aktorów za te spoilery, które wyciekły do internetu (które były zajedwabiste, wiem, bo uległam pokusie oglądania tego) oraz chcemy podziękować za wspaniały serial i trud włożony w jego przygotowanie. Także do roboty ludzie musimy być w światowych trendach! ;-)
niedziela, 23 listopada 2014
Everybody listen to me!
piątek, 21 listopada 2014
Rozdział 18
Ślub Rydellington i Rikessy zbliżał się Wieeeeelkimi krokami. Obie pary zdecydowały, że zorganizują podwójny ślub, ponieważ oznacza to mniej roboty, mniejszy stres i większą zabawę, a o tą zabawę na weselu przecież chodzi. Kobiety chodziły niczym w zegarku pilnując, aby wszystko zostało dopięte na ostatni guzik: sala, kościół, kwiaty, wszystkie te dekoracje, które miały nadawać cały charakter temu wydarzeniu, ale jednak to nie one były najważniejsze. To były tylko symbole, których oczekiwali zebrani goście. Nie będzie dekoracji, goście będą cię obgadywać, będą dekoracje to i tak będą cię obgadywać. Żyjemy w takich czasach, że ludzie nie potrafią cieszyć się z najmniejszych rzeczy, więc kochankowie próbują zrobić wszystko, aby ich ślub był bezbłędny, idealny.
Cała uroczystość miała odbyć się już jutro co powodowało, że przyszli małżonkowie nie wiedzieli w co najpierw ręce włożyć, jednak mimo tego praca szła im sprawnie i bez żadnych komplikacji. Gdy już wszystko było już PRAWIE gotowe, 2/6 grona świadków udała się na spacer, nad którym czuwał "opiekun grupy", czyli Ross, który postanowił zabrać Laurę do znajomego im oboje miejsca.
-I jesteśmy!- Oznajmił entuzjastycznie i zdjął dłoń z powiek brunetki. Dziewczyna chwilowo oniemiała z wrażenia. Tyle wspomnień na raz. To tutaj, gdy przyjeżdżała z klanem Lynchów do jej dziadków przychodzili się bawić, zapychać lodami i robić inne rzeczy podobne do tych wcześniej wymienionych.
Dziewczyna uważnie śledziła wzrokiem każdy szczegół, który od lat pozostawał niezmienny. Trawa, tak na oko, jak zawsze równiutko przycięta, drzewa, z których pojedynczo spadały złoto- pomarańczowe liście, ławeczka, na której zawsze przysiadali jej dziadkowie, żeby pilnować rozszalałych dzieciaków, którzy bawili się, skacząc po ludzkich kościach. Oczywiście, nie dosłownie. Plac był wyłożony płytami o wysokości ok. 0,5 w kształcie ludzkiego szkieletu, po którym biegały dzieci.
Ross zgarnął przyjaciółkę pod ramię i zaprowadził na ławkę, gdzie rozsiedli się oglądając to co się dzieje wokół nich.
-Odkąd się tu wprowadziłem, codziennie przychodziłem tutaj i zajadałem się lodami z tamtej budki.- Powiedział jakby czytał jej w myślach wskazując palcem na przyczepę, w której starszy już mężczyzna z uśmiechem na twarzy podawał maluchom lody, mimo zakazu ich rodziców.
-Pamiętałeś jak tu dojść?- spytała nie skrywając swojego uśmiechu.
-Phi, bezproblemowo mi to poszło.- Westchnął lekko oburzony.
-Yhym...
-No dobrze, może spytałem się jak tutaj dojść.- Odparł, po czym zaśmiał się lekko, tak jakby tylko miał zamiar wypuścić resztki powietrza z płuc i pokazać swoje białe ząbki. Laura zaśmiała się razem z nim i odwróciła głowę w stronę placu nie odpowiadając nic.
-O czym myślisz?- Szepnął jej do ucha, zdając sobie sprawę, że może nie otrzymać odpowiedzi. Ona nadal wpatrując się w przestrzeń, siorbnęła wcześniej przygotowanej przez niego herbaty i odpowiedziała:
-O marzeniach. Tych co kiedyś miałam i tych co teraz mam. Myślę o tym jak się zmieniły.
-Ah, tak. To może podzieliłabyś się twoimi marzeniami, a ja osądzę, czy są one wykonalne, hmmm?
-Nie ma o czym mówić, same głupoty.
-Nie ma głupich marzeń.- Położył dłoń na jej udzie.- Chociaż... Znam jedno. Rocky chciał zapładniać storczyka.
-Nawet to zrobił.
-Proszę, już prawie wymazałem to z pamięci.- Spojrzał na nią z politowaniem wymalowanymy na twarzy.- Tooo... Jak bardzo zmieniły się twoje marzenia.- Brunetka głośno westchnęła zastanawiając się, czy jest na tyle silna, aby znieść obelgi Rossa
-Kiedyś mają największą miłością była miłość do mojej przytulanki, a teraz marzę o prawdziwej miłości. Kiedyś chciałam sypać kwatki na ślubie, a teraz chce, żeby to mi sypano kwiatki. Kiedyś marzyłam, żeby zawsze być dzieckiem, teraz marzę, aby mieć własne dzieci. - Spojrzała w oczy Rossa, który spoglądał na nią jak zahipnotyzowany.
-To kiedy mi powiesz jakie są te twoje głupie marzenia?- Spytał, czym sprawił, że Laura prawie oniemiała. Nie wiedziała, czy jest tak niedorozwinięty umysłowo, że nie zrozumiał, czy po prostu próbuje sobie zrobić z niej bekę.
-T....To są te marzenia.- Odparła niepewnie skrywając swoją twarz za zasłoną z włosów, które blondyn od razu przełożył za ucho i przykucnął przed nią tak, aby móc znów spojrzeć w jej oczy, które były skupione na oglądaniu swoich nieco już przybrudzonych, białych conversów.
-A myślisz, że o czym marzę po nocach. Marzę, o pocałunkach w strugach deszczu i o tym, żeby zaczęło padać. Marzę o tym, żeby mieć swój własny, jak ty to mówisz? Aha ,, klan Lynchów ''. I czy ty mi powiesz, że to są głupie marzenia?
-Wiesz, to one odzwierciedlają duszę człowieka.-Zaśmiali się oboje.
-Zdrowie młodych par!- Wzniósł toast lekko już podpity wujek Dave. Wszyscy zawtórowałi mu wznosząc kieliszki do góry i wypijając całą ich zawartość jednym duszkiem. Zabawa trwała w najlepsze, cała sala tańczyła,rozmawiała, śmiała się, po prostu bawili się znakomicie, ale to był tak zwany skutek uboczny zbyt dużego promilu alkoholu we krwi.
-Odbijamy.- Oznajmił Zayn i zabrał się za taniec ze mną. Ross jak widać niechętnie odstąpił mu mnie, ponieważ już pół nocy przetańczył ze mną, więc czemu nie miałby robić tego w ciągu drugiej połowy nocy,ale zrobił to mając cały czas na nas oko. Z szatynem miło spędziłam czas na kilku tańcach oraz wyszłam wraz z nim przed salę, gdzie miał zamiar zapalić papierosa. Osobiście nie lubiłam przebywać w towarzystwie osób palących, ponieważ twierdzę, że niszczą sobie nimi życie, ale po tym jak parę razy mnie namawiał to zgodziłam się dotrzymać mu towarzystwa.
-Pięknie dziś wyglądasz.
-Dziękuję, Perrie również.
-A co tam Perrie ja wolę brunetki takie jak ty.- Zdziwiło ją jego postępowanie, ale nie tak bardzo jak to co się stało później. Jak zwykle przyleciał Ross i co zrobił? Oczywiście przywalił mu w twarz. Rozwścieczona zostawiła szatyna, któremu sączyła się z nosa krew i pociągnęła Rossa w stronę pokoju.
-Czy możesz mi wytłumaczyć co to do cholery miało znaczyć?!
-Lau, po pierwsze nie podoba mi się to jak szanuje moją kuzynkę, a po drugie, on był nachlany, że aż nieżywy. Nie zauważyłaś jak cię rozbierał wzrokiem?!
-Więc to była okazja żeby mu przywalić?! Co w ciebie wstąpiło?!
-Może to, że się w tobie zakochałem!- Krzyknął jakby chciał mieć pewność, że brunetka go usłyszy. To zdanie sprawiło, że dziewczyna spuściła z tonu i oniemiała stała z wzrokiem wbitym w blondyna.- Tak cholernie się w tobie zakochałem! Nie mogłem jeść, nie mogłem normalnie funkcjonować, tylko dlatego, że myślałem o tym jak pięknie wyglądałabyś w białej sukni, przed ołtarzem z takim życiowym nieudacznikiem jak ja. Ahhhhh! Dlaczego musiałem ci to powiedzieć w taki sposób?! Nieważne... Jestem na siebie wściekły, że chce to zrobić, ale byłbym na siebie wściekły gdybym tego nie zrobił!- Jedną dłonią ujął jej policzek, po czym energicznie wpił jej się w usta, przyciskając do ściany. Laura na początku nie wiedziała co się dzieje, próbowała sobie wszystko poukładać w głowie, jednak długo się tym nie przejmowała i już po chwili odwzajemniała wszystkie namiętne pocałunki, którymi blondyn ją obdarowywał.
-Hej Delly, czemu Ross i Laura siedzą w pokoju zamiast się bawić?- Spytał jej małżonek widząc jak blondynka stoi pod drzwiami podsłuchując ich całą rozmowę.
-Wiesz... Muszą sobie to i owo wytłumaczyć.-Oznajmiła i pociągnęła Ella w stronę sali.
Dziewczyna delikatnie poluzowała wiązanie czarnego, wąskiego krawatu, dając znak o co gra się toczy. Kolejne części odzieży opadały na podłogę niczym krople deszczu, które właśnie uderzały o parapet. Nie liczyło się dla nich nic, to że ich rodzice mogą zauważyć, że zniknęli, to że nie zakluczyli drzwi i w każdej chwili ktoś może wejść do ich pokoju i ich przyłapać na gorącym uczynku. Rozumieli się bez słów i woleli, żeby tak zostało. Po tym jak para kochanków uznała, że stanie pod ścianą jest już niewygodne, nie przerywając pocałunku, w samej bieliźnie przeniosła się na łóżko, gdzie mieli kontynuować całe te zajście.
Oboje leżeli częściowo okryci zmierzwioną pościelą, która zakrywała ich "kluczowe miejsca". Przez duże okno szeroko przedostawały się promienie słoneczne, które lekko raziły ich w oczy, lecz nie przejmowali się tym za bardzo, aby nie przerywać tej chwili. Laura leżała na boku mocno wtulona w tors blondyna, gdy ten obejmował ją, jego silnym ramieniem. Mogliby tak leżeć wieczność, ale Laura zdała sobie z czegoś sprawę i owijając się kocem leżącym koło łóżka, wstała z niego, ale wcześniej Ross zdążył złapać ja za rękę i zatrzymać.
-Gdzie idziesz?
-Było miło, ale to był impuls, ty wypiłeś dużo alkoholu, byłeś zdenerwowany, a to całe zdarzenie nie powinno mieć w ogóle miejsca.
-A kto powiedział, że wypiłem w ogóle jakiś alkohol?- Powiedział uwodzicielskim głosem i pociągnął ją spowrotem do łóżka, gdzie obdarował ją licznymi pocałunkami.
-----------------------------------------------------------------------------------------
O gosh! Skończyłam i się z tego cieszę. Tak bardzo czekałam na ten rozdział, a i tak go spieprzyłam. W moich myślach wyglądał on lepiej ( :P ), ten rozdział praktycznie miałam w głowie już jak założyłam tego bloga i wiedziałam, że za wszelką cenę muszę go napisać! Piszcie w komentarzach, czy wam się podoba i czy chcielibyście, żeby Ross i Laura ukrywali swój związek, czy nie :D
BYE, BYE!
Cała uroczystość miała odbyć się już jutro co powodowało, że przyszli małżonkowie nie wiedzieli w co najpierw ręce włożyć, jednak mimo tego praca szła im sprawnie i bez żadnych komplikacji. Gdy już wszystko było już PRAWIE gotowe, 2/6 grona świadków udała się na spacer, nad którym czuwał "opiekun grupy", czyli Ross, który postanowił zabrać Laurę do znajomego im oboje miejsca.
-I jesteśmy!- Oznajmił entuzjastycznie i zdjął dłoń z powiek brunetki. Dziewczyna chwilowo oniemiała z wrażenia. Tyle wspomnień na raz. To tutaj, gdy przyjeżdżała z klanem Lynchów do jej dziadków przychodzili się bawić, zapychać lodami i robić inne rzeczy podobne do tych wcześniej wymienionych.
Dziewczyna uważnie śledziła wzrokiem każdy szczegół, który od lat pozostawał niezmienny. Trawa, tak na oko, jak zawsze równiutko przycięta, drzewa, z których pojedynczo spadały złoto- pomarańczowe liście, ławeczka, na której zawsze przysiadali jej dziadkowie, żeby pilnować rozszalałych dzieciaków, którzy bawili się, skacząc po ludzkich kościach. Oczywiście, nie dosłownie. Plac był wyłożony płytami o wysokości ok. 0,5 w kształcie ludzkiego szkieletu, po którym biegały dzieci.
Ross zgarnął przyjaciółkę pod ramię i zaprowadził na ławkę, gdzie rozsiedli się oglądając to co się dzieje wokół nich.
-Odkąd się tu wprowadziłem, codziennie przychodziłem tutaj i zajadałem się lodami z tamtej budki.- Powiedział jakby czytał jej w myślach wskazując palcem na przyczepę, w której starszy już mężczyzna z uśmiechem na twarzy podawał maluchom lody, mimo zakazu ich rodziców.
-Pamiętałeś jak tu dojść?- spytała nie skrywając swojego uśmiechu.
-Phi, bezproblemowo mi to poszło.- Westchnął lekko oburzony.
-Yhym...
-No dobrze, może spytałem się jak tutaj dojść.- Odparł, po czym zaśmiał się lekko, tak jakby tylko miał zamiar wypuścić resztki powietrza z płuc i pokazać swoje białe ząbki. Laura zaśmiała się razem z nim i odwróciła głowę w stronę placu nie odpowiadając nic.
-O czym myślisz?- Szepnął jej do ucha, zdając sobie sprawę, że może nie otrzymać odpowiedzi. Ona nadal wpatrując się w przestrzeń, siorbnęła wcześniej przygotowanej przez niego herbaty i odpowiedziała:
-O marzeniach. Tych co kiedyś miałam i tych co teraz mam. Myślę o tym jak się zmieniły.
-Ah, tak. To może podzieliłabyś się twoimi marzeniami, a ja osądzę, czy są one wykonalne, hmmm?
-Nie ma o czym mówić, same głupoty.
-Nie ma głupich marzeń.- Położył dłoń na jej udzie.- Chociaż... Znam jedno. Rocky chciał zapładniać storczyka.
-Nawet to zrobił.
-Proszę, już prawie wymazałem to z pamięci.- Spojrzał na nią z politowaniem wymalowanymy na twarzy.- Tooo... Jak bardzo zmieniły się twoje marzenia.- Brunetka głośno westchnęła zastanawiając się, czy jest na tyle silna, aby znieść obelgi Rossa
-Kiedyś mają największą miłością była miłość do mojej przytulanki, a teraz marzę o prawdziwej miłości. Kiedyś chciałam sypać kwatki na ślubie, a teraz chce, żeby to mi sypano kwiatki. Kiedyś marzyłam, żeby zawsze być dzieckiem, teraz marzę, aby mieć własne dzieci. - Spojrzała w oczy Rossa, który spoglądał na nią jak zahipnotyzowany.
-To kiedy mi powiesz jakie są te twoje głupie marzenia?- Spytał, czym sprawił, że Laura prawie oniemiała. Nie wiedziała, czy jest tak niedorozwinięty umysłowo, że nie zrozumiał, czy po prostu próbuje sobie zrobić z niej bekę.
-T....To są te marzenia.- Odparła niepewnie skrywając swoją twarz za zasłoną z włosów, które blondyn od razu przełożył za ucho i przykucnął przed nią tak, aby móc znów spojrzeć w jej oczy, które były skupione na oglądaniu swoich nieco już przybrudzonych, białych conversów.
-A myślisz, że o czym marzę po nocach. Marzę, o pocałunkach w strugach deszczu i o tym, żeby zaczęło padać. Marzę o tym, żeby mieć swój własny, jak ty to mówisz? Aha ,, klan Lynchów ''. I czy ty mi powiesz, że to są głupie marzenia?
-Wiesz, to one odzwierciedlają duszę człowieka.-Zaśmiali się oboje.
-Zdrowie młodych par!- Wzniósł toast lekko już podpity wujek Dave. Wszyscy zawtórowałi mu wznosząc kieliszki do góry i wypijając całą ich zawartość jednym duszkiem. Zabawa trwała w najlepsze, cała sala tańczyła,rozmawiała, śmiała się, po prostu bawili się znakomicie, ale to był tak zwany skutek uboczny zbyt dużego promilu alkoholu we krwi.
-Odbijamy.- Oznajmił Zayn i zabrał się za taniec ze mną. Ross jak widać niechętnie odstąpił mu mnie, ponieważ już pół nocy przetańczył ze mną, więc czemu nie miałby robić tego w ciągu drugiej połowy nocy,ale zrobił to mając cały czas na nas oko. Z szatynem miło spędziłam czas na kilku tańcach oraz wyszłam wraz z nim przed salę, gdzie miał zamiar zapalić papierosa. Osobiście nie lubiłam przebywać w towarzystwie osób palących, ponieważ twierdzę, że niszczą sobie nimi życie, ale po tym jak parę razy mnie namawiał to zgodziłam się dotrzymać mu towarzystwa.
-Pięknie dziś wyglądasz.
-Dziękuję, Perrie również.
-A co tam Perrie ja wolę brunetki takie jak ty.- Zdziwiło ją jego postępowanie, ale nie tak bardzo jak to co się stało później. Jak zwykle przyleciał Ross i co zrobił? Oczywiście przywalił mu w twarz. Rozwścieczona zostawiła szatyna, któremu sączyła się z nosa krew i pociągnęła Rossa w stronę pokoju.
-Czy możesz mi wytłumaczyć co to do cholery miało znaczyć?!
-Lau, po pierwsze nie podoba mi się to jak szanuje moją kuzynkę, a po drugie, on był nachlany, że aż nieżywy. Nie zauważyłaś jak cię rozbierał wzrokiem?!
-Więc to była okazja żeby mu przywalić?! Co w ciebie wstąpiło?!
-Może to, że się w tobie zakochałem!- Krzyknął jakby chciał mieć pewność, że brunetka go usłyszy. To zdanie sprawiło, że dziewczyna spuściła z tonu i oniemiała stała z wzrokiem wbitym w blondyna.- Tak cholernie się w tobie zakochałem! Nie mogłem jeść, nie mogłem normalnie funkcjonować, tylko dlatego, że myślałem o tym jak pięknie wyglądałabyś w białej sukni, przed ołtarzem z takim życiowym nieudacznikiem jak ja. Ahhhhh! Dlaczego musiałem ci to powiedzieć w taki sposób?! Nieważne... Jestem na siebie wściekły, że chce to zrobić, ale byłbym na siebie wściekły gdybym tego nie zrobił!- Jedną dłonią ujął jej policzek, po czym energicznie wpił jej się w usta, przyciskając do ściany. Laura na początku nie wiedziała co się dzieje, próbowała sobie wszystko poukładać w głowie, jednak długo się tym nie przejmowała i już po chwili odwzajemniała wszystkie namiętne pocałunki, którymi blondyn ją obdarowywał.
-Hej Delly, czemu Ross i Laura siedzą w pokoju zamiast się bawić?- Spytał jej małżonek widząc jak blondynka stoi pod drzwiami podsłuchując ich całą rozmowę.
-Wiesz... Muszą sobie to i owo wytłumaczyć.-Oznajmiła i pociągnęła Ella w stronę sali.
Dziewczyna delikatnie poluzowała wiązanie czarnego, wąskiego krawatu, dając znak o co gra się toczy. Kolejne części odzieży opadały na podłogę niczym krople deszczu, które właśnie uderzały o parapet. Nie liczyło się dla nich nic, to że ich rodzice mogą zauważyć, że zniknęli, to że nie zakluczyli drzwi i w każdej chwili ktoś może wejść do ich pokoju i ich przyłapać na gorącym uczynku. Rozumieli się bez słów i woleli, żeby tak zostało. Po tym jak para kochanków uznała, że stanie pod ścianą jest już niewygodne, nie przerywając pocałunku, w samej bieliźnie przeniosła się na łóżko, gdzie mieli kontynuować całe te zajście.
Oboje leżeli częściowo okryci zmierzwioną pościelą, która zakrywała ich "kluczowe miejsca". Przez duże okno szeroko przedostawały się promienie słoneczne, które lekko raziły ich w oczy, lecz nie przejmowali się tym za bardzo, aby nie przerywać tej chwili. Laura leżała na boku mocno wtulona w tors blondyna, gdy ten obejmował ją, jego silnym ramieniem. Mogliby tak leżeć wieczność, ale Laura zdała sobie z czegoś sprawę i owijając się kocem leżącym koło łóżka, wstała z niego, ale wcześniej Ross zdążył złapać ja za rękę i zatrzymać.
-Gdzie idziesz?
-Było miło, ale to był impuls, ty wypiłeś dużo alkoholu, byłeś zdenerwowany, a to całe zdarzenie nie powinno mieć w ogóle miejsca.
-A kto powiedział, że wypiłem w ogóle jakiś alkohol?- Powiedział uwodzicielskim głosem i pociągnął ją spowrotem do łóżka, gdzie obdarował ją licznymi pocałunkami.
-----------------------------------------------------------------------------------------
O gosh! Skończyłam i się z tego cieszę. Tak bardzo czekałam na ten rozdział, a i tak go spieprzyłam. W moich myślach wyglądał on lepiej ( :P ), ten rozdział praktycznie miałam w głowie już jak założyłam tego bloga i wiedziałam, że za wszelką cenę muszę go napisać! Piszcie w komentarzach, czy wam się podoba i czy chcielibyście, żeby Ross i Laura ukrywali swój związek, czy nie :D
BYE, BYE!
środa, 19 listopada 2014
Piszemy :)
Jak widzicie nie próżnuję, rozdział 18 jest w toku pisania. Tak, wiem, że nie pisałam ponad tydzień, ale mam wytłumaczenie :) Weny brak, w poniedziałek internetu brak, a we wtorek czasu brak :P
niedziela, 9 listopada 2014
Rozdział 17
...Kochana jesteś piękna jak nigdy wcześniej...To nic, że czyścisz kible...Ino brać...- Krzyknął Rocky gwałcąc storczyka i gładząc delikatnie jego twarde liście. W tym samym momencie kamerzystka zwróciła się w stronę Rikera, który tarzając się wraz ze swoją narzeczoną śpiewał:
-Czorno, chcesz być ciężarno?- Na co Ellington wlewając w siebie kolejny kieliszek alkoholu odpowiadał do Rydel:
-A Blondyna chce mieć syna!- Najbardziej bałam się momentu, w którym zobaczę siebie i Ross'a... O nie...
-Moja ciocia z Ameryki ma samochód bardzo dziki, jeździ nim jak na krowie i udaje pogotowie. Moja babcia jest kucharką, robi kluski betoniarką, a mój dziadek jest górnikiem kopie węgiel pod śmietnikiem!- (Proszę o nie kopiowanie powyższego tekstu, gdyż jest on dziełem autorskim moim i mojego kochanego kuzyna, więc bylibyśmy szczęśliwi, gdyby nikt poza naszą zgodą nie używał tej piosenki, dziękujemy- od aut.)- Śpiewałam (wydzierałam się przekrzykując wszystkich) do melodii ,,Cztery razy po dwa razy" ujeżdżając na plecach Ross'a, który chwiejnym krokiem przeciskał się między meblami, a pół żywymi ludźmi, których zapewne kac zabije na następny dzien. Tak... To zupełnie zmieniało mój pogląd na niektórych ludzi, szczególnie na siebie.
Wszyscy, którzy obejrzeli to nagranie chowali swoje twarze w dłoniach próbując ukryć zażenowanie, które z każdą chwilą ukazywało się w postaci palącej suszy w gardle oraz natrętnego bólu głowy, który próbowano zwalczać zatapiając swoje zasuszone wargi w wodzie zmieszanej z calcium. Dopiero po dość długim czasie spędzonym na spoczywaniu na chłodzącej w plecy, dębowej podłodze z okładem na czole, odurzenie poalkoholowe zaczęło ustępować. Powoli... Wraz z mijającym kacem także mijało zażenowanie powiązane z felernym nagraniem, które teraz zdawało się być bardziej komedią, niż torturą charakterem podobną do odbierania porodu u świnki morskiej.
-Nigdy więcej nie zostawimy was samych w nocy z kluczem do barku.- Oznajmiła Stormie krzyżując ręce na piersi, na co nasz klub AA głośno stęknął potwierdzająco. Za nią do domu po kolei weszli: Mark wraz z Casperem i Josephem oraz moi rodzice?
-Mama,tata? A co wy tutaj robicie?- Spytałam próbując odwrócić ich uwagę od tego całego majdanu.
-Przyjechaliśmy, ponieważ nasza córka bierze ślub, więc chyba logiczne, że przyjechaliśmy do niej na wesele.
-Mamo, spokojnie, przecież ja z Rossem to tylko na niby...
-Idiotko, ona mówiła o mnie.- Westchnęła Vanessa widocznie zdegustowana moją głupotą.
-Mamo, mamo! Patrz znalazłem balonik!- Rozradował się Joe podchodząc do tajemniczego obiektu.
-Nie!- Krzyknęli wszyscy na co brunet widocznie się przestraszył i pobiegł w objęcia swojej babci.
-Możecie mi powiedzieć co to coś tu robi?
-Jakby to ująć? Rocky zapładniał roślinę...- Ross ujął to w tak mądry sposób, że wszyscy mogli wyczytać z jego wypowiedzi to ile wczoraj wypił.- Płciowo zapładniał roślinkę, ale i tak wiemy, że ten związek nie przetrwa.
-Dlaczego?!- Zaprotestował wcześniej wymieniony 100% mężczyzna.
-Bo storczyk to rodzaj męski, a z tego co wiem z nieprzespanych lekcji biologii: Komórka męska musi połączyć się z żeńską komórką. Musiałbyś być Conchitą Wurst żebyś mógł zostać ojcem po raz drugi.
-Ellen nie narzeka na moją męskość, prawda kochanie?- Ta nie odpowiedziała na pytanie ówcześnie zadane przez jej męża, gdyż nie chciała jeszcze bardziej kompromitować się przed swoimi teściami oraz zupełnie nie znanymi osobami.
-Kochanie możesz mi powiedzieć co jest między tobą, a Rossem?- Spytał moja mama, widząc, że spokojnie już samodzielnie mogę wypowiadać bardziej złożone zdania niż ,,TAK" lub ,,NIE".
-Spokojnie mamo to nic poważnego, po prostu próbujemy wrócić do dawnych relacji, dawnej przyjaźni, która nas łączyła, tyle że teraz jesteśmy już dorośli i takie sprawy inaczej załatwiamy niż w piaskownicy bijąc się połamanymi częściami łopatek i foremek do piasku.- Na samą myśl wzdrygnęłam się roześmiana próbując nie zwymiotować na widok dezynfekcji przez braci Lynch pechowego storczyka.
-Jasne...- Powiedziała klepiąc mnie po ramieniu i po chwili zniknęła gdzieś w kuchni rozmawiając z mamą Lynch o przepisie na murzynka.
-Tak wiem mamo, sama w to nie wierzę...- szepnęłam do siebie.
--------------------------------------------------------------------
Wy nawet nie wiecie jaki przypływ weny naszedł na mnie o 23, podczas tego gdy moi dziadkowie szaleli na ulicy śpiewając ,,Hej sokoły" i budząc wszystkich sąsiadów po ciszy nocnej. A ja stałam za nimi ubrana w piżamę (chora jestem, ból gardła sprawił, że gadam zachrypniętym głosem dwie oktawy niżej niż normalnie) i próbując ich uspokoić, niestety na marne. Nevermind. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, w takim razie komentujcie, a ja spadam!
Ciao!
-Czorno, chcesz być ciężarno?- Na co Ellington wlewając w siebie kolejny kieliszek alkoholu odpowiadał do Rydel:
-A Blondyna chce mieć syna!- Najbardziej bałam się momentu, w którym zobaczę siebie i Ross'a... O nie...
-Moja ciocia z Ameryki ma samochód bardzo dziki, jeździ nim jak na krowie i udaje pogotowie. Moja babcia jest kucharką, robi kluski betoniarką, a mój dziadek jest górnikiem kopie węgiel pod śmietnikiem!- (Proszę o nie kopiowanie powyższego tekstu, gdyż jest on dziełem autorskim moim i mojego kochanego kuzyna, więc bylibyśmy szczęśliwi, gdyby nikt poza naszą zgodą nie używał tej piosenki, dziękujemy- od aut.)- Śpiewałam (wydzierałam się przekrzykując wszystkich) do melodii ,,Cztery razy po dwa razy" ujeżdżając na plecach Ross'a, który chwiejnym krokiem przeciskał się między meblami, a pół żywymi ludźmi, których zapewne kac zabije na następny dzien. Tak... To zupełnie zmieniało mój pogląd na niektórych ludzi, szczególnie na siebie.
Wszyscy, którzy obejrzeli to nagranie chowali swoje twarze w dłoniach próbując ukryć zażenowanie, które z każdą chwilą ukazywało się w postaci palącej suszy w gardle oraz natrętnego bólu głowy, który próbowano zwalczać zatapiając swoje zasuszone wargi w wodzie zmieszanej z calcium. Dopiero po dość długim czasie spędzonym na spoczywaniu na chłodzącej w plecy, dębowej podłodze z okładem na czole, odurzenie poalkoholowe zaczęło ustępować. Powoli... Wraz z mijającym kacem także mijało zażenowanie powiązane z felernym nagraniem, które teraz zdawało się być bardziej komedią, niż torturą charakterem podobną do odbierania porodu u świnki morskiej.
-Nigdy więcej nie zostawimy was samych w nocy z kluczem do barku.- Oznajmiła Stormie krzyżując ręce na piersi, na co nasz klub AA głośno stęknął potwierdzająco. Za nią do domu po kolei weszli: Mark wraz z Casperem i Josephem oraz moi rodzice?
-Mama,tata? A co wy tutaj robicie?- Spytałam próbując odwrócić ich uwagę od tego całego majdanu.
-Przyjechaliśmy, ponieważ nasza córka bierze ślub, więc chyba logiczne, że przyjechaliśmy do niej na wesele.
-Mamo, spokojnie, przecież ja z Rossem to tylko na niby...
-Idiotko, ona mówiła o mnie.- Westchnęła Vanessa widocznie zdegustowana moją głupotą.
-Mamo, mamo! Patrz znalazłem balonik!- Rozradował się Joe podchodząc do tajemniczego obiektu.
-Nie!- Krzyknęli wszyscy na co brunet widocznie się przestraszył i pobiegł w objęcia swojej babci.
-Możecie mi powiedzieć co to coś tu robi?
-Jakby to ująć? Rocky zapładniał roślinę...- Ross ujął to w tak mądry sposób, że wszyscy mogli wyczytać z jego wypowiedzi to ile wczoraj wypił.- Płciowo zapładniał roślinkę, ale i tak wiemy, że ten związek nie przetrwa.
-Dlaczego?!- Zaprotestował wcześniej wymieniony 100% mężczyzna.
-Bo storczyk to rodzaj męski, a z tego co wiem z nieprzespanych lekcji biologii: Komórka męska musi połączyć się z żeńską komórką. Musiałbyś być Conchitą Wurst żebyś mógł zostać ojcem po raz drugi.
-Ellen nie narzeka na moją męskość, prawda kochanie?- Ta nie odpowiedziała na pytanie ówcześnie zadane przez jej męża, gdyż nie chciała jeszcze bardziej kompromitować się przed swoimi teściami oraz zupełnie nie znanymi osobami.
-Kochanie możesz mi powiedzieć co jest między tobą, a Rossem?- Spytał moja mama, widząc, że spokojnie już samodzielnie mogę wypowiadać bardziej złożone zdania niż ,,TAK" lub ,,NIE".
-Spokojnie mamo to nic poważnego, po prostu próbujemy wrócić do dawnych relacji, dawnej przyjaźni, która nas łączyła, tyle że teraz jesteśmy już dorośli i takie sprawy inaczej załatwiamy niż w piaskownicy bijąc się połamanymi częściami łopatek i foremek do piasku.- Na samą myśl wzdrygnęłam się roześmiana próbując nie zwymiotować na widok dezynfekcji przez braci Lynch pechowego storczyka.
-Jasne...- Powiedziała klepiąc mnie po ramieniu i po chwili zniknęła gdzieś w kuchni rozmawiając z mamą Lynch o przepisie na murzynka.
-Tak wiem mamo, sama w to nie wierzę...- szepnęłam do siebie.
--------------------------------------------------------------------
Wy nawet nie wiecie jaki przypływ weny naszedł na mnie o 23, podczas tego gdy moi dziadkowie szaleli na ulicy śpiewając ,,Hej sokoły" i budząc wszystkich sąsiadów po ciszy nocnej. A ja stałam za nimi ubrana w piżamę (chora jestem, ból gardła sprawił, że gadam zachrypniętym głosem dwie oktawy niżej niż normalnie) i próbując ich uspokoić, niestety na marne. Nevermind. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, w takim razie komentujcie, a ja spadam!
Ciao!
sobota, 8 listopada 2014
Rozdział 16
A oto zwycięski rozdział, który napisała Ania Fanka! Zapraszam do czytania :)
Laura
Reszta koncertu minęła mi wyśmienicie. Każdy bawił się wspaniale i nikt nie mógł uwierzyć, że to koniec koncertu. R5 pożegnało fanów ostatni raz, po rozdaniu autografów i zebraliśmy się w garderobie.
-Było czadowo!- krzyknął Ellington i przybił "piątkę" z Rockym
-Koncerty zawsze są super, gdy są w gronie przyjaciół.- rzekł bardzo mądrze Riker, a wszyscy się z nim zgodzili
-Dobra, to co teraz robimy?- zapytał Ross
-Co powiecie na pub?- zaproponowała Van
Już po kilkunastu minutach siedzieliśmy przy stoliku i piliśmy drinki. Niektórzy zamówili mocniejsze, czyli chłopcy, a my z dziewczynami słabsze.
-Chodźcie tańczyć.- rzucił Ellington i pociągnął Delly na parkiet
Razem z nami było jeszcze kilka znajomych Lynchów, więc każdy miał z kim tańczyć. Ja oczywiście zostałam porwana przez Ross'a. Świetnie się nam bawiło.
-Zapytam po raz drugi. Wyjdziesz za mnie? Tańczysz bosko.- usłyszałam głos blondyna, tuż przy moim uchu
-Ha ha.- zaśmiałam się
-W końcu jesteśmy zaręczeni.- kontynuował dość żartobliwie
-Ta.- odrzekłam, a na myśl o wydarzeniach z tamtego wieczoru uśmiechnęłam, a zaraz posmutniałam i wtuliłam się w klatkę piersiową chłopaka
-Sory, nie chciałem.- powiedział z troską i mocniej mnie objął
-Jest okay. Idziemy po coś mocniejszego?- zmieniłam temat i oderwałam się od niego
-Tak.- odparł i poszliśmy zamówić wspomniany napój
Za barem stał przystojny brunet, który szeroko uśmiechnął się na mój widok, co nie spodobało się mojemu "narzeczonemu"
Pomimo to odwzajemniłam gest i złożyłam zamówienie.
-Dwa razy Ognisty Sok.- rzekłam i usiadłam na obrotowy krześle razem z Rossem, co chwilę spoglądając na przystojnego barmana
-Proszę.- powiedział i podał nam drinki
-Dzięki.- rzekłam, a kiedy blondyn zapłacił poszliśmy do stolika
-Co tak patrzyłaś się na tego chłopaka, hę?- zapytał Ross i zmarszczył czoło
-A co to za pytania?- odpowiedziałam pytaniem i również uniosłam brwi, a on oniemiał
-Jesteś zazdrosny?- zadałam kolejne pytanie
-Rossy jest zazdrosny, Rossy jest zazdrosny.- powtarzałem te słowa jak mała dziewczynka, która kłóciła się o lizaka
-Nieee.- odpowiedział, a ja przysunęłam się bliżej niego i położyłam mu rękę na kolanie
-Na pewno?- poczułam jego zdezorientowanie
-Ja... Jaa...- za jąkał się i wybuchłam śmiechem
-Przecież żartowałam.- wyjaśniłam mu i lekko odsunęła się, zabierają rękę z jego nogi
-Ach...- zaśmiał się i wziął łyk "soku"
Kiedy wypiliśmy swoje drinki, poszliśmy ponownie na parkiet. Tym razem tańczyliśmy trochę odważniej. Myślę, że to za sprawą alkoholu. W pewnym momencie jakiś chłopak chciał mnie odbić Rossowi. On jednak odgonił go i dalej tańczył ze mną. Zmęczeni usiedliśmy ponownie za stolikiem z drinkami w towarzystwie przyjaciół.
-Raura nareszcie wróciła.- zaśmiał się Riker
-Zazdrościsz?- odezwał się mój "narzeczony", a najstarszy ucichł i pozostali wybuchli śmiechem
Kilkadziesiąt minut później wracaliśmy do bazy, czyli domu Lynchów. Każdmu udzielał się procent, więc było dość zabawnie. W takim nastroju doszliśmy do domu. Co się działo dalej nie pamiętam, ale czuję, że było zarąbiście!
***
Następnego dnia obudziłam się z okropnym bólem głowy. Od razu rozpoznałam, że to pokój Rydel. Dlatego też nie martwię się, co robiłam wczoraj. Zastanawiał mnie tylko fakt, dlaczego mam na palcu pierścionek Ross'a.
-O wstałaś już. Na biurku masz wodę i aspirynę. Ja będziesz gotowa chodź na dół.- rzekła Ryd i wyrwała mnie z zamyśleń
Za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć blondynka wyszła. Wstałam wzięłam tabletkę i poszłam wziąć szybki prysznic.
Ogarnięta zeszłam na dół, do kuchni.
-Hej!- przywitałam wszystkich i usiadła, uprzednio nalewając sobie kawy
-Cześć Lau!- odpowiedzieli chórkiem, na co szeroko się uśmiechnęłam
Reszta śniadania minęła mi bardzo miło. Wszyscy wspominali wczorajszą noc. Nawet nie wiedziałam, że filmik, który nagrała znajoma Rocky'ego tak wpłynie na mój obraz postrzegania niektórych osób...
Laura
Reszta koncertu minęła mi wyśmienicie. Każdy bawił się wspaniale i nikt nie mógł uwierzyć, że to koniec koncertu. R5 pożegnało fanów ostatni raz, po rozdaniu autografów i zebraliśmy się w garderobie.
-Było czadowo!- krzyknął Ellington i przybił "piątkę" z Rockym
-Koncerty zawsze są super, gdy są w gronie przyjaciół.- rzekł bardzo mądrze Riker, a wszyscy się z nim zgodzili
-Dobra, to co teraz robimy?- zapytał Ross
-Co powiecie na pub?- zaproponowała Van
Już po kilkunastu minutach siedzieliśmy przy stoliku i piliśmy drinki. Niektórzy zamówili mocniejsze, czyli chłopcy, a my z dziewczynami słabsze.
-Chodźcie tańczyć.- rzucił Ellington i pociągnął Delly na parkiet
Razem z nami było jeszcze kilka znajomych Lynchów, więc każdy miał z kim tańczyć. Ja oczywiście zostałam porwana przez Ross'a. Świetnie się nam bawiło.
-Zapytam po raz drugi. Wyjdziesz za mnie? Tańczysz bosko.- usłyszałam głos blondyna, tuż przy moim uchu
-Ha ha.- zaśmiałam się
-W końcu jesteśmy zaręczeni.- kontynuował dość żartobliwie
-Ta.- odrzekłam, a na myśl o wydarzeniach z tamtego wieczoru uśmiechnęłam, a zaraz posmutniałam i wtuliłam się w klatkę piersiową chłopaka
-Sory, nie chciałem.- powiedział z troską i mocniej mnie objął
-Jest okay. Idziemy po coś mocniejszego?- zmieniłam temat i oderwałam się od niego
-Tak.- odparł i poszliśmy zamówić wspomniany napój
Za barem stał przystojny brunet, który szeroko uśmiechnął się na mój widok, co nie spodobało się mojemu "narzeczonemu"
Pomimo to odwzajemniłam gest i złożyłam zamówienie.
-Dwa razy Ognisty Sok.- rzekłam i usiadłam na obrotowy krześle razem z Rossem, co chwilę spoglądając na przystojnego barmana
-Proszę.- powiedział i podał nam drinki
-Dzięki.- rzekłam, a kiedy blondyn zapłacił poszliśmy do stolika
-Co tak patrzyłaś się na tego chłopaka, hę?- zapytał Ross i zmarszczył czoło
-A co to za pytania?- odpowiedziałam pytaniem i również uniosłam brwi, a on oniemiał
-Jesteś zazdrosny?- zadałam kolejne pytanie
-Rossy jest zazdrosny, Rossy jest zazdrosny.- powtarzałem te słowa jak mała dziewczynka, która kłóciła się o lizaka
-Nieee.- odpowiedział, a ja przysunęłam się bliżej niego i położyłam mu rękę na kolanie
-Na pewno?- poczułam jego zdezorientowanie
-Ja... Jaa...- za jąkał się i wybuchłam śmiechem
-Przecież żartowałam.- wyjaśniłam mu i lekko odsunęła się, zabierają rękę z jego nogi
-Ach...- zaśmiał się i wziął łyk "soku"
Kiedy wypiliśmy swoje drinki, poszliśmy ponownie na parkiet. Tym razem tańczyliśmy trochę odważniej. Myślę, że to za sprawą alkoholu. W pewnym momencie jakiś chłopak chciał mnie odbić Rossowi. On jednak odgonił go i dalej tańczył ze mną. Zmęczeni usiedliśmy ponownie za stolikiem z drinkami w towarzystwie przyjaciół.
-Raura nareszcie wróciła.- zaśmiał się Riker
-Zazdrościsz?- odezwał się mój "narzeczony", a najstarszy ucichł i pozostali wybuchli śmiechem
Kilkadziesiąt minut później wracaliśmy do bazy, czyli domu Lynchów. Każdmu udzielał się procent, więc było dość zabawnie. W takim nastroju doszliśmy do domu. Co się działo dalej nie pamiętam, ale czuję, że było zarąbiście!
***
Następnego dnia obudziłam się z okropnym bólem głowy. Od razu rozpoznałam, że to pokój Rydel. Dlatego też nie martwię się, co robiłam wczoraj. Zastanawiał mnie tylko fakt, dlaczego mam na palcu pierścionek Ross'a.
-O wstałaś już. Na biurku masz wodę i aspirynę. Ja będziesz gotowa chodź na dół.- rzekła Ryd i wyrwała mnie z zamyśleń
Za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć blondynka wyszła. Wstałam wzięłam tabletkę i poszłam wziąć szybki prysznic.
Ogarnięta zeszłam na dół, do kuchni.
-Hej!- przywitałam wszystkich i usiadła, uprzednio nalewając sobie kawy
-Cześć Lau!- odpowiedzieli chórkiem, na co szeroko się uśmiechnęłam
Reszta śniadania minęła mi bardzo miło. Wszyscy wspominali wczorajszą noc. Nawet nie wiedziałam, że filmik, który nagrała znajoma Rocky'ego tak wpłynie na mój obraz postrzegania niektórych osób...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)