Ślub Rydellington i Rikessy zbliżał się Wieeeeelkimi krokami. Obie pary zdecydowały, że zorganizują podwójny ślub, ponieważ oznacza to mniej roboty, mniejszy stres i większą zabawę, a o tą zabawę na weselu przecież chodzi. Kobiety chodziły niczym w zegarku pilnując, aby wszystko zostało dopięte na ostatni guzik: sala, kościół, kwiaty, wszystkie te dekoracje, które miały nadawać cały charakter temu wydarzeniu, ale jednak to nie one były najważniejsze. To były tylko symbole, których oczekiwali zebrani goście. Nie będzie dekoracji, goście będą cię obgadywać, będą dekoracje to i tak będą cię obgadywać. Żyjemy w takich czasach, że ludzie nie potrafią cieszyć się z najmniejszych rzeczy, więc kochankowie próbują zrobić wszystko, aby ich ślub był bezbłędny, idealny.
Cała uroczystość miała odbyć się już jutro co powodowało, że przyszli małżonkowie nie wiedzieli w co najpierw ręce włożyć, jednak mimo tego praca szła im sprawnie i bez żadnych komplikacji. Gdy już wszystko było już PRAWIE gotowe, 2/6 grona świadków udała się na spacer, nad którym czuwał "opiekun grupy", czyli Ross, który postanowił zabrać Laurę do znajomego im oboje miejsca.
-I jesteśmy!- Oznajmił entuzjastycznie i zdjął dłoń z powiek brunetki. Dziewczyna chwilowo oniemiała z wrażenia. Tyle wspomnień na raz. To tutaj, gdy przyjeżdżała z klanem Lynchów do jej dziadków przychodzili się bawić, zapychać lodami i robić inne rzeczy podobne do tych wcześniej wymienionych.
Dziewczyna uważnie śledziła wzrokiem każdy szczegół, który od lat pozostawał niezmienny. Trawa, tak na oko, jak zawsze równiutko przycięta, drzewa, z których pojedynczo spadały złoto- pomarańczowe liście, ławeczka, na której zawsze przysiadali jej dziadkowie, żeby pilnować rozszalałych dzieciaków, którzy bawili się, skacząc po ludzkich kościach. Oczywiście, nie dosłownie. Plac był wyłożony płytami o wysokości ok. 0,5 w kształcie ludzkiego szkieletu, po którym biegały dzieci.
Ross zgarnął przyjaciółkę pod ramię i zaprowadził na ławkę, gdzie rozsiedli się oglądając to co się dzieje wokół nich.
-Odkąd się tu wprowadziłem, codziennie przychodziłem tutaj i zajadałem się lodami z tamtej budki.- Powiedział jakby czytał jej w myślach wskazując palcem na przyczepę, w której starszy już mężczyzna z uśmiechem na twarzy podawał maluchom lody, mimo zakazu ich rodziców.
-Pamiętałeś jak tu dojść?- spytała nie skrywając swojego uśmiechu.
-Phi, bezproblemowo mi to poszło.- Westchnął lekko oburzony.
-Yhym...
-No dobrze, może spytałem się jak tutaj dojść.- Odparł, po czym zaśmiał się lekko, tak jakby tylko miał zamiar wypuścić resztki powietrza z płuc i pokazać swoje białe ząbki. Laura zaśmiała się razem z nim i odwróciła głowę w stronę placu nie odpowiadając nic.
-O czym myślisz?- Szepnął jej do ucha, zdając sobie sprawę, że może nie otrzymać odpowiedzi. Ona nadal wpatrując się w przestrzeń, siorbnęła wcześniej przygotowanej przez niego herbaty i odpowiedziała:
-O marzeniach. Tych co kiedyś miałam i tych co teraz mam. Myślę o tym jak się zmieniły.
-Ah, tak. To może podzieliłabyś się twoimi marzeniami, a ja osądzę, czy są one wykonalne, hmmm?
-Nie ma o czym mówić, same głupoty.
-Nie ma głupich marzeń.- Położył dłoń na jej udzie.- Chociaż... Znam jedno. Rocky chciał zapładniać storczyka.
-Nawet to zrobił.
-Proszę, już prawie wymazałem to z pamięci.- Spojrzał na nią z politowaniem wymalowanymy na twarzy.- Tooo... Jak bardzo zmieniły się twoje marzenia.- Brunetka głośno westchnęła zastanawiając się, czy jest na tyle silna, aby znieść obelgi Rossa
-Kiedyś mają największą miłością była miłość do mojej przytulanki, a teraz marzę o prawdziwej miłości. Kiedyś chciałam sypać kwatki na ślubie, a teraz chce, żeby to mi sypano kwiatki. Kiedyś marzyłam, żeby zawsze być dzieckiem, teraz marzę, aby mieć własne dzieci. - Spojrzała w oczy Rossa, który spoglądał na nią jak zahipnotyzowany.
-To kiedy mi powiesz jakie są te twoje głupie marzenia?- Spytał, czym sprawił, że Laura prawie oniemiała. Nie wiedziała, czy jest tak niedorozwinięty umysłowo, że nie zrozumiał, czy po prostu próbuje sobie zrobić z niej bekę.
-T....To są te marzenia.- Odparła niepewnie skrywając swoją twarz za zasłoną z włosów, które blondyn od razu przełożył za ucho i przykucnął przed nią tak, aby móc znów spojrzeć w jej oczy, które były skupione na oglądaniu swoich nieco już przybrudzonych, białych conversów.
-A myślisz, że o czym marzę po nocach. Marzę, o pocałunkach w strugach deszczu i o tym, żeby zaczęło padać. Marzę o tym, żeby mieć swój własny, jak ty to mówisz? Aha ,, klan Lynchów ''. I czy ty mi powiesz, że to są głupie marzenia?
-Wiesz, to one odzwierciedlają duszę człowieka.-Zaśmiali się oboje.
-Zdrowie młodych par!- Wzniósł toast lekko już podpity wujek Dave. Wszyscy zawtórowałi mu wznosząc kieliszki do góry i wypijając całą ich zawartość jednym duszkiem. Zabawa trwała w najlepsze, cała sala tańczyła,rozmawiała, śmiała się, po prostu bawili się znakomicie, ale to był tak zwany skutek uboczny zbyt dużego promilu alkoholu we krwi.
-Odbijamy.- Oznajmił Zayn i zabrał się za taniec ze mną. Ross jak widać niechętnie odstąpił mu mnie, ponieważ już pół nocy przetańczył ze mną, więc czemu nie miałby robić tego w ciągu drugiej połowy nocy,ale zrobił to mając cały czas na nas oko. Z szatynem miło spędziłam czas na kilku tańcach oraz wyszłam wraz z nim przed salę, gdzie miał zamiar zapalić papierosa. Osobiście nie lubiłam przebywać w towarzystwie osób palących, ponieważ twierdzę, że niszczą sobie nimi życie, ale po tym jak parę razy mnie namawiał to zgodziłam się dotrzymać mu towarzystwa.
-Pięknie dziś wyglądasz.
-Dziękuję, Perrie również.
-A co tam Perrie ja wolę brunetki takie jak ty.- Zdziwiło ją jego postępowanie, ale nie tak bardzo jak to co się stało później. Jak zwykle przyleciał Ross i co zrobił? Oczywiście przywalił mu w twarz. Rozwścieczona zostawiła szatyna, któremu sączyła się z nosa krew i pociągnęła Rossa w stronę pokoju.
-Czy możesz mi wytłumaczyć co to do cholery miało znaczyć?!
-Lau, po pierwsze nie podoba mi się to jak szanuje moją kuzynkę, a po drugie, on był nachlany, że aż nieżywy. Nie zauważyłaś jak cię rozbierał wzrokiem?!
-Więc to była okazja żeby mu przywalić?! Co w ciebie wstąpiło?!
-Może to, że się w tobie zakochałem!- Krzyknął jakby chciał mieć pewność, że brunetka go usłyszy. To zdanie sprawiło, że dziewczyna spuściła z tonu i oniemiała stała z wzrokiem wbitym w blondyna.- Tak cholernie się w tobie zakochałem! Nie mogłem jeść, nie mogłem normalnie funkcjonować, tylko dlatego, że myślałem o tym jak pięknie wyglądałabyś w białej sukni, przed ołtarzem z takim życiowym nieudacznikiem jak ja. Ahhhhh! Dlaczego musiałem ci to powiedzieć w taki sposób?! Nieważne... Jestem na siebie wściekły, że chce to zrobić, ale byłbym na siebie wściekły gdybym tego nie zrobił!- Jedną dłonią ujął jej policzek, po czym energicznie wpił jej się w usta, przyciskając do ściany. Laura na początku nie wiedziała co się dzieje, próbowała sobie wszystko poukładać w głowie, jednak długo się tym nie przejmowała i już po chwili odwzajemniała wszystkie namiętne pocałunki, którymi blondyn ją obdarowywał.
-Hej Delly, czemu Ross i Laura siedzą w pokoju zamiast się bawić?- Spytał jej małżonek widząc jak blondynka stoi pod drzwiami podsłuchując ich całą rozmowę.
-Wiesz... Muszą sobie to i owo wytłumaczyć.-Oznajmiła i pociągnęła Ella w stronę sali.
Dziewczyna delikatnie poluzowała wiązanie czarnego, wąskiego krawatu, dając znak o co gra się toczy. Kolejne części odzieży opadały na podłogę niczym krople deszczu, które właśnie uderzały o parapet. Nie liczyło się dla nich nic, to że ich rodzice mogą zauważyć, że zniknęli, to że nie zakluczyli drzwi i w każdej chwili ktoś może wejść do ich pokoju i ich przyłapać na gorącym uczynku. Rozumieli się bez słów i woleli, żeby tak zostało. Po tym jak para kochanków uznała, że stanie pod ścianą jest już niewygodne, nie przerywając pocałunku, w samej bieliźnie przeniosła się na łóżko, gdzie mieli kontynuować całe te zajście.
Oboje leżeli częściowo okryci zmierzwioną pościelą, która zakrywała ich "kluczowe miejsca". Przez duże okno szeroko przedostawały się promienie słoneczne, które lekko raziły ich w oczy, lecz nie przejmowali się tym za bardzo, aby nie przerywać tej chwili. Laura leżała na boku mocno wtulona w tors blondyna, gdy ten obejmował ją, jego silnym ramieniem. Mogliby tak leżeć wieczność, ale Laura zdała sobie z czegoś sprawę i owijając się kocem leżącym koło łóżka, wstała z niego, ale wcześniej Ross zdążył złapać ja za rękę i zatrzymać.
-Gdzie idziesz?
-Było miło, ale to był impuls, ty wypiłeś dużo alkoholu, byłeś zdenerwowany, a to całe zdarzenie nie powinno mieć w ogóle miejsca.
-A kto powiedział, że wypiłem w ogóle jakiś alkohol?- Powiedział uwodzicielskim głosem i pociągnął ją spowrotem do łóżka, gdzie obdarował ją licznymi pocałunkami.
-----------------------------------------------------------------------------------------
O gosh! Skończyłam i się z tego cieszę. Tak bardzo czekałam na ten rozdział, a i tak go spieprzyłam. W moich myślach wyglądał on lepiej ( :P ), ten rozdział praktycznie miałam w głowie już jak założyłam tego bloga i wiedziałam, że za wszelką cenę muszę go napisać! Piszcie w komentarzach, czy wam się podoba i czy chcielibyście, żeby Ross i Laura ukrywali swój związek, czy nie :D
BYE, BYE!
Spieprzyłaś rozdział? Nie wiesz co mówić, jest super! :) Może niech ukrywają związek? :) Czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńSuper czekam na następny rozdział
OdpowiedzUsuńNiech będą niczym ninja I niech się ukrywają xD
OdpowiedzUsuń*-* Epicki rozdział, powiedz gdzie go spieprzyłaś bo nie widzę :/
Świetny. Będzie ciekawiej jak będą ukrywali.
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta
Raura :):)Wreszcie.
OdpowiedzUsuńNiech się ukrywają
Super :-)
OdpowiedzUsuńCzekam na next i niech ukrywają się!
Świetny rozdział!!! Czekam na nexta :)
OdpowiedzUsuń