-A co, chcesz jeszcze raz? Myślę, że dam jeszcze radę przed zawałem.
-Hola, hola. Trzymaj tego niewyżytego erotycznie konia na wodzy.-Ross zerwał się do pozycji siedzącej odwracając głowę w moją stronę, układając brwi tak, aby wyrażały jego zdumienie, przy czym lekko zaśmiał.
-Konia? Kochana schlebiasz mi.
-Nie ważne, powiedz mi lepiej którą mamy godzinę.- Poszperał chwilę po kieszeniach spodni, które leżały koło łóżka i spokojnie oznajmił.
-Równiutko 12:30.
-Ross, wstawaj! Rodzice na pewno nie śpią, więc mogą się skapnąć, że już od 04.00 nas nie ma!-Wypchnęłam go z łóżka i sama z niego wybiegłam, owinięta w ówcześnie przyszykowany koc, po drodze zbierając rzeczy, które nadawałyby się do ubrania. Pobiegłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, uczesałam i wróciłam do blondyna, który męczył się zapinając koszulę.
-Pomóc?- Spytałam, mając nadzieję, że się zgodzi. Oby się zgodził! Oby się zgodził!
-Wiem, że robisz to tylko dlatego, bo pociąga cię moja sexowna klata, więc nie zabronię ci tej przyjemności.- HA! Wiedziałam, że mi ulegnie! Prędko dorwałam się do jego koszuli i powolnie zapinałam jej guziki, abym mogła jak najdłużej nacieszyć się widokiem jego rozbudowanych mięśni.
-Pamiętasz jak próbowałeś mnie obronić przed gwałtem publicznym?-Spytałam ni z gruchy, ni z pietruchy.
-I za każdym razem mi się to udawało.- Zawtórował dumny.
-Mniejsza z tym. A wiesz co właśnie zrobiłeś? Zgwałciłeś mnie. Dwa razy.- Uśmiechnęłam się sarkastycznie.
-Ale najpierw wyznałem ci miłość.- Oznajmił i pocałował mnie przelotnie.- Poza tym, nie wzbraniałaś się jakoś specjalnie.
-Uwierz mi nie miałam jak odepchnąć faceta, który regularnie ćwiczy na siłowni.
-Lau, widziałem cię w akcji i uwierz mi ciężko jest się odkleić od kobiety, która w jednej ręce potrafi utrzymać 2 pary spodni, 3 topy i 1 sukienkę i kubek kawy, a w drugiej 5 par butów.- Mimowolnie się zaśmiałam. Faktycznie miał rację, aczkolwiek lekko wyolbrzymiał. Poklepałam go po ramieniu dając mu znak, że już skończyłam i pociągnęłam go za sobą na korytarz w stronę sali, gdzie prawdopodobnie siedzieli już wszyscy spożywając obiad. Ross zatrzymał się tuż przed salą i zapytał:
-A mamy im mówić, że jesteśmy razem? (Tak wiem, że zdania nie zaczyna się od A :P- od aut.)
-A co im powiemy, gdy spytają się jak to się stało i gdzie byliście jak was nie było? Co im odpowiemy? A nic, po prostu kochaliśmy się całą noc?
-No fakt, że nie brzmi to najlepiej, zwłaszcza, że niektórzy z tego grona mają jeszcze staroświeckie poglądy. - Oznajmił smutno. myśląc o moich rodzicach.
-Może na razie zróbmy małą próbę, taką, żeby zobaczyć, czy nam się uda, jeśli tak to powiemy to wszystkim, co?
-Dobrze.- Zgodził się i zanim weszliśmy do sali puścił moją dłoń.
-Nie możliwe, nasza Raura raczyła zjeść z nami obiad! Jesteśmy zaszczyceni!- Oznajmił Ell wskazując nam na wolne miejsca przy stole.
-I jak, łóżko jeszcze w całości?- Zaśmiał się jak koń, Rocky, na co nasi rodzice zadławili się wodą, którą pili.
-Rocky... Nie. -Oznajmiłam oschle.- O to lepiej trzeba się spytać naszych ekspertów, prawda Riker?- Spytałam sarkastycznie, na co Vanessa wraz ze swoim mężem wypluła całą wodę, którą mieli w aparacie gębowym. No ładne pornole się tu rozgrywają.
-Rydel ty się nie śmiej, bo też jesteś w tą sprawę wmieszana.- Zawtórował Ross.- Rocky, a ty już się lepiej nie odzywaj, bo w całym hotelu było cię słychać.- Mężczyzna zwiesił głowę wraz ze swoją żoną. Było tak cicho, że można było usłyszeć bzyczenie muchy i ciche burknięcie Stormie.
-No fakt.- Przyznała.
-----------------------------------------------------------------------------
BYE
Super, a riposta Lau była super!
OdpowiedzUsuńDawaj szybko next!
Super!!! Chociaż tym razem mało się działo ;/
OdpowiedzUsuńCzekam na next i więcej akcji:)
trafiłam na tego bloga przed chwilą :D super! czkema na następny!
OdpowiedzUsuń