niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 20


Wraz z rozdziałem przybywam o was z pioseneczką, dzięki udziela mi się świąteczny nastroik :D (Minka, minka) :P




Nareszcie w domku! Jak cudownie! Ta swoboda, można robić co się tylko chce, spać do południa, lazić po domku w samej bieliźnie z pilotem w ręce, drapiąc się po własnym tyłeczku, normalnie...
-Kochanie, gdzie jest nasz pokój?- No tak... Zapomniałam o moim zacnym gościu.
-Mamo wasz pokój jest na przeciwko mojego, tuż obok łazienki.
-Dzięki.
-Laur...
-Tato, spokojnie, telewizor w pokoju ma 127 kanałów, a serwis informacyjny jest na 38.
-Dziękuję kochanie!- Krzyknął uradowany faktem tata, wlatując niczym torpeda do ich sypialni. Właśnie podpisałam z rodzicami umowę na czas nieokreślony. Super! Tsa... Pałam emocjami jak na grzybobraniu. No nic...
Rzuciłam dużą, sportową torbę tuż przed wyspę kuchenną i zajęłam się przygotowaniem sobie solidnej kawusi, po czym wygodnie rozsiadłam się w fotelu, zatopiłam swoje wargi w ciepłym napoju  i zaczęłam delektowanie się chwilą ciszy, która nie towarzyszyła mi już od 2 dni, a tak bardzo jej potrzebowałam. Nie wierzę, że to mówię, ale tęskniłam za spokojem i wręcz pragnęłam, aby trwał jak najdłużej, szczególnie po tym co się wydarzyło, a wydarzył się dużo. Przez głowę ciągle pałętały mi się wątpliwości. Czy nie za szybko na związek z Rossem? Co prawda znamy się już kupę czasu, całe nasze jakże niezwykłe życie, lecz tak naprawdę to nie wiemy o sobie nic. Przez ten czas nasze aspiracje, pasje, nasz gust, mogły się definitywnie zmienić. Chociaż, znowu tak wiele  nie mogło się zmienić. Tak myślę... Jedyne co wiem na 100% to, to, że Ross mnie kocha, ja nie jestem pewna swoich uczuć do niego, a tamtej nocy w pokoju, nie wiadomo z jakiego powodu, leżały 3 prezerwatywy. Przecież to normalne, po prostu obsługa hotelowa do każdego zamówionego szampana dodaje jedną paczkę magicznych gumek. No przecież logiczne, nie?  Nevermind...
-Laura, babcia Elisabeth przyjedzie za pół godziny.- Zagłuszony przez dźwięki wydawane przez telewizor, głos mojej matki doszedł prosto z ich sypialni do moich uszu. Kuźwa! Są tu zaledwie 30 minut i już spraszają gości. Mini spędzik rodzinny. Oł je! (Oh Yeah- od aut.) 
-Przepraszam, że tak napadam, ale po powrocie z wesela nie zdążyłam na mój pociąg do Littleton i coś czuje, że zostanę tutaj 1 dzień.
-Super.- Odparłam udając niezwykłą ekscytacje, co jednak nie wychodziło mi najlepiej. Siedzimy tu już 2 godziny, a czuję się, że stukać mi już 50- siątka. Jedyna rzecz, która uratowała mnie od gadania o mocherowych beretach, to dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę!- Rzuciłam i pobiegłam czem prędzej otworzyć zacnemu wybawcy. Zdziwił mnie widok, gdyż w drzwiach, w kapeluszu, skórzanej kurtce, z różą  w ręce, stał Ross, który pocałował mnie przelotnie, ewidentnie oczekując na coś więcej. Przepchnął mnie, całując przez pół korytarza do momentu, aż oparłam się pokusie i odkleiłam się od niego.
-Słuchaj, moja rodzinka jest w salonie, więc raczej nie spotkamy się dzisiaj.- Szepnęłam prowadząc go do wyjścia, pocałowałam go w policzek i zamknęłam za nim drzwi. Dziękuję ci mamo, właśnie spieprzyłaś pierwszy dzień mojego związku. Zawsze wiedziałaś co dla mnie najlepsze. Dziękuję!
-Kto to był?- Spytała mnie moja, jakże kochana rodzicielka.
-Ulotki.- Skłamałam.- Źle się czuję. Idę się położyć do sypialni.- Oznajmiłam i wbiegłam po schodach na górę, prosto do mojej oazy spokoju i rzuciłam się na łóżko.
 -Ughhhhh!-Westchnęłam- Aaaa!- Krzyknęłam kiedy usłyszałam stukanie w szybę od mojego wejścia na balkon. Energicznie zwróciłam głowę i pobiegłam otworzyć blondynowi, który marznął na dworze.
-Co ty tutaj robisz?
-Kochanie zapomniałaś róży.- Uśmiechnął się, po czym wręczył mi czerwony kwiat.
-A..a... Ale jak ty tu wszedłeś?- Spytałam nie ukrywając mojego zdziwienia.
-Normalnie, wdrapałem się na to drzewko, no a potem hop na balkon. Tak wiem, jestem boski.-Odparł dumny. - Wiesz co? Tęskniłem.-  Przecisnął mnie bliżej do siebie, a ja zarzuciłam mu  ręce na szyję.
-Niemożliwe.- Odparłam z przekąsem.
-Ależ tak. Taką kobietę to jedynie jak najprędzej porwać ją, zabrać do Vegas, wziąć szybki ślub i starzeć się siedząc w fotelu, wychowując gromadkę wnuków.
-Z tego co wiem, to żeby mieć gromadkę wnuków, trzeba  mieć najpierw gromadkę dzieci.
-Wiesz co? Właśnie nad tym pracuję.- Odparł subtelnie zadowolony, po czym widząc jak się śmieję, wziął mnie w jego umięśnione ramiona, parę razy zakręcił mną w powietrzu i rzucił na łóżko, po czym sam się położył koło mnie i oparty na ramieniu, wpatrywał się w moje oczy.
-O czym myślisz?- Spytałam zahipnotyzowana jego czekoladowymi tęczówkami.
-Zastanawiam się co najpierw z tobą zrobić. Pocałować, czy lepiej będzie cię od razu porwać do Vegas.
-Najpierw mnie pocałuj, a do samochodu sama ci wsiądę.
-Pani życzenie dla mnie rozkazem.- Powiedział i bez wahania uczynił to co mu zaproponowałam.  Wpił się w moje usta, lecz chyba mu było nie wygodnie, ponieważ przeniósł się z pozycji bocznej na pozycję dominującą nade mną, czyli znalazł się na mnie. W pewnym momencie drzwi się otwarły, ledwo zobaczyłam w nich sylwetkę mojego ojca, a drzwi się od razu zamknęły.
-Ross chowaj się!- Szepnęłam w pośpiechu wiedząc, że na jednym wejściu mojego ojca się nie skończy i zaczęłam wpychać mojego Romea pod łóżko. Tak jak przeczuwałam, wrota ponownie się otwarły, a do pokoju wszedł mój tata.
-A...a... Laura?
-Tak tatku?
-Czy przypadkiem nie ma u ciebie żadnego mężczyzny?- Spytał, łudząc się, że i tak powiedziałabym mu prawdę.
-Nieeee- Kurde, powiedziałam to zbyt mało wiarygodnie. Zawsze tak mam gdy kłamię, daje taki niewiarygodny pisk na końcu zdania- Skąd taki pomysł?
-Bo mi się wydawało, że widziałem tutaj Ross'a.- Oznajmił poddenerwowany, chodząc po całym pokoju w poszukiwaniu mojego "kochanka". Najpierw przejrzał wszystkie kąty, potem zajrzał do szafy, później zobaczył wyjście na balkon, a na koniec już chciał zobaczyć, czy czasami ten tajemniczy mężczyzna nie znajduję się pod nim, ale skończyło się na tym, że mojemu tacie coś strzeliło w kolanie i zwijając się z bólu, wstał na równe nogi.
-Tatku, co to miało być?- Spytałam pod nosem podśmiewując się z nieudanego planu taty.
-Nic, nic. Ja.... Zgubiłem moją... soczewkę! Tak, soczewkę.
-Ale po co ci soczewka, przecież masz na nosie okulary.
-No widzisz, nie widzę gdzie zgubiłem moją soczewkę, więc muszę nosić to i to.
-Dobrze, dobrze.- Zaśmiałam się.- Rada na przyszłość. Nie pij z babcią więcej wina z mojego barku, ok?
-Jasne.- Powiedział  i skołowany wyszedł z mojej sypialni. W tym samym momencie spod wyra wyczołgał się roześmiany blondyn.
-Soczewka, serio?
-Tak wiem. Z poziomu adrealiny rozwaliło mi łeb, wysadziło mi cycki, muszę ochłonąć.- Zaśmiałam się jak niepełnosprytna i po chwili dodałam- No dobrze to do Vegas wybierzemy się kiedy indziej, na chwilę obecną, żeby podtrzymać nasz związek w tajemnicy, muszę cię znów wygonić z mojego domu.
-No nie w takiej zupełnej tajemnicy. Po pierwsze twój ojciec się czegoś domyśla, już prawie mnie nakrył, a poza tym to Delly wie.
-Rydel?! Powiedziałeś jej.
-No nie zupełnie.
-Czyli?
-Powiedziała, że "przypadkowo"- mówiąc to zrobił cudzysłów w powietrzu.-... Przechodziła obok twojego pokoju i "przypadkowo" podsłuchała naszą ''rozmowę''.
-Delly pewnie wszystko wypapla.
-Powiedziała, że będzie się pilnować, żeby nikomu nic nie powiedzieć.
-Oby...
-Wiesz co jeszcze powiedziała? Że pasujemy do siebie jak pięść do twarzy. (czyli idealnie- :P- od aut.)- Oznajmił i wychodząc na balkon szybko mnie pocałował i gdzieś zniknął, zeskakując z gałęzi na gałęź.
-Jak pięść do twarzy.- Powiedziałam sama do siebie.- Tak, dokładnie...

----------------------------------------------------------------
O Luju! Już pieprzę się z tym rozdziałem od środy i wreszcie go napisałam.  Czy wy czujecie tą moją euforię.  Tsa, ja też nie. Tak samo jak ze świętami. Gdyby nie to, że wcinam teraz mandarynkę i słucham soundtracku z ,, Listy do M." to nie czułabym, że są one już za ponad 2 tyg. Przydałoby się trochę śniegu. U mnie jeszcze go nie ma, a u was? Podzielcie się waszą świąteczną radością w komentarzach, a ja wam na do widzenia mówię:
Ho Ho Ho!
ps. Prawie zapomniałam wam podziękować za ponad 5000 wyświetleń i ponad 100 kom. Jesteście meeegaaaaa kochani! Już miałam wam to wczoraj powiedzieć, ale byłam w kinie na kosogłosie i moja reakcja była taka sama jak laury, wiecie, ta z tymi cyckami :P

3 komentarze:

  1. boszki rozdział czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojj biedna Laura... Nie dość że familia jej się do domu zrzuciła, to jeszcze nie może się z chłopakiem pomiziać, bo ją ojciec obserwuje XD
    No nic... BYWA :P
    Świetny rozdział!!! Czekam na next!!!

    OdpowiedzUsuń