-I jak mamo?- Domagałam się konstruktywnej opinii mojej matki w wyborze sukienki na dzisiejszy wieczór, jednak ta sukienka, jak poprzednie 6, kupionych na Zalando, nie była dla niej adekwatna dla danego wydarzenia. Już tłumaczę jakiego. Jakieś 2 tygodnie temu zakończyły się prace nad filmem ,,Gwiazd Naszych Wina" i dzisiaj odbywa się pierwsza, długo wyczekiwana premiera. Będą media, prasa, wszystko czego wschodząca gwiazda kina, taka jak ja, zapragnie.
-Dlaczego, ta akurat też się nie podoba?- Spytałam już załamana ciągłym zdegustowaniem mojej rodzicielki.
-No to przez ten dekolt, który jest za duży, tak samo jak to nacięcie na plecach.- Wskazała na wcześniej wymienione części mojej odzieży.
-Według mnie ciocia wygląda super!- Zawołał wesoło mój siostrzeniec, uradowany na ramionach swojego świeżo upieczonego taty.
-Nooo... Ciocia, wyglądasz powalająco.- Zawtórował Riker poprawiając swoje okulary.
-Erotomani.- Burknęła moja mama zwracając się w stronę drzwi, gdzie jeszcze przed sekundą rozległ się dzwonek, uprzedzający przed nadejściem gościa. Zostałam sama przed lustrem i poprawiałam swoją sukienkę, ukradkiem podsłuchując rozmowę mojej mamy z przybyszem.
-Dobry wieczór.
-Ross wyglądasz niezwykle dostojnie.- Przyznała moja mama z podziwem.
-Dziękuję Pani Marano, ta pochwała niezwykle mnie uszczęśliwia.- Odparł gentelmeńskim slangiem, po czym mama zaprosiła go do środka. Im bardziej słyszałam stukot jego włoskich butów, tym prędzej biło moje serce. W końcu zobaczyłam go w progu drzwi do pokoju. Stał w bezruchu, płytko oddychając, nic nie mówiąc, wpatrując się prawdopodobnie we mnie. Wnioskując z tej postawy oraz dzięki mojemu doświadczeniu (nie temu życiowemu, tylko temu nabytemu oglądając całodzienny maraton komedii romantycznych) uświadomiłam sobie, że oniemiałam go swoim wyglądem. On też- skromnie mówiąc- oczarował mnie tym jak wygląda. Stał ubrany w idealnie skrojony na niego garnitur ze skórzanymi wstawkami na marynarce, pod którym skrywała się biała koszula, która opinała się na jego perfekcyjnie wyrzeźbionym brzuchu. Oczywiście, iż Ross ceni sobie wygodę, jego koszula nie była dopięta na ostatni guzik. Do tego na głowę włożył tek kapelusz, w którym ostatnio mnie nawiedził, zapewne chcąc mi przypomnieć tamten dzień. No i oczywiście, na stopach miał wcześniej wspomniane włoskie, skórzane półbuty, których stukot, sprawiał, że moje serce biło szybciej. Co tu dużo mówić, dla mnie, kobiety, która uwielbia elegancko ubranych facetów, Ross sprawiał wrażenie idealnego.
-Wow... Laura, wyglądasz, wow...- Tylko tyle zdołał wydusić w sprawie ocenienia mojego wyglądu, lecz w jego ustach brzmiało to jak najpiękniejsza pieśń śpiewana przez syreny. (dla nie wtajemniczonych, w mitologii syreny wabiły swoim pięknym śpiewem żeglarzy, po czym ich statki rozbijały się na pobliskich skałach- od aut.)
-Dziękuję, również wyglądasz świetnie.- Odparłam i zadowolona podeszłam do Rossa, który jeszcze wpatrywał się w miejsce, w którym przed sekundą stałam i oznajmiłam, że jestem gotowa do wyjścia. Blondyn potrzebował chwili zanim te istotne informacje zamieniły się w czyn, a już po chwilę później siedzieliśmy w czarnym Porsche. Dopiero teraz skapnęłam się, że za każdym razem jedziemy innym samochodem.
-Każdy pasuje na inną sytuację.- Odpowiedział jakby czytał mi w myślach.
-Tak w ogóle to gdzie ty mnie wieziesz i dlaczego godzinę przed premierą?
-Zobaczysz.- Powiedział krótko z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Powoli zaczynam się go bać.
Minęło może z 30 minut, a samochód Rossa się zatrzymał.
-Jesteśmy już na miejscu.-Oznajmił z uśmiechem. -Spokojnie.- Odparł po chwili . -Tym razem będzie to normalna niespodzianka.- Zaśmiał się i pobiegł mi otworzyć drzwi niczym gentelmen, za którego się dzisiaj uważał.
Gdy wysiadłam z samochodu blondyn delikatnie ujął moją dłoń, po czym poprowadził mnie przez ładnie oświetloną małymi żarówkami alejkę drzew prosto na patio jakiegoś ogrodu.
-Ross, co my tutaj robimy?- Spytałam zaniepokojona.- Czy to przypadkiem nie nazywa się włamaniem na czyjąś posesję?
-Może...
-Ross!- Warknęłam zdenerwowana patrząc jak blondyn się tym w ogóle nie przejmuje, na co on się tylko bardziej roześmiał.
-Dobrze, dobrze. To parcela mojego kuzyna. Pozwolił mi tu trochę namieszać.
-Twój kuzyn mieszka w pałacu.- Westchnęłam z zachwytem, dokładnie oglądając każdy szczegół tego miejsca.
-Oj tam, od razu w pałacu. Ten dom jest tylko adekwatny dla zwykłego, światowej klasy tancerza.
-Sądząc po tym, że jesteście spokrewnieni, to jest on striptizerem.
-I tu cię zaskoczę, że, iż ma on warunki na striptizera to tańczy w Dancing With The Stars.- Odpowiedział i zaprowadził mnie do drewnianej altanki, przystrojonej takimi samymi lampkami jak ówczesne drzewa, po czym zniknął. Po chwili rozległy się pierwsze dźwięki, piosenki, którą uwielbiałam.
Poczułam ciepły dotyk na mojej dłoni.
-Czy mogę panią prosić do tańca?- Spytał dostojnie, na co oczywiście się zgodziłam. Jedną rękę uniósł do góry, a drugą objął mnie w pasie i nakierował mnie jak mam tańczyć wolny taniec. Powolnie sunęliśmy po parkiecie w rytm utworu, patrząc sobie w oczy i ukradkiem uśmiechając się do siebie.
-Z jakiej okazji to zrobiłeś?
-Pamiętasz? Jak byliśmy młodsi, obiecaliśmy sobie, że razem pójdziemy na bal. Teraz spełniam tą obietnicę.
-Nie mogę uwierzyć, że pamiętasz to wszystko co sobie obiecaliśmy.
-Pamiętam tylko te rzeczy, które są dla mnie najistotniejsze.-Oznajmił. No cóż... Chciałabym, aby ta chwila trwała wiecznie, phi, w sumie, kto by nie chciał? Odkąd przyjechałam do LA dzieją się rzeczy, o których zawsze marzyłam. Działo się to za sprawą mężczyzny, z którym właśnie tańczę. Gdyby nie on, gniłabym całe życie na kanapie, czekając aż mój książę z bajki, owinie mnie liną i sam zaciągnie pod ołtarz. Niestety, ta, jak każda najpiękniejsza chwila mojego cudnego życia, nie trwa wiecznie. Już po chwili znajdowaliśmy się w drodze na uroczystość, patrząc jak za samochodem znika widok pałacu na przedmieściach.
-Film był genialny! Jesteście dobrze zapowiadającymi się aktorami. Gratuluję!- Zawołała Jasmin Fierra- dziennikarka, która tak jak wszyscy zebrani tu reporterzy, chciała zrobić z nami wywiad- Jeśli nie macie nic przeciwko, chciałabym przeprowadzić z wami krótką rozmowę.- My jako wschodzące gwiazdy, musieliśmy stworzyć swój image, więc zgadzaliśmy się na wszystkie wywiady.
-No dobrze, to pierwsze pytanie. Co skłoniło was do zagrania w tym filmie?
-Laura.
-Ross.- Powiedzieliśmy w tym samym czasie, po czym patrząc na siebie, zaśmialiśmy się.
-Aha...- Odparła zdezorientowana.- No dobrze. Ostatnio w internecie aż huczy od Raury. Co wy na to?
-Przepraszam.- Przerwałam wywiad, aby odebrać telefon. Nigdy nie wiadomo co mogło się stać. Wysłuchałam tego co mama miała mi do powiedzenia i z płaczem zsunęłam się na ziemię.
-Boże, Lau, co się stało?- Spytał przerażony, klękając przy mnie.
-Mój tata, jes,,, jest w szpitalu. W stanie kry... kry...
-Krytycznym?
-Tak.- Wydukałam. Znacie to uczucie, gdy część waszego serca obumiera? Ja też nie, ale myślę, że to właśnie się dzieje.
-----------------------------------------------------------------
Ale was przetrzymałam z tym rozdziałem. Niestety nie miałam czasu go napisać, ale myślę, że już uda mi się to nadrobić.
Jeśli ktoś zauważył to zmieniłam wygląd bloga, ponieważ tamten mi się znudził, oraz zmieniłam niektóre zdjęcia w zakładce bohaterowie, wpadnijcie zobaczyć.
Wiecie co? Mam już 3 zamówienia na moją książkę, której jeszcze nie zaczęłam pisać. Strange...
Super
OdpowiedzUsuńCudo<3
OdpowiedzUsuńJeeee:D Rozdziałek :D i ten koniecc, ty zły człowieku nie można tak kończyć:\
OdpowiedzUsuńGenialny!!! :)
OdpowiedzUsuńBiedna Lau... ojciec w szpitalu w stanie krytycznym.... :(
Czekam na nexta :D
Dlaczego taki smutny koniec??? ;(
OdpowiedzUsuńPS. Zapraszam na mojego bloga: http://mojtalentmojapasja.blogspot.com/
Dlaczego taki smutny koniec??? ;(
OdpowiedzUsuńPS. Zapraszam na mojego bloga: http://mojtalentmojapasja.blogspot.com/