sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 23

Rozdział dedykuję Justynie K., z którą ostatnio miło mi się koresponduje oraz Ani Fance, która jest niezwykle cierpliwa w stosunku do mnie. (Napisz mi te nazwy blogów :P) Jesteście niesamowite!

-Halo, jest tam kto?- Błądziłam po olśniewająco białym korytarzu, który już definitywnie nie
przypominał tamtego mrocznego lasu. Tu wszystko było jasne, śnieżnobiałe, również moje ubranie. Spodnie rurki i koszula zlewały się z całym otoczeniem, a moje bose stopy były smagane przez coś w rodzaju mgły, albo bardziej gęstej chmury. Ogólnie było tak jasno, że w korytarzu nie wisiała ani jedna lampa, nawet okien nie było, gdzie mogłyby się przedostawać jakieś pojedyncze promienie słońca.
-Chodź za mną.- Odezwał się jakiś nieznajomy głos. Omylnie błądziłam wzrokiem, ale i tak nikogo nie zauważyłam.
-Ty! Spójrz w dół!- Odezwał się poddenerwowany. Niechętnie spuściłam wzrok, mrużąc oczy, przecież to coś może mi je wyłupać.- Cholera! Laura zaczynasz mnie nużyć.- Laura? Skąd on zna moje imię? Nie mogłam wytrzymać, moja ciekawość wzięła górę i otwarłam oczy.
-Velvet?- Ujrzałam mojego pieska, którego razem z Vanessą dostałyśmy na moje 10 urodziny. Ze względu na alergię mamy, to my się nią zajmowałyśmy, tak, aby nasza mama się na nią nie natknęła.  No i udało nam się utrzymać ją przez 5 lat, lecz później iż była to już wiekowa psina, (tata dostał ją od jego włoskiego kuzyna Francesco, gdy Velvet miała już 10 lat) zmarła, tak po prostu, ze starości.
-Trochę zajęło ci odgadnięcie, ale tak, to ja.
-Nie poznałam cię. Jak na kobietę masz bardzo męski głos.
-Kto powiedział, że jestem kobietą?
-Co?!
-Czy wy kiedykolwiek spojrzałyście mi pod ogon? Nie, po prostu nazwałyście mnie Velvet i kupiłyście różową miskę, smyczkę, o! Nawet miałam różowe woreczki na odchody.
-Że co?!
-Wiesz, normalnych ludzi bardziej zdziwiłoby to, że gadam, ale ty zawsze byłaś inna.- Gestem ogona wskazała, że mam podążać za nią.
-Co to znaczy inna?
-Nic, po prostu chciałam ułożyć jakieś fajne zdanie.- Powiedziała pół żartem, dalej prowadząc mnie przez niekończący się korytarz, aż do pewnej ławki, gdzie siedział jakiś pan. Na moje oko był w średnim wieku. Siwe włosy, przez które miejscami prześwitywały te młodzieńcze, kruczoczarne.
Starsza postać przez chwilę nie wykazywała żadnej z oznak życia, nie poruszała się. Była cały czas w tej samej, lekko zgarbionej pozycji Po chwili jednak ciepłym głosem mnie przywitała i zwróciła swoją twarz w moją stronę. To był mój dziadek. Szczęśliwa, że go mogłam wreszcie zobaczyć, wtuliłam się w jego zimne ciało, czym on zawtórował tym samym.
-Dziadku, a co ty tu robisz?
-Jestem tu po to, aby z tobą porozmawiać. Dziękuję Vivaldi, że ją przyprowadziłeś.
-Vivaldi?
-Wiesz Lau, Velvet... No już mi jakoś nie pasowało.- Odpowiedział mój pies i zniknął, gdzieś w gęstej chmurze. Zwróciłam się znów do dziadka, ale zanim zdążyłam  coś wypowiedzieć przerwał mi głos.
-Laura!
-Ross!- Pobiegłam w stronę blondyna i mocno wtuliłam się w jego silne ramiona. On w porównaniu do dziadka, był cieplejszy.
-Tak bardzo cię przepraszam.
-To moja wina. Gdybym nie naciskała na ciebie, nie bylibyśmy tutaj.
-Nigdy bym sobie tego nie wybaczył, gdyby coś ci się stało.
-Ale my chyba nie żyjemy.
-Wiem, ale jesteśmy tutaj razem.- Wtuliłam się bardziej w jego tors, ale gdy usłyszałam chrząknięcie, wychyliłam się z jego uścisku, by zobaczyć kto za nami stoi.
-No super! Ciebie tu przyprowadził Ryland, a mnie gadająca suczka, która okazała się mężczyzną!
-Co? Gender?
-Nie, błąd 10-letniej smarkuli.- Ross roześmiany, wyszedł z uścisku i za rękę zaprowadził mnie do swojego brata.
-Lauro pamiętasz Rylanda?
-Witaj ponownie piękna.- Przywitał się ucałowaniem mojej dłoni, niczym gentelmen.- Miło cię znów spotkać.
-Ciebie również.
-O! Pan Antonio!- Zachwycił się Ross, widząc mojego dziadka, z którym kiedyś chodził n ryby.
-Witaj, Ross. Zmieniłeś się chłopie.
-Za to pan, ciągle wygląda tak samo.
-Dziękuję dziadku za ten dom.- Walnęłam z innej beczki, wiedząc ile on dla mnie sprawił.
-Nie ma za co. Wiedziałem, że tobie bardziej się przyda.- Powiedział patrząc na to, jak Ross trzyma mnie za rękę. Coś czuję, że on o wszystkim już wiedział.
-To niebo?- Spytał Ross rozglądając się po pomieszczeniu.
-Niebo?- Zaśmiał się.- Za te wasze grzeszki?
-Co? - Spytaliśmy zdezorientowani.
-No tak bez ślubu?
-Że co?! Ty to wszystko widziałeś?
-No wiesz, my tutaj mamy taki telewizor, gdzie możemy oglądać naszych podopiecznych.- Oboje spaliliśmy buraka, patrząc na to jak brat Rossa jest cały czerwony od śmiechu. Dziadek Antonio również nie mógł się powstrzymać od cichego podśmiechiwania.
-Brawo brat.- Klasnął w dłonie Ryland.- Zawsze wiedziałem, że masz talent do kobiet.
-A ty nie jesteś za młody na takie rzeczy?
-Pragnę przypomnieć, że w tym roku skończyłbym 21 lat.
-Ale to nie zmienia faktu, że jesteś za młody, nie doświadczony.
-Oh Ross, przy was można się było wszystkiego nauczyć.- Ponownie zarechotał blondyn. Nie zważając na niego, dalej próbowałam z Rossem wyciągnąć to gdzie się znajdujemy i co robimy w danej lokalizacji.
-Skoro to nie jest niebo, to gdzie się znajdujemy?
-Niedaleko niego. To miejsce jest dla ludzi, którzy umarli, ale mają szansę jeszcze przeżyć. Każdy z ludzi, którzy tutaj się znajduje musi przejść jakąś próbę, albo więcej, to zależy.
-Czyli próby są po to, aby żyć?
-Żyć? Nie. To czy przeżyjecie zależy tylko od was. Próby są po to, abyście wybudzili się w pełni świadomi siebie.
-Czyli, że jak nie przejdziemy próby to nie będziemy pamiętać nikogo, nawet siebie?
-Tak, ale spokojnie. Próby zależą od tego, czy jesteście jeszcze potrzebni na tym świecie tacy, jacy jesteście. Mam przeczucie, że jesteście jeszcze dużo warci, więc wasza próba będzie łatwa.-  Odetchnęliśmy z ulgą. Rozglądając się, kątem oka spostrzegłam gdzieś w oddali małą, brunetkę dziewczynkę, która na oko miała 5 lat. Dziadek zauważył to jak bacznie jej się przyglądam i zaczął mi o niej opowiadać.
-Ally jest na tym samym oddziale co wy. Zapadła w śpiączkę. Niestety nie przeszła pozytywnie próby. Lecz może i dobrze.- Opowiedział spokojnym głosem.
-Jak to dobrze?! Ta mała dziewczynka może nie pamiętać swoich rodziców, a ty jesteś przy tym taki spokojny?!
-Ally pochodzi z domu dziecka, nigdy nie spotkała swoich rodziców. Dobrze, że nie przeszła próby, ponieważ może o wszystkim zapomnieć. O tym co jej się w życiu podłego wydarzyło oraz to co w domu dziecka spotykało ją na każdym kroku. Zawsze była wyśmiewana przez inne dzieci. Teraz zapomni, ale uwierz mi. To wszystko jej się wynagrodzi.- Mrugnął do nas, jakby wiedział co się dalej potoczy z małą brunetką. Jak ktoś mógł ją przezywać, przecież ona była piękna. Długie, proste włosy, szczupły nosek, duże, szare oczy i pełne różowiutkie usta. Nadal się zastanawiam jak ktoś mógł się pozbyć czegoś tak pięknego.
-To kiedy ta próba?- Spytałam.
-Spokojnie, odpocznijcie sobie i porozmawiajcie, chwilowo się nie spieszy.- Znów spojrzałam w stronę Allyson  Dziewczynka również zwróciła głowę w moją stronę i uśmiechnięta pokiwała mi i zniknęła pochłonięta przez gęstą chmurę. Już czułam, że ta dziewczynka będzie miała ze mną jeszcze dużo wspólnego, ale jeszcze nie wiedziałam co.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziwny ten rozdział, nie?
Taki... Inny. Na początku pisząc tego bloga byłam pod wpływam książki GNW, teraz byłam pod wpływem Zostań Jeśli Kochasz, a już za chwilę zaczynam czytać Ostatnią Piosenkę. Jestem ciekawa, czy ta książka na mnie jakoś wpłynie :D Co sądzicie o tej całej sytuacji, oraz o słodkiej Allyson? Napiszcie w komentarzach.
Bye!

6 komentarzy:

  1. Velvet mięciutki jak aksamit:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz oto nazwy blogów:
    http://na-zawsze-razem-tak.blogspot.com/
    http://opowiadanieraura.blogspot.com/
    http://otherstoryraura.blogspot.com/
    :)
    Rozdział był fajny!
    Dawaj szybko next i thx za dedyk!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję że wrócą na Ziemię

    OdpowiedzUsuń
  4. świetnny rozdział! zapraszam do siebie: letsnotbealone.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojejku... Dziękuje ci kochana za dedyk :*
    Mi się z tobą rozmawia również super :D
    Rozumiemy się w wielu sprawach hahah ;p
    Rozdział świetny!!! Wybacz, że dopiero teraz przeczytałam ;/
    Czyżby w życiu naszej Raury pojawiła się właśnie Ally? Jestem pewna, że wywróci ich życie do góry nogami :D
    Czekam na nexta!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń