niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 24

-Nadal myślisz o tej małej?-zauważył Ross, bardziej przyciskając Laurę do swojego ciała. Oboje siedzieli na ławce, wtuleni w siebie, podczas gdy ich bose stopy były smagane przez gęsty puch, przypominający gęstą chmurę. Czekali, aż dziadek Laury obwieści, jaką próbę wybrała im Rada do wykonania. Czas spędzony na wpatrywaniu się w śnieżnobiałą otchłań, wydawał się tak długi, jak oczekiwanie na list od ukochanego z wojska. Ross chciał za wszelką cenę przerwać tą po części niezręczną ciszę, próbując jakoś zagadać do Laury, lecz ta krótko odpowiadała mu na pytanie, mamrocząc coś pod nosem. Bardziej była pochłonięta myślą o małej brunetce, która namieszała jej w głowie. Nie mogła sobie wyobrazić tego, że takie małe, piękne stworzenie mogło doświadczyć w swoim życiu tylu przykrości. Także zaczęła zastanawiać się nad swoim życiem. Ma już 23 lata, a jej dotychczasowe życie było idealne. Miała kochających rodziców, dobrych przyjaciół, dach nad głową, jedzenie w lodówce. Pieniędzy mieli na tyle dużo, że spokojnie dawali radę od ,,10" do ,,10" każdego miesiąca. Była zdrowa, nie miała żadnych uszczerbków na ciele. Do tego bardzo dobrze się uczyła i była w szkole lubiana, także przez ta męską część społeczności, a Allyson? Od urodzenia wychowywała się w domu dziecka, nie miała przyjaciół, była tam gnębiona. Do tego, próbując uciec z ,,Przylądku dobrej nadziei"- tak nazywał się dom dziecka- Została potrącona przez samochód. Nie był to duży samochód, także nie jechał z dużą prędkością, ale nie zdążył wyhamować i potrącił  drobną dziewczynkę, która potykając się o własne nogi, próbowała uciec jak najdalej od znienawidzonego przez siebie  budynku, zanim ktoś zauważy, że jej nie ma. 

-Tak.- Westchnęła.- Jest tyle rzeczy, których nie mogę zrozumieć.-Ross nie pytał się o co chodzi, ponieważ doskonale to rozumiał. Mimo tego, że ta dziewczynka nie zawracała mu w głowie tak ja Laurze, to i tak się nią przejmował.
-Spokojnie.- Pocałował ją w głowę.- Jak twój dziadek powiedział, że los się do niej uśmiechnie, to znaczy, że ma rację.- Co po chwilę sprawdzał ukradkiem czy na ustach Lau pojawił się jakiś cień uśmiechu. Widząc, że podniosło to ją na duchu postanowił kontynuować. Robił wszystko by była szczęśliwa- Na pewno ktoś ją adoptuje. Myślę, że to by było najlepsze rozwiązanie jej zawiłej historii. Kochający dom, tylko tyle potrzebuje i na pewno go dostanie, zobaczysz.- Ponownie pocałował ją w jej tabun włosów, wciąż przyciskając usta do jej głowy. Ten chwilowo wolny czas skłaniał ich do pewnych refleksji. Laura zdała sobie sprawę, że Ross tyle dla niej robi, oddaje wszystko, tylko po to, by ją zadowolić, a ona nic nie daje mu wzajemności. On stara się całym sercem, pokazuję jej swoją miłość, a ona nigdy nie powiedziała mu, że go kocha. Tak... Kocha go. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że go kocha całym sercem. Wtedy, na weselu, to był impuls, lecz już była nim zauroczona. Teraz gdy są tutaj, nie wiadomo gdzie, doświadczyła tego, że blondyn potrafi oddać za nią życie, a ona pragnie, nie chować już ich związku i wykrzyczeć światu, że kocha Rossa Lyncha. Człowieka, który prawie udusił ją w uścisku, kiedy pierwszy raz, po latach ją zobaczył. Człowieka, który po tak długim czasie rozłąki potrafił jej na dalej ufać i opowiedzieć o swoich problemach. Człowieka, który dotrzymał obietnicy z czasów piaskownicy. Człowieka, który budząc się rano zwalił ją na podłogę, a później bez skrupułów wpatrywał się w jej tyłek, kiedy ta zbierała mąkę z podłogi. Człowieka, który nie pozwolił jej na wstyd udając jej narzeczonego. Człowieka, który bronił ją na każdym kroku. Człowieka, który ją kocha... Pragnęła mu to powiedzieć, lecz uznała, że poczeka na lepszy moment. Obawiała się tego, że może uznać, że to kolejny impuls, który wywołało stanie twarzą w twarz ze śmiercią. Uznała jednak, że już może się nie odważyć mu to powiedzieć. Wzięła jeden głębszy oddech.
-Ross?
-Tak?
-Tak bardzo cię...- Nie skończyła ponieważ tuż obok nich "wyrósł" Ryland, co przerwało moment przełomu Laury.
-No to czas się pożegnać, stary.
-Ale jak to?
-Wasz dziadek już tu idzie z decyzją rady. Już się nie zobaczymy.- Ross wstał i przytulił brata, przy okazji wycierając sobie w rękaw słone łzy, które turlały mu się pod oczami.
-No dzieci... Waszym zadaniem będzie...- Rozwinął rulonik pergaminu i przeczytał napis.- Wytrzymać ze sobą 4 dni na bezludnej wyspie.
-Że co?!
-To i tak dobrze. Poprzedni chłopak musiał wytrzymać bez mrugnięcia całą operę Aidę.
-Co w tym takiego strasznego? Uwielbiam Aidę!-Westchnęła urażona Laura.
-Nie ważne. Koniec gadania, papatki, bye!-  Pomachali im na pożegnanie. W ułamku sekundy jasność zniknęła i pojawił się czarny ekran.


Jeszcze trochę... Do góry... Poprawić zoom... Tak... Dobrze... Jest! Oczy otwarte w pełni żywe.  Ross rozglądał się w każdą stronę. Turkusowy, przejrzysty ocean, pod stopami gorący piasek, za nim jakiś busz, składający się głównie z palm. Wszystko ok, tylko gdzie jest Laura? Obejrzał się ponownie i zobaczył brunetkę, która jeszcze leżała na piasku. Podbiegł do niej i zaczął ją budzić. Powoli otwierała oczy aż w końcu się obudziła.
-Coś ci chyba anielskie skrzydła z piór opadły.- Zaśmiał się i pomógł brunetce wstać. Ta spojrzała tylko na ocean i nawet nie otrzepując się z piasku wbiegła do wody.
-Ja pierdziele, nigdy nie byłam na tak egzotycznych wakacjach! Jaka piękna ta woda ciepła, cudowna! Matko jak tu zajebiście!- Krzyczała podekscytowana zbiegając spowrotem na piasek, po chwili zmieniła swój nastrój o 180 stopni i załamana opadła na podłoże. - My tu nie wytrzymamy....


----------------------------------------------------------------------
Powiem tak: Przepraszam za moją 3 tygodniową nieobecność. Wiecie, oceny półroczne itp.
Po drugie: Mam kryzys twórczy.

7 komentarzy:

  1. Rozdział spoko, Ross jest taki słodki ;)
    Weny i szybkiego nexta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamiast pisać że nie wytrzymają, trzeba było napisać że ta wyspa tego nie przetrwa:D

    OdpowiedzUsuń
  3. A więc jak obiecałam, tak jestem! Po dość długim czasie :P
    Rozdział świetny!!! Wydaje mi się, że wytrzymają ze sobą na bezludnej wyspie :) Dadzą radę!!! Kochają sie.... Może coś więcej się zrodzi podczas tych 4 dni???
    No i proszę! Widać że do muzycznej chodzisz :P Opera Aida hahhaha XDD Szkoda że nie Straszny dwrór lub Halka hhahahah :P Ale to tak między nami muzykami :3
    Ty mi tu o żadnych kryzysach nie mów!!! Świetnie piszes, wena przyjdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. http://ibelive-raura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super przeczytałam całego twojego bloga od 20:15 do 23:24 superrrrrr. Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń