-Skąd pan zna moją mamę?- Spytał malec bacznie obserwując dorosłego. Szczerze mówiąc bałam się, że ma rentgen w oczach, bo przejrzał go od końcówek włosów po palce u stóp.
-Znałem już twoją mamę mając mniej lat niż ty.- Pstryknął go w nos dla rozluźnienia sytuacji, co jednak przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego. Joe zastawił gardę przed twarzą ewidentnie wzywając starszego od siebie o 22 lata mężczyznę na pojedynek. Ten najwyraźniej poważnie się przestraszył co rozbawiło wszystkich obecnych w pomieszczeniu.
-No pokaż na co cię stać!- Krzyknął mały co Riker uznał za najzwyklejszy żart, jednak gdy bardziej przyjrzał się wyrazie twarzy bruneta uznał, że musi poważnie zacząć bać się o swoje zdrowie fizyczne, jak i psychiczne.
-Mały ja dzieci nie biję.- Uspokoił Joego co wyraźnie poskutkowało, bo mały się trochę rozluźnił.
-Chociaż jakiś pożytek z ciebie jest. Jednak zanim uznam, że jesteś odpowiednim kandydatem dla mojej mamy muszę cię najpierw trochę przepytać.- Oznajmił, po czym zaczął szybko zadawać Lynchowi pytania, nad którymi nawet nie miał czasu się poważnie zastanowić.
-Lubisz małe zwierzątka?
-No,no...
-A pocałowałbyś swoją mamę?
-No,no...
-Czy zdarzyło ci się nie założyć majtek?
-No,no...
-A ile zarabiasz?
-Uuuuuu... Bez wątpienia jesteś synem Vanessy.- Poczochrał jego włosy, które od razu zaczął przekładać na swoje miejsce.
-Może będę też twoim, ale najpierw odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie, ok? Więc tak... Moja mama wiele razy płakała przez tego dupka...
-Joseph!- Poprawiła go jego rodzicielka zaniepokojona słownictwem swojego syna.
-Dobra, przez tego "tatusia", więc mam nadzieję, że ty nie zranisz mojej mamy. I tu pojawia się pytanie: Czy kochasz moją mamę?
-Najbardziej na świecie.
-Dobra, macie moje błogosławieństwo.- Odparł spokojnie, momentalnie zmieniając się z 40- letniego adwokata w 5- letniego uroczego chłopczyka, który rzucił się w objęcia blondyna.
-Tatuś!
Kilka dni później (nie ważne ile :*)
Dni spokojnie mijały na planie GNW, lecz przyszedł ten dzień, którego obawiali się główni bohaterowie tego przedsięwzięcia.
-Na miejsca i.... Akcja!- Krzyknął reżyser. W tym momencie zaczęliśmy robić to co do nas należne. Uśmiechnięci od ucha do ucha wraz z Rossem przeszliśmy przez drzwi pokoju hotelowego. Wszystko co było zapisane w scenariuszu próbowaliśmy odwzorować. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Najpierw spokojnie, lecz potem poszliśmy na całość. Ross podciągnął mnie do góry i poniósł na łóżko, gdzie miała się toczyć cała akcja. Po chwili oboje leżeliśmy uśmiechając się do siebie między pocałunkami zrzucając z siebie kolejne warstwy ubrań.
-Kończy się tuż nad miejscem gdzie się kończy kolano i się lekko zwęża.
-Co?
-Moja noga. Chciałem żebyś była przygotowana.
-Gus... Weź się w garść.- Wtedy on próbował ściągnąć ze mnie moją bluzkę, ale niestety moja głowa w niej utknęła, jednak po chwili udało nam się ją wyciągnąć i wtedy oznajmiłam:
-Tak bardzo cię kocham Augustusie Waltersie.
-Ja ciebie też, Hazel Grace. Bardzo, bardzo mocno.- I dalej kręciliśmy tę scenę, która z każdym momentem stawała się mocniejsza.
Wracając do domu Ross nie odzywał się do mnie, ani przez sekundę. Uważnie jak nigdy wpatrywał się na to co się dzieje na drodze. Jego twarz sprawiała wrażenie poważnej, a za razem umartwionej.
Co poradzić? Jeśli chodzi o to co się 2 godziny temu to pragnę przypomnieć, że to czy zostaniemy aktorami było naszą wspólną decyzją. Mogliśmy uważnie przeczytać scenariusz zanim się na to wszystko zgodziliśmy. No cóż, co się stało to się nie odstanie. Przez to teraz jedziemy do domu jak stare małżeństwo, które nie dostało rozwodu. Ross zaciągnął hamulec ręczny co spowodowało, że skończyłam rozmawiać sama ze sobą. Siedzieliśmy w ciszy i skupieniu oczekując, aż któreś z nas wreszcie coś powie. Czekanie poszło na marne. Nie zastanawiając się długo dałam przyjacielowi całusa w policzek, rzuciłam krótkie ,,Cześć" i zwróciłam się w stronę domu.
NASTĘPNEGO DNIA
ROSS
-Ross otwieraj te cholerne drzwi, albo ci je wyważę!
Nawet nie ruszyłem się z miejsca, tylko leżałem na łóżku wpatrując się z ogromnym przejęciem w sufit. Niby taki biały sufit, ale w tej chwili skrywał przede mną zagadkę, którą pragnąłem jak najprędzej odkryć. Usłyszałem tylko huk, a drzwi opadły niczym ścięte drzewo na ściółkę leśną.
-Mówiłam.- Powiedziała spokojnie Rydel i przeszła przez próg oddzielający korytarz z moim pokojem.- Ross, co ty cholera robisz? Od wczorajszego popołudnia nie wychodzisz z pokoju, nie jesz, nie komunikujesz się, a do tego, o! Siedzisz w samych bokserkach.- Opieprzyła mnie siostra wskazując na moją goliznę, na co odpowiedziałem ospały.
-Swojego narzeczonego pewnie nie raz widziałaś bez nich.
-Bo mnie zaraz szlak trafi!
-Dobra!- Rydel przysiadła się do mnie i oboje wpatrywaliśmy się w siebie w ciszy.
-Ross , o co chodzi?- Spytała troskliwie poprawiając moje zmierzwione włosy. Z szafki nocnej wyciągnąłem scenariusz i rzuciłem jej na kolana.
-Strona 59.- Blondynka uważnie zaczęła czytać tekst i wszystkie didaskalia zapisane obok niego.
-W czym problem? Reżyser pewnie pozwolił wam być w bieliźnie, hmmm?
-No właśnie nie. Powiedział, że musimy lepiej wczuć się w rolę.
-Z jednej strony cię rozumiem, a z drugiej też nie rozumiem w czym problem? Jak byliście mali to nie raz kompaliście się razem.
-Tak, tylko wtedy nie szło odróżnić czy jest się chłopakiem czy dziewczyną. Teraz nie wiem jak jej spojrzeć w oczy.
-Normalnie- odpowiedziała jakby to było oczywiste.- Pomyśl sobie, że teraz już wiecie o sobie wszystko.
-Coś czuję, że wszystko to zdecydowanie za dużo.- Oznajmiłem i zacząłem brzdąkać na gitarze pojedyncze nuty, które powoli łączyły się w jedną pełną melodię. Rydel spojrzała na mnie z troską i wyszła z pokoju.- A wiesz w czym jest największy problem?- Zatrzymałem ją zanim wyszła.- Że mi się to podobało.
------------------------------------------------------------------------
Uhhhh! Jest Rozdział!
Wiem długo mi to zajęło, wiem I'm Sorry. Przepraszam te osoby, którym było przeze mnie smutno, wiem , że to małe wynagrodzenie ich męki, wiem, ale spokojnie celebrujmy rozdział! Co do scenki Rossa i Laury, jest nieciekawie opisana tylko dlatego, żeby zaostrzyć wam smaka na coś lepszego :))))) Co tu jeszcze powiedzieć?
Komentując=Motywujesz
Boski
OdpowiedzUsuńjejku, jaki cudny rozdział, dodawaj szybko nowy :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next!
OdpowiedzUsuńczekałam na tą scene w filmie! :D
OdpowiedzUsuńNo i po tak przyjemym rozdziale znowu trzeba czekać T-T
OdpowiedzUsuńDodaj szybviej, bo skonczylas w takim momencie, ze szok xd
OdpowiedzUsuńznowu tydzień czekania ;-;
OdpowiedzUsuńPomysł na to przesłuchanie ze strony dziecka fajny, ale jedyne co się nie trzyma kupy to to, że pięciolatek za cholerę nie ułożyłby takich zdań. Pięcolatki nie używają sarkazmu, bo nie wiedzą co to sarkazm. Musisz czasem bardziej wczuć się w postać, którą opisujesz:)
OdpowiedzUsuńA co do Raury... Oj dzieje się, dzieje. No ładnie, tutaj nagie sceny, tutaj biedny Ross. Ojej. Czekam.
rossomefanfiction.blogspot.com
Tak wiem, że to nie realne, ale próbowałam jakoś ośmieszyć tę scenę i pokazać, że mały to typowy syn Marano. Pozdrawiam
Usuń