niedziela, 19 października 2014

Rozdział 13

-Mówiłam ci żebyś nie piła tak szybko tej kawy.- Przemądrzała się moja siostra patrząc na to jak płuczę mój poparzony język w lodowatej wodzie. Cholera, jak to szczypie!
-Było mnie obudzić wcześniej!- Wysepleniłam trzymając mój język poza jamą ustna.
-Było się obudzić wcześniej!- Też racja. Obudziłam się 20 minut wcześniej, a za 5 ma po mnie przyjechać Ross. Dwa dni temu otrzymaliśmy zaproszenie na spotkanie klasowe. Tak... Po tylu latach spotkać się ze starymi przyjaciółmi z podstawówki i powspominać stare, dobre czasy... Bezcenne.
Podobnie jak czas, który tak szybko zapierdziela, on nie jest bezcenny, on po prostu jest bezczelny!
Pozostało 3...2...1... Ding, Dong. Boże kiedyś jak trafi mi się na to okazja zabiję cię za to, że stworzyłeś go tak punktualnego!
-Wujek!- Krzyknął mały wbijając się w objęcia blondyna, który ubrany w popielatą, dopasowaną do jego torsu koszule, czarny krawat, czarne rurki, czarne lakierki za kostkę i trzymając marynarkę w dłoni oczekiwał mnie w kuchni, a ja? Biegałam w białej, zwiewnej sukience po całym domu jak oszalała szukając moich butów, bo przecież bez nich nie wyjdę, aż w końcu je znalazłam i zbiegłam ze schodów. Pierwszy raz odkąd tu mieszkam potykając się o własne nogi wpadłam prosto w ramiona Rossa, który od dziś został mianowanym moim osobistym ochroniarzem. Przy nim można się czuć bezpiecznie, chyba, że śpi się z nim w jednym łóżku. Wtedy możesz mieć przerąbane.
-I weź tu pozwól jej wyjść gdzieś samej, jak ona o własne nogi się potyka!- Oznajmiła Vanessa śmiejąc się jak niepełnosprytna.
-Rozumiem, że to w odwecie za to, że kiedyś zrzuciłeś mnie z kanapy?
-Można tak powiedzieć.- Uśmiechnął się lekko, ale wystarczająco, by to zauważyć i odwzajemnić.- Dobra jedziemy, bo przed nami kawał drogi.- Powiedział i postawił mnie na równe nogi.
-Van jak wrócę dom ma być  w jednym kawałku.
-Tak jest kapitanie!
-Pa, mały!- Przykucnęłam przed Joe'm, dałam mu całusa w policzek i  wyszłam z domu prosto do samochodu.
---------------------------------------------------------------------------------------------
-Szczęśliwa?
-Raczej przerażona.
-Niby czym?
-W sumie to nie wiem, może jakiegoś upokorzenia?
-Damy radę. Na 3...2...1...- Otworzyliśmy duże drewniane drzwi i weszliśmy do pięknie przystrojonej sali, gdzie się wszystko odbywało. Najbardziej uwagę przykuwała duża scena, a przed nią 5 okrągłych stołów, przy których siedziały same znane twarze, a szczególnie przy jednym, gdzie znajdowała się cała nasza stara paczka, która kiwała nam jakby od tego miało zależeć całe ich życie. Z uśmiechami wymalowanymi na twarzach przysiedliśmy się do stolika.
-Jezu kochani jacy wy jesteście piękni!- Zachwyciła się Bella, gdy skanowałam wzrokiem każdego kto siedział razem z nami:
Raini- Moja druga najlepsza przyjaciółka zaraz po Rydel. Prawie nic się nie zmieniła oprócz tego, że jest wyższa i piękniejsza.
Bella- Ruda kumpela z klasy, idealna towarzyszka na dobrą imprezę. Wyszczuplała oraz rozjaśniła włosy.
Leo-Klasowy żartowniś, a za razem amant. Z brodą mu bardzo przystojnie.
Calum- Bosh, po co go tu przywiało?! Mój "ukochany" były. Dlaczego musiałam go tam spotkać?
Ross chyba zauważył moją dziwną reakcje na jego widok, bo złapał moją dłoń pod stołem i uśmiechnął się szczerze, przez co się lekko zarumieniłam. Teraz bardziej skupiłam się na rozmowie  z Leo.
-No, z Bels jesteśmy już 2 lata po ślubie i spodziewamy się dziecka.
-Gratuluje! Który miesiąc?- spytałam ją lekko smętnym głosem, ale trzymając nadal, może trochę sztuczny uśmiech na twarzy. Ross jako jedyny wiedział czemu. Zawsze chciałam mieć takiego małego szkraba biegającego po całym domu, rozrzucającego zabawki po pokoju, które musiałabym zbierać i wołającego za mną: Mamo! Po tym jak pojawił się u nas w domu Joseph dbałam o niego jakby był to mój własny syn.
-Siódmy.
-A co z wami kochani? Jesteście już po ślubie?- Dociekliwa ta Raini. Co jej powiedzieć, co jej powiedzieć? Przecież nie powiem, że nie mam narzeczonego, bo siara, a jak widzę Rossowi tak samo plącze się język jak mi. Mam pomysł! Zaciągnęłam Rossa gdzieś w stronę toalet i zaproponowałam mu układ.
-Jak widzisz wszyscy są już zaręczeni, albo po ślubie. Dobrze, że jeszcze wnuków nie mają, ale to kwestia czasu. A co z nami? Wstyd mówić, że umawiasz się z kubełkiem lodów czekoladowych.
-Laura, czy ja o czymś nie wiem? Mam się martwić?- Odparł blondyn.
-Mam pomysł, słuchaj. Jako jedyni nie mamy pary, więc może byśmy tak zostali parą?
-Czy ty mi proponujesz chodzenie?
-Raczej małżeństwo.
-Czy ty mi się oświadczasz?
-Tylko na ten dzień, głupolu. Jakby co to jesteśmy zaręczeni, ale nie zdradzaj zbyt wielu szczegółów, ok?
-Oczywiście. Hmmm... Laura Lynch jak to pięknie brzmi.- Wymruczał pod nosem, złapał moją rękę i znów przysiedliśmy się do stołu.
-Przepraszam, że tyle to trwało, ale szukaliśmy łazienki.
-Spoko, z tego co widzę to Ross jest twoim chłopakiem?
-W zasadzie to on jest moim narzeczonym.- Oznajmiłam i pocałowałam go w policzek.
-To my chcemy być zaproszeni na ślub!- Odezwali się chórem, aby Calum siedział cały czas cicho i chwała mu za to!
-Ale w najbliższym czasie się nie odbędzie, ponieważ mamy dużo spraw związanych z filmem.
-Laura mogę cię prosić na słówko.- O nie, tylko nie on! Musiał się odezwać?! Calum stał nade mną z założonymi na klatce piersiowej dłoniami i wręcz prosił, żebym z nim poszła. Oczywiście, że byłam na nie, nawet Ross próbował mnie zatrzymać, ale w końcu uległam. Chciałam, żeby Ross szedł ze mną, ale Rudy powiedział, że nie potrzebuje ochroniarza  i zaciągnął mnie na korytarz.
-Co ty odgrywasz za szopkę, co?
-O co ci chodzi?!
-Przecież to widać, że nawet razem nie jesteście.
-Niby czemu?
-Dlatego, że próbowaliście się wymigać od odpowiedzi.
-Musieliśmy ustalić to i owo, a tak poza tym to co cię to interesuje?
-To co nie pamiętasz jacy my byliśmy razem szczęśliwi?
-Szczęśliwi? Dobre! Chyba ty byłeś szczęśliwy mogąc mnie zdradzać z innymi pustymi lalami! Co, myślisz, że nie wiedziałam? Wszystkim mówiłam, że między nami było ok, nawet sama siebie oszukiwałam w głębi duszy. Wiesz co? To już koniec! Tolerowałam cię tyle czasu, a ty to zignorowałeś! To koniec!- Rudy złapał mnie mocno za nadgarstki i przyciskając do ściany wysyczał przez zęby.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić! Wszystkie zaliczyłem, ciebie jeszcze nie i teraz mam zamiar to zrobić!
-Zostaw ją ty rudy pedofilu!- Krzyknął Ross i przywalił Worthiemu z pięści w twarz. Ten przez ogromną siłę blondyna upadł na ziemię wycierając sobie nos, z którego sączyła się  krew.
-Z Lynchami się nie zadziera.- Powiedział spokojnie i obejmując mnie ramieniem zaprowadził spowrotem na salę.
-Oooo... Jesteście, to dobrze się składa. Poza tym, gdzie jest Calum?
-Eeeee.... Musiał wyjść pilnie, jego kot skoczył z balkonu i takie tam...
-Nie ważne. Chodźcie.
-Ale gdzie?
-Na scenę. No co? Myśleliście, że będziecie tylko gorzałę pili?
-W zasadzie to... Tak, ale o co w tym wszystkim chodzi?
-Dla każdego były wylosowane specjalne zadania, a dla was wypadło akurat to, więc bez gadania , idźcie już za kulisy tam macie przygotowane stroje i możecie zacząć śpiewać- Popędziła nas Selena wpychając nas na scenę. Oboje poszliśmy po nasze stroje, które już same za siebie mówiły co mamy śpiewać.

Po naszym występie rozległy się głośne brawa, do których Ross był przyzwyczajony, ale ja nie, więc spaliłam lekkiego buraka. Ten obejmując mnie ramieniem powiedział cicho:
-Zróbmy to jak na planie.- Dobrze wiedziałam o co mu chodzi, więc długo się nie sprzeciwiałam. Wpiłam się w jego usta i odwzajemniałam każdy jego pocałunek. Nie wiedząc czemu bardzo mi się to podobało, a ten pocałunek nie sprawiał w ogóle wrażenia udawanego. Może udawanie wcale nie było udawaniem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział to gunwo! Bywały sto razy lepsze, a ten jest dziadowski. No co poradzić... Miejmy tylko nadzieję, że następny rozdział będzie jeszcze lepszy. Ten post miał pojawić się wczoraj wieczorem, ale tak nie było i już mówię dlaczego. Na bloggerze ciągle wyskakiwał mi jakiś Error i gdy wreszcie udało mi się zacząć pisać moje powieki zrobiły się cięższe i opadły. Jednym słowem: zasnęłam. :)
Co jeszcze? Bardzo ucieszyła mnie duża ilość komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Było ich aż 7,albo 8 dokładnie już nie pamiętam. Na dzisiejszą porę mamy ponad 2660 wyświetleń! Może uda mi się spełnić moje postanowienie noworoczne i do sylwestra nazbierać ponad 10.000, fajnie by było. Jak wam się podoba wygląd bloga? Bo na moje jest zaczepisty i jeśli macie do mnie jakieś pytania walcie śmiało, a ja lecę, bo jadę do babci :)

6 komentarzy:

  1. Jest boski. Jak zawsze. Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział. Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  3. Rudy pedofil XDD Zakładam fandom Aiquenn kto ze mną??

    OdpowiedzUsuń
  4. Udawanie nie było udawaniem, huh? No i bardzo dobrze. Ross jest taki kochany, że sama bym go schrupała. Nie wiem z jakiej racji Laura się nadal opiera. To głupota, dziewczyno! Bierz go!
    A co do Worthy'ego, to powinnaś napisać 'Worthy'ego'. I przykro mi, że Calum to ten zły, bo go mega lubię tak normalnie, hahaha.
    Czekam na next i zapraszam do skomentawania u mnie, bo nowy:
    rossomefanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń