czwartek, 30 października 2014

Rozdział 15

-Już widzę jak fani R5 będą ciągle skandować ,,Raura!" To pewne na sto pro.- Obudziło mnie jakieś szmeranie, szeptanie i różne odgłosy czynności tego typu. Mozolnie otwarłam oczy i przejechałam sobie parę  razy dłońmi po twarzy i dopiero wtedy skapnęłam się co mnie obudziło. Cała gromadka Lynchów plus Van i Joe, ale ich też już można zaliczać do Lynchów, stali nad naszymi głowami susząc wióry (chodzi o uśmiech) i pstrykając nam zdjęcia smartfonami oraz ich lustrzanką (Stormie).
Zawstydzona wydobyłam z mojego gardła pisk, który postawił mojego Romea na równe nogi.
-Spokojnie kochanie ja się tym zajmę!
- Powiedział podciągając swoje bokserki do góry tak, że widocznie wrzynały mu się w pewne miejsce i dopiero, gdy spojrzał przed siebie pisnął poprawiając swoje jedyne okrycie tak samo jak ja.
-Jaki wy przykład dzieciom dajecie? Tak bez ślubu...- Stwierdziła Vanessa zakrywając dłonią oczy Joemu.
-Co?
-To zdjęcie, gdy wrzucimy je na oficjalnego instagrama zespołu zrobi niemałą furorę.
-Nie waż się.
-Upssss... Za późno, bo już to zrobiłem.- Oboje dolecieliśmy do jego telefonu i zaczęliśmy czytać wszystkie komentarze, które znajdowały się pod zdjęciem, a z każdą chwilą przybywało ich coraz więcej.
-Raura! Raura! Raura!- Zaczęły szeptać wszystkie zebrane w tym pokoju dziewczyny, co zawstydziło mnie bardziej niż to, że Ross spał ze mną w samych bokserkach.
-Dobra dajcie już im spokój!- Uspokoiła ich Stormie -jedyna porządna kobieta w tym pomieszczeniu.-Jakie plany na dziś?- Spytała, na co Rydel wyciągnęła z swojej torebki mały, różowy kalendarz. Za bardzo nie zastanawiałam się nad tym co ona mówiła, bo większość mojego mózgu zaczęło transferować tego jak ona szybko znalazła ten kalendarzyk w torebce. Do przeciętnej kobiety dzwoni się dwa razy: raz, żeby znalazła telefon w torebce, a drugi, żeby odebrała. Logiczna filozofia. Z tego co widzę, Rydel nie jest przeciętna. Wracając, jedyne co usłyszałam to, to, że dzisiaj grają koncert na plaży, zupełnie tak samo jak ostatnio, a to tylko z tego powodu, że dzisiaj mają zagrać dla jakiejś fundacji pomagającej chorym dzieciom.  Oznajmili, że wszyscy zabierają się z nimi i wtedy każdy poszedł w swoją stronę.

                                                                   Jakiś czas później...
-Van, no kurde powiesz mi w końcu co mam ubrać?!-Krzyczałam modląc się pod szafą i oczekując aż siostra wreszcie ogarnie dupę i raczy ją przywlec do mojego pokoju.
-Może coś czego nigdy nie założyłaś, może być coś ładnego...- Dzięki, jak zwykle pomocna siostro! Normalnie, rodząc się dziękowałam Bogu, że urodziłam się w tej patoli, a nie innej.
-Mówisz o sobie?
-Oj zamknij japę!-Dobra, co tu ubrać? Wybrałam byle co z mojej szafy, czyli czarny kardigan, białą koszulę, a do tego jeansowe shorty i conversy. Ubiór praktyczny i wygodny. Można go szybko ściągnąć na kacu lub wyłożyć się w krzakach ubrana w niego,  wiedząc, że będzie ci się w nim dobrze spać. Moje włosy zwinęłam w koka, który aż krzyczał, że artystyczny nieład jest teraz w modzie i wyszłam z domu po drodze zabierając ze sobą tą ciemną małpę i jej syna.

Koncert mijał bardzo spokojnie... Nie, nie spokojnie, chodziło, że żadnych zamieszek nie było. Ludzie się jak zwykle świetnie bawili na ich koncercie. Krzyczeli, tańczyli lub, jak w przypadku piosenki One Last Dance, wsłuchiwali się z uwagą, wspominali i kołysali się w jej rytm. Niektórym nawet łezka w oku się zakręciła. Magia tej piosenki była niezmienna od lat.
-Chcecie Raury?- Przekrzyczał Riker tłum fanów skandujący sklejone ze sobą imię Rossa i moje.- To macie! Laura, na scenę! No już!- Poganiał mnie blondyn. W tym samym momencie Van, mimo mojego protestu, zaczęła wypychać mnie prosto na scenę. Posłałam jej subtelne spojrzenie o treści "w domu potnę cię mydłem i naćpam meliską" i powolnie sunęłam na środek sceny.
-Widzicie tą panią? To Laura. Ta pani dzisiaj zaprezentuje nam piosenkę pod tytułem...- Przedstawił mnie i przysunął mikrofon bliżej mojej twarzy na co ja zaczęłam go odpychać.
-Nie było mowy o żadnym śpiewaniu!-  Lynch przysunął się do mnie i szepnął:
-Na telefonie mam więcej zdjęć z dzisiejszego poranka, które w tej chwili mogą pojawić się na twitterze.
-Gdzie ten mikrofon?- Otrzymałam wcześniej wspomniany przedmiot i oznajmiłam- Zaśpiewam piosenkę Try- P!nk. Orkiestra Grać!- Złapałam statyw w obie dłonie, aby móc swobodnie nim poruszać i zaczęłam swój występ.

-No i co blondi? Szczena opadła?- Zwróciłam się w stronę Rikera, który musiał podtrzymać się stojaka od gitary, żeby się nie przewrócić.- No Chalange Accepted!- Podczas wielkich oklasków i wiwatów zeszłam ze sceny, ale po drodze zatrzymał mnie Ross i uwodzicielsko szepnął do ucha:
-Wyjdź za mnie...                                                                                                                                  
-Kochaniutki nie wiesz, że nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy?- Odparłam i pozostawiłam go całkiem skołowanego po środku sceny. 
 
 
---------------------------------------------------------------------------------------
                                                        No i jest 15!
Jak ten czas zapierdziela! Rozumiecie to jeszcze niedawno siedziałam przed komputerem i myślałam nad fabułą tego bloga, który i tak jest pisany tak z dupy, ale Nevermind. xD Jak widać ta 15 też jest z dupy, bo rozdział nie powala, ale cóż mam coś dla was co sprawi, że 16 będzie najbardziej zarąbistym rozdziałem na blogu, ponieważ będzie pisany przez was! Dokładnie tak! Więcej dowiecie się w następnym poście.       
Bye!                              

2 komentarze: