niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 17

...Kochana jesteś piękna jak nigdy wcześniej...To nic, że czyścisz kible...Ino brać...- Krzyknął Rocky gwałcąc storczyka i gładząc delikatnie jego twarde liście. W tym samym momencie kamerzystka zwróciła się w stronę Rikera, który tarzając się wraz ze swoją narzeczoną śpiewał:
-Czorno, chcesz być ciężarno?- Na co Ellington wlewając w siebie kolejny kieliszek alkoholu odpowiadał do Rydel:
-A Blondyna chce mieć syna!- Najbardziej bałam się momentu, w którym zobaczę siebie i Ross'a... O nie...
-Moja ciocia z Ameryki ma samochód bardzo dziki, jeździ nim jak na krowie i udaje pogotowie. Moja babcia jest kucharką, robi kluski betoniarką, a mój dziadek jest górnikiem kopie węgiel pod śmietnikiem!- (Proszę o nie kopiowanie powyższego tekstu, gdyż jest on dziełem autorskim moim i mojego kochanego kuzyna, więc bylibyśmy szczęśliwi, gdyby nikt poza naszą zgodą nie używał tej piosenki, dziękujemy- od aut.)- Śpiewałam (wydzierałam się przekrzykując wszystkich) do melodii ,,Cztery razy po dwa razy" ujeżdżając na plecach Ross'a, który chwiejnym krokiem przeciskał się między meblami, a pół żywymi ludźmi, których zapewne kac zabije na następny dzien. Tak... To zupełnie zmieniało mój pogląd na niektórych ludzi, szczególnie na siebie.
Wszyscy, którzy obejrzeli to nagranie chowali swoje twarze w dłoniach próbując ukryć zażenowanie, które z każdą chwilą ukazywało się w postaci palącej suszy w gardle oraz natrętnego bólu głowy, który próbowano zwalczać zatapiając swoje zasuszone wargi w wodzie zmieszanej z calcium. Dopiero po dość długim czasie spędzonym na spoczywaniu na chłodzącej w plecy, dębowej podłodze z okładem na czole, odurzenie poalkoholowe zaczęło ustępować. Powoli... Wraz z mijającym kacem także mijało zażenowanie powiązane z felernym nagraniem, które teraz zdawało się być bardziej komedią, niż torturą charakterem podobną do odbierania porodu u świnki morskiej.
-Nigdy więcej nie zostawimy was samych w nocy z kluczem do barku.- Oznajmiła Stormie krzyżując ręce na piersi, na co nasz klub AA głośno stęknął potwierdzająco. Za nią do domu po kolei weszli: Mark wraz z Casperem i Josephem oraz moi rodzice?
-Mama,tata? A co wy tutaj robicie?- Spytałam próbując odwrócić ich uwagę od tego całego majdanu.
-Przyjechaliśmy, ponieważ nasza córka bierze ślub, więc chyba logiczne, że przyjechaliśmy do niej na wesele.
-Mamo, spokojnie, przecież ja z Rossem to tylko na niby...
-Idiotko, ona mówiła o mnie.- Westchnęła Vanessa widocznie zdegustowana moją głupotą.
-Mamo, mamo! Patrz znalazłem balonik!- Rozradował się Joe podchodząc do tajemniczego obiektu.
-Nie!- Krzyknęli wszyscy na co brunet widocznie się przestraszył i pobiegł w objęcia swojej babci.
-Możecie mi powiedzieć co to coś tu robi?
-Jakby to ująć? Rocky zapładniał roślinę...- Ross ujął to w tak mądry sposób, że wszyscy mogli wyczytać z jego wypowiedzi to ile wczoraj wypił.- Płciowo zapładniał roślinkę, ale i tak wiemy, że ten związek nie przetrwa.
-Dlaczego?!- Zaprotestował wcześniej wymieniony 100% mężczyzna.
-Bo storczyk to rodzaj męski, a z tego co wiem z nieprzespanych lekcji biologii: Komórka męska musi połączyć się z żeńską komórką. Musiałbyś być Conchitą Wurst żebyś mógł zostać ojcem po raz drugi.
-Ellen nie narzeka na moją męskość, prawda kochanie?- Ta nie odpowiedziała na pytanie ówcześnie zadane przez jej męża, gdyż nie chciała jeszcze bardziej kompromitować się przed swoimi teściami oraz zupełnie nie znanymi osobami.



-Kochanie możesz mi powiedzieć co jest między tobą, a Rossem?- Spytał moja mama, widząc, że spokojnie już samodzielnie mogę wypowiadać bardziej złożone zdania niż ,,TAK" lub ,,NIE".
-Spokojnie mamo to nic poważnego, po prostu próbujemy wrócić do dawnych relacji, dawnej przyjaźni, która nas łączyła, tyle że teraz jesteśmy już dorośli i takie sprawy inaczej załatwiamy niż w piaskownicy bijąc się połamanymi częściami łopatek i foremek do piasku.- Na samą myśl wzdrygnęłam się roześmiana próbując nie zwymiotować na widok dezynfekcji przez braci Lynch pechowego storczyka.
-Jasne...- Powiedziała klepiąc mnie po ramieniu i po chwili zniknęła gdzieś w kuchni rozmawiając z mamą Lynch o przepisie na murzynka.
-Tak wiem mamo, sama w to nie wierzę...- szepnęłam do siebie.

--------------------------------------------------------------------
Wy nawet nie wiecie jaki przypływ weny naszedł na mnie o 23, podczas tego gdy moi dziadkowie szaleli na ulicy śpiewając ,,Hej sokoły" i budząc wszystkich sąsiadów po ciszy nocnej. A ja stałam za nimi ubrana w piżamę (chora jestem, ból gardła sprawił, że gadam zachrypniętym głosem dwie oktawy niżej niż normalnie) i próbując ich uspokoić, niestety na marne. Nevermind. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, w takim razie komentujcie, a ja spadam!
Ciao!

10 komentarzy:

  1. Myślałam że będzie coś gorszego na tym filmiku,ale nadal ciekawi nie dlaczego Laura ma na palcu pierścionek Ross'a

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz nawet ja już nie pamiętam, a sama to pisałam :P Dziewczyna bd musiała coś wykombinować :D

      Usuń
    2. Ania na tyle ułatwiła mi sprawę (sarkazm :-|), że nie napisała nic co było w tym filmiku i musiałam sama się głowić nad jego treścią. I hope you like it!<3

      Usuń
  2. Witam :) Właśnie odkryłam twojego bloga, i muszę przyznać że się wciągnęłam :P Świetnie piszesz!!! Zaczęłam obserwować, więc od teraz się mnie nie pozbędziesz XD
    Widzę, że ty równiesz chodzisz do szkoły muzycznej :) Znam twój ból kochana, ja już się tak męczę 6 lat XD (już jestem w 2 klasie II stopnia ;p)
    Wracając... Masz naprawdę talent do pisania!!!! Tak czytam te rozdziały i myślę: "Skąd jej się biorą te wszystkie fajne teksty?!"
    Czekam na next'a i zapraszam do siebie :)
    raura-hate.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej założyłam nowego bloga, wpadniesz? :) http://paczkaprzyjaciol-raura.blogspot.com + Super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń